Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulylista3

 

SikTh - Opacities

cd022016 001

Bieler Bros. Records 2015

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Po dziewięciu latach przerwy SikTh stanął przed nie lada wyzwaniem dorównania swoim wcześniejszym dziełom. Wyszło przyzwoicie i choć „Opacities” nie przebija „Death Of A Dead Day”, to z pewnością jest dobrą pozycją w dyskografii zespołu. Muzyka stała się odrobinę mniej eksperymentalna. I chociaż element zaskoczenia nieco osłabł, to w kwestii unikalności brzmienia oraz niepowtarzalnego charakteru nie zmieniło się nic. Na „Opacities” znajdziemy wszystko, co sprawiało, że ci panowie są nie do podrobienia. Szalone, dynamiczne wokale zaskakują na każdym kroku i choć na nich samych dałoby się zbudować interesujący album, to twórcy nie poszli na łatwiznę. Warstwa instrumentalna jest równie imponująca. Każda partia jest dopracowana i ukazuje umiejętności techniczne muzyków. Dzięki temu kompozycje zyskują głębię, przez co można spokojnie słuchać ich kilka razy pod rząd, nie ryzykując przypływu senności. Również różnice pomiędzy utworami nie pozwalają na utratę skupienia. Poza energicznymi, typowymi dla zespołu kompozycjami znajdziemy tu także recytowany „Tokyo Lights” oraz zamykającą album balladę „Days Are Dreamed”. Upychając tak wiele treści w skromne dwadzieścia siedem minut, twórcy dostarczyli nam skoncentrowaną dawkę metalowej progresywy najwyższej jakości.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 02/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Simo - Let Love Show the Way

cd022016 005

Provogue/Mascot 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Wykonywaną przez Simo muzykę można najkrócej określić terminem „psychodeliczny rock”. Trzyosobowe trio pochodzi z Nashville i wydaje się, że czerpie natchnienie z muzyki takich legend, jak Jimi Hendrix czy Cream. Odnajdziemy też sporo brzmień spod znaku The Allman Brothers Band; może nawet The Doors... Mieszanka wybuchowa? Wcale nie. Powiedziałbym raczej, że przygotowana z wyczuciem, a do tego atrakcyjna. Przynosi brzmienia, do których warto siegnąć, zwłaszcza że ostatnio rzadko goszczą na nowych płytach. Liderem Simo jest gitarzysta J. D. Simo, który również zgrabnie radzi sobie z partiami wokalnymi. Towarzyszą mu Adam Abrashoff (perkusja) i Elad Shapiro (bas). Domeną lidera jest jednak gitara. Chwali go nawet Joe Bonamassa. Jeśli ktoś lubi porywające, rockowo-bluesowe improwizacje, to znajdzie ich tutaj sporo. Simo ma na koncie dopiero drugi album, ale niejeden wykonawca o dłuższym stażu mógłby się tu nauczyć paru sztuczek. Krążek nazwano od utworu dodanego na bonus. Dziwny pomysł, ale jak się gra tak dobrze, to można sobie pozwolić na rozmaite ekstrawagancje.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 02/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Villagers - Where Have You Been All My Life?

cd022016 007

Domino 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Villagers to grupa z Dublina. Pod wodzą frontmana, Conora O’Briena, na swojej czwartej płycie pozostaje w kręgu folkowych rytmów z elementami country. Swoje zamiłowanie do tego ostatniego stylu wyrażają poprzez cover utworu z repertuaru amerykańskiego piosenkarza Glena Campbella, „Wichita Lineman”. Pół wieku temu ta piosenka była za Atlantykiem wielkim przebojem. Interpretacja Villagers wypada zgrabnie, podobnie jak reszta repertuaru – bezpretensjonalna, akustyczna zaduma. Piosenki nie są jednak nowe. Debiutowały na wcześniejszych albumach Villagers, a teraz zostały na nowo zinterpretowane i zyskały „żywą” oprawę. Muzycy zarejestrowali je za jednym podejściem, jak w czasie koncertu, tyle że w studiu. Ciekawy pomysł. Instrumenty akustyczne brzmią przyjemnie i tylko jeden element obniża ostateczną wartość materiału. Wszystkim utworom towarzyszy jednostajne, ledwie słyszalne elektroniczne tło. Całkowicie zbyteczne. Piskliwy akompaniament powoduje, że tracimy zainteresowanie melodiami, czekając aż wreszcie zamilknie. Niestety, wciąż jest. Przynajmniej mi nie pozwolił wysłuchać albumu za jednym podejściem. Bez niepotrzebnej elektronicznej „poświaty” byłaby to naprawdę przyjemna płyta. Ale cóż, stało się. Jeśli komuś nie przeszkodzi buczenie w tle, to może posłuchać. .

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 02/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Charlie Puth - Nine Track Mind

cd022016 008

Atlantic 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Charlie Puth to gruntownie wykształcony pianista z New Jersey. Zna się na klasycznych brzmieniach i na repertuarze współczesnym, w tym również na jazzie; ukończył Berklee College of Music. Swój debiutancki album poświęcił stylowi pop. Wszystkie piosenki napisał z pomocą innych muzyków. Na krążku zmieściło się 13 kompozycji. Ładnych, melodyjnych, ale nie takich, które na dłużej przyciągają uwagę. Owszem, jest wśród nich telewizyjny przebój „See You Again” (z serialu „Furious 7”), ale wyróżnia się tu przede wszystkim raper Wiz Khalifa, zaś Charlie Puth dorzuca od siebie parę melodyjnych wstawek wokalnych. Inni znani goście na płycie to Selena Gomez w „We Don’t Talk Anymore” i Shy Carter w „As You Are”. Puth ciekawie operuje głosem, często śpiewając falsetem, ale nie przekonał mnie do swojego repertuaru, mimo że, jak wspomniałem, ma wszelkie kwalifikacje, aby być utalentowanym wykonawcą. Musi jednak trochę popracować nad piosenkami, aby nie były jedynie dodatkami do dyskotekowych drinków, ale żeby chciało się ich również posłuchać poza parkietem. Polecam nagranie „Marvin Gaye”, w którym Puthowi towarzyszy Meghan Trainor. Wykonawca wraca w nim do klasyki rhythm and bluesa. Bardzo dobrze, bo to jeden z ciekawszych utworów na „Nine Track Mind”.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 02/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Baroness - Purple

cd022016 011

Abraxan Hymns 2015

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Mimo że „Yellow & Green” nie było złą płytą, to nie dorównało dwóm pierwszym, fenomenalnym wydawnictwom zespołu Baroness. Szczęśliwie ich najnowszy album to powrót w wielkim stylu, choć nie bez dość poważnego potknięcia. „Purple” nie jest jednak powrotem do korzeni, którego mogliby oczekiwać konserwatywni fani grupy. Połączono tu progresywno-melodyjną naturę poprzedniego albumu z ciężarem wcześniejszych dzieł, stawiając jednak mocniej na ten pierwszy aspekt. Poza typowym rdzeniem w postaci solidnych riffów, interesujących partii perkusyjnych oraz chwytliwych wokali, znajdziemy tu wiele brzmień klawiszowo- elektronicznych, które urozmaicają całość. Kompozycje unikają banalnych schematów i często dorzucają nastrojowe przerywniki lub wprowadzają nowe motywy. Niestety, wszystkie te zalety podkreślają również największą wadę albumu – niezbyt przejrzystą produkcję. Zdarza się, że niezwykle interesujące partie instrumentalne giną w tle, choć to właśnie na nich słuchacz powinien skupić swoją uwagę. „Purple” to świetny album z mnóstwem kawałków, do których chce się wracać. Jeśli uda nam się przejść do porządku dziennego nad surową realizacją, odnajdziemy tu także interesujące i złożone partie instrumentalne.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 02/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Oskar Kolberg - Pieces for Piano Solo. Songs

cd022016 006

DUX 2014

Muzyka: k4
Realizacja: k4

2014 był Rokiem Oskara Kolberga. Ten zasłużony etnograf (1814-90), który skatalogował zasoby polskiej kultury ludowej (zwłaszcza śpiewów i tańców), sam również był kompozytorem i ważną postacią w pejzażu XIX-wiecznej muzyki polskiej. Jego twórczość odzwierciedla ówczesne trendy; zdradza też wpływy przedmiotu badań Kolberga, czyli folkloru. Dwupłytowy album jubileuszowy zawiera na jednym krążku miniatury fortepianowe, na drugim – pieśni. Wśród utworów instrumentalnych przeważają mazury. Są też kontredanse, kujawiaki, walce, polka i polonez. To nieskomplikowane kompozycje, o wyraźnej przewadze znaczenia melodii i rytmu nad harmonią. Znać ich taneczny rodowód i taneczny cel – tym tropem podąża gra Mateusza Rutkowskiego. Pieśni, pisane do słów popularnych poetów (Zaleski, Witwicki, Lenartowicz), opiewają rozterki serca ludowych bohaterów lub uroki sielskiej przyrody. Rzewne, proste, „przewidywalne” melodie mają równie prosty akompaniament. Aby urozmaicić przekaz, do wykonania tych 27 dziełek zaproszono czworo śpiewaków – mezzosopran (Anna Radziejewska) i trzech tenorów, o zróżnicowanej barwie i stylu wokalnym. Tadeusz Szlenkier prezentuje interpretację „rustykalną”, łzawą. Dariusz Stachura jest zawadiacki i wesolutki. Karol Kozłowski usiłuje potraktować jednowymiarowe utworki jak wielką lirykę wokalną – i niemal mu się to udaje. Anna Radziejewska stosuje wypadkową powyższych strategii, z dobrym rezultatem. W przypadku kilku pieśni Kolberg pozostawił alternatywne wersje umuzycznienia, a możliwość ich porównania jest najciekawszą cechą tego albumu.

Hanna Milewska
Źródło: HFiM 02/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF