Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulylista3

 

Nada Surf - You Know Who You Are

cd072016 005

City Slang 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

„You Know Who You Are” to już siódma autorska płyta zespołu Nada Surf; w 2010 wydali jeszcze album „If I Had a Hi-Fi” z coverami. Są przedstawicielami amerykańskiego rocka alternatywnego. Takie określenie ich stylu pojawia się najczęściej, ale słuchając otwierającego płytę nagrania „Cold To See Clear” można podejrzewać, że bardziej niż z rockiem z ojczyzny Alice’a Coopera grupa ma do czynienia z brit-popem. Niektóre z pozostałych utworów także przypominają ten styl, chociaż muzycy działają nie w Anglii, a w Nowym Jorku. Na płycie znajdziemy kilka interesujących kompozycji. Przyjemnie pulsuje „Friend Hospital”. Gitary w „Out Of The Dark” i w „Animal” przypominają te z nagrań angielskich kapel z epoki Beatlesów; pojawia się zatem okazja do wspomnień. Również wokale zostały zgrabnie zaaranżowane. Mimo to nie sądzę, by materiał z „You Know Who You Are” zapadł melomanom w pamięć. Ot, poprawnie zrealizowana płyta z pop-rockowym repertuarem dla wszystkich. Niewykluczone, że latem niektóre utwory zabrzmią przy basenach lub na klubowych potańcówkach, ale czy ktoś będzie je znał na tyle, by zanucić słowa? Na razie nie stały się światowymi przebojami, ale w czasie jazdy samochodem można posłuchać.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 07-08/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

P.J. Harvey - The Hope Six Demolition Project

cd072016 006

Island Records 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Angielska piosenkarka opowiada o swoich podróżach. Była ostatnio w różnych miejscach: Kosowie, Afganistanie i w stolicy USA. Nie są to rejony szczególnie trudno dostępne dla obywatelki Wielkiej Brytanii; pewnie dlatego w muzycznych opowieściach bohaterki nie ma nic specjalnie odkrywczego. Nie zaszkodzi jednak posłuchać. Muzyka wydaje się nieco uproszczona. Piosenki są prowadzone w jednostajnych rytmach, sprawiając trochę wrażenie szkolnych wyliczanek. Przykładem utwór „A Line in the Sand”, kończący się melodyjnym powtórzeniem kilkanaście razy litery „o”. Dzieci mogłyby przy tym radośnie podskakiwać na spacerze w parku. Nastrój zmienia się dopiero w nagraniu „River Anacostia”. Zaczyna być bardziej orientalnie, przynajmniej na wstępie. Później znów powraca skoczny rytm. Druga połowa płyty jest zdecydowanie lepsza od pierwszej – bardziej zróżnicowana pod względem nastroju i, co warte podkreślenia, oryginalna. W nagraniu „The Ministry of Social Affairs” pojawia się nawet klasyczny blues.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 07-08/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Haken - Affinity

cd072016 012

Inside Out Music 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Czasami pojawiają się albumy, które stanowczo przeczą tezie, jakoby „dzisiejsza muzyka to już nie to, co kiedyś”. „Affinity” łączy oldskulową progresywną stylistykę z elementami współczesnego metalu. Panowie z Hakena stanęli na wysokości zadania i dostarczyli nam kolejne progresywne arcydzieło, które długo będziemy wspominać. Przywołują dawne brzmienia, używając sampli oraz charakterystycznych dźwięków klawiszy i mieszają je ze specyficzną barwą gitar o poszerzonej skali, elektronicznymi akcentami czy gościnnymi growlami Einara Soldberga z Leprous. Nie zabrakło też harmonii wokalnych, zapierających dech w piersiach popisów instrumentalnych, rozbudowanych kompozycji, chwytliwych motywów, a nawet fragmentów nastrojowych. Do samego nagrania nie można zgłosić zastrzeżeń. Mamy do czynienia z czystym, przestrzennym brzmieniem. Haken w wielkim stylu pokazuje, jak łączyć przeszłość z teraźniejszością. Najnowsze dzieło grupy to bez wątpienia jedna z najlepszych płyt tego roku. Powinien po nią sięgnąć każdy szanujący się fan progresywnego rocka.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 07-08/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Cult Of Luna/Julie Christmas - Mariner

cd072016 018

Indie 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Cult Of Luna trafiło w dziesiątkę, zapraszając na swój nowy album wokalistkę Julie Christmas. Jej agresywny, nieco skrzekliwy głos wprowadza do całości nutę niepokoju i świetnie współgra z ciężkimi, nastrojowymi kompozycjami. Pojawienie się wokali nie odjęło brzmieniu masywności. Wzbogaciło je natomiast o melodyjne motywy, dzięki którym płyta łatwo zapada w pamięć. Oczywiście, jak przystało na album postmetalowy, muzyka urzeka atmosferą. Przygniata potężnymi riffami gitarowymi oraz growlami, a jednocześnie nie stroni od brzmień klawiszowych i elektronicznych. Tworząc typowe dla gatunku utwory, zespół zadbał o to, by nie znudzić słuchaczy. Trzeba jednak zaznaczyć, że niektóre fragmenty wydają się rozciągnięte, przez co czasem trudno utrzymać skupienie. „Mariner” to z pewnością jeden z najciekawszych albumów postmetalowych ostatnich lat i choć jego twórcom nie udało się uniknąć błędów, to zdecydowanie warto po niego sięgnąć. Mam nadzieję, że kobiece wokale usłyszymy również na kolejnych tytułach Cult Of Luna. Ostatnio bowiem postmetal desperacko potrzebuje podobnych urozmaiceń.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 07-08/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Deftones - Gore

cd062016 010

FiXT 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Deftones to jeden z niewielu zespołów nu-metalowych, którym udało się wypracować własny styl i utrzymać wysoki poziom pomimo upływu lat. Tym razem jednak przytrafił im się spadek formy. Singlowe numery nigdy nie były szczególnie mocną stroną Deftones; w ich płyty należało się wczuć i przyswoić je w całości. „Gore” także idzie tą drogą, ale chyba odrobinę za daleko. Brakuje zapadających w pamięć fragmentów. Utwory zlewają się ze sobą, tworząc przyjemny kolaż brzmień i nastrojów, przydałoby się jednak więcej kontrastów i punktów charakterystycznych. Zaletą jest fakt, że muzycy budują nastrój za pomocą bogatej palety brzmień. Niestety, próbując wciągnąć słuchaczy w swoją wizję, nieco zbyt długo zatrzymują się nad pewnymi fragmentami. Skutecznie z transu wyrywają nas jednak interesujące sample oraz eksperymenty z brzmieniem instrumentów. Realizacja ma jedną poważną wadę – ubogą dynamikę. Jednym z powodów, przez które utwory się zlewają, są małe różnice w głośności między skromniej aranżowanymi, nastrojowymi kompozycjami a uderzeniami nisko strojonych gitar. Na „Gore” wyraźnie słychać, że płyta nie powstała pod wpływem wielkiej weny twórczej. Z drugiej strony – nie przynosi wstydu swoim twórcom.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 06/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

After The Burial - Dig Deep

cd062016 011

FiXT 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Śmierć Justina Lowe była jedną z najsmutniejszych wiadomości ubiegłego roku i wstrząsnęła światem nowoczesnego metalu. Koledzy z zespołu postanowili się jednak nie załamywać i kilka miesięcy później wydali nowy album. Na „Dig Deep” znajdziemy utwory, które dzięki swej złożoności należą do najlepszych w historii zespołu. Już otwierające płytę „Collapse” swoimi szalonymi, chaotycznymi melodiami udowadnia, że After The Burial pozostają w formie. Nietrudno jednak zauważyć, że na najnowszym wydawnictwie zespół mocno stawia na agresję brzmienia i potężną warstwę rytmiczną, gęsto rozsiewając breakdowny oraz chętnie sięgając po dysonanse. Oczywiście, znajdziemy tu także bardziej melodyjne kompozycje, jak „Laurenthian Ghosts”, oraz kilka, które obfitują w nagłe zwroty akcji, jak „Heavy Lies The Ground”. Problemem jest produkcja niezbyt wysokich lotów. Nagranie sprawia wrażenie mocno skompresowanego, przez co zarówno gitary, jak i wokale wydają się spłaszczone. O przestrzenności czy przejrzystości można tylko pomarzyć. Skala zjawiska nie jest jednak tak duża, by miała odebrać wszelką przyjemność ze słuchania. „Dig Deep” z pewnością nie jest wolny od wad. Niesamowite zagrywki oraz niebywała masywność brzmienia sprawiają jednak, że trudno się od tego albumu oderwać.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 06/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF