Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulylista3

 

Chairlift - Moth

cd032016 015

Columbia Records 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Znalazłem piosenkę, która powinna zostać przebojem lata. Ale nawet jeśli tak się nie stanie, dla mnie będzie hitem. Utwór nosi tytuł „Crying In Public” i pochodzi z najnowszego krążka amerykańskiego duetu Chairlift. Tworzą go Caroline Polachek, śpiewająca i grająca na instrumentach elektronicznych, oraz Patrick Wimberly – multiinstrumentalista. Oboje skomponowali cały repertuar i zgrabnie go wykonali. Płyty słucha się z przyjemnością. Brzmienia są łagodne, lekkie i – mimo że wokalistka często sięga po syntezator – wcale nie sztuczne. Bohaterowie krążka elektronikę wykorzystują z umiarem i wiedzą, jak to robić, żeby nie irytować. Ponadto zaprosili do studia muzyków, grających na instrumentach akustycznych. W nagraniu „Ottawa To Osaka” słyszymy skrzypce, a w „Show You Off ” pojawia się saksofon. Do tego Caroline Polachek ma bardzo ładny tembr głosu i dobrą dykcję, więc nawet osoby słabiej znające angielski bez trudu zrozumieją teksty. Gdyby był z tym kłopot, słowa są wydrukowane w dołączonej do płyty książeczce. Jeśli po wysłuchaniu krążka ktoś chciałby sięgnąć do innych piosenek Chairlift, to duet ma na koncie jeszcze dwa albumy.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 03/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Suede - Night Thoughts

cd032016 017

Suede Ltd. 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Smyczki w otwierającym nagraniu mogą wprowadzać w błąd, ale kiedy po paru minutach odzywa się Brett Anderson, nikt nie ma wątpliwości, że to Suede. Wokalista brytyjskiej formacji, uznawanej za prekursora brit-popu, ma charakterystyczną, łatwo rozpoznawalną barwę głosu. Trudno go z kimkolwiek pomylić. Po 2002 roku grupa zrobiła sobie ponad 10 lat przerwy, powracając w 2013 albumem „Bloodsports”. W „Night Thoughts” serwuje melomanom solidne nagrania z ciekawymi melodiami, bogatym instrumentarium i udanymi tekstami. Właściwie wszystko jest tutaj na medal. Od fantastycznego falsetu wokalisty w otwierającym album utworze „When You Are Young”, po instrumentalny finał „The Fur and the Feathers”, który, niestety, kończy płytę. Chciałoby się więcej. Dotąd nie byłem fanem grupy, ale najnowszy repertuar wciągnął mnie tak bardzo, że krążek trafi na pewno do mojego samochodowego odtwarzacza. Chętnie pomknę z nim latem gdzieś w nieznane. Chyba zresztą będzie to jego główne miejsce, bo na domowym sprzęcie słaba realizacja dźwięku daje się mocno we znaki. Szkoda, bo gdyby była lepsza, album „Night Thoughts” znalazłby się wysoko na mojej prywatnej liście płyt roku 2016

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 03/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Don Henley - Cass County

cd022016 003

Capitol Records 2015

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Chyba każdy miłośnik rocka zna przebój „Hotel California”. Piosenkę spopularyzował zespół The Eagles. Członkiem tej kapeli – zarazem perkusistą i wokalistą – był Don Henley. To właśnie on śpiewał ten utwór. Mimo że od wydania longplaya „Hotel Calidfornia” minęło 39 lat, nadal jest chętnie słuchany, zwłaszcza utwór tytułowy. Grupa The Eagles jest nadal popularna i okazjonalnie występuje. Kolejna solowa płyta członka tej formacji to gratka nie tylko dla jej fanów. Henley się postarał. Nie dość, że skomponował wszystkie piosenki, to zaprosił do współpracy plejadę gwiazd. Nagrywał w Nashville, więc na pierwszym planie znaleźli się wykonawcy country. Utwór „The Cost of Living” Henley śpiewa w duecie z Merlem Haggardem, a „No, Thank You” z inną gwiazdą tego stylu – Vince’em Gillem. W kilku nagraniach słyszymy Lucindę Williams i Trishę Yearwood. Mają na swoim koncie udane albumy i cieszą się w USA dużą popularnością. A jeśli ktoś nie jest sympatykiem muzyki z południowych stanów tego kraju, to może doceni udział Micka Jaggera w utworze otwierającym płytę. Wokalista The Rolling Stones w „Bramble Rose” śpiewa tylko jedną zwrotkę, ale udało mu się wpasować w konwencję country. Brawa dla niego i dla Henleya, bo płyta urokliwa.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 02/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Pomegranate Tiger - Boundless

cd022016 002

Bieler Bros. Records 2015

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Choć scena instrumentalnej progresywy stała się ostatnio niesamowicie płodna, to prawdziwe perełki zdarzają się rzadko. Tym razem jednak mamy z taką do czynienia, ponieważ Pomegranate Tiger nie tyle rzucił konkurencji poważne wyzwanie, co raczej zdeklasował rywali. „Boundless” od samego początku daje do zrozumienia, że nikt tu nie zamierza bawić się w artystyczny minimalizm ani zachowywać umiaru w popisywaniu się umiejętnościami technicznymi. Słuchacze od razu zostają rzuceni w wir szybkich pasaży i ciężkiej, djentowej sekcji rytmicznej, a chwile wytchnienia, choć obecne, są ograniczone do minimum. Dzięki temu wydają się jednak dopracowane i nie przeciągają się niepotrzebnie. Pomimo wszechobecnego szaleństwa twórcom udało się wpleść w kompozycje sporo chwytliwych motywów, co w przypadku płyt pozbawionych wokalu nie jest częste. Kompozycje stanowią zamkniętą całość, do której trudno byłoby dodać cokolwiek. Pozostające na pierwszym planie gitary doskonale sobie radzą w roli instrumentu prowadzącego, natomiast wszelkie dodatki, nawet w wykonaniu najlepszego wokalisty, jedynie zagłuszałyby złożone motywy instrumentalne. „Boundless” imponuje od strony wykonawczej. Przygniata swoim ciężarem. Zapada w pamięć i dzięki złożonym melodiom ani odrobinę nie nudzi. Jest to album stworzony z rozmachem i na pewno nie pasuje do niego nietrafione hasło „mniej znaczy więcej”. n

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 02/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

SikTh - Opacities

cd022016 001

Bieler Bros. Records 2015

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Po dziewięciu latach przerwy SikTh stanął przed nie lada wyzwaniem dorównania swoim wcześniejszym dziełom. Wyszło przyzwoicie i choć „Opacities” nie przebija „Death Of A Dead Day”, to z pewnością jest dobrą pozycją w dyskografii zespołu. Muzyka stała się odrobinę mniej eksperymentalna. I chociaż element zaskoczenia nieco osłabł, to w kwestii unikalności brzmienia oraz niepowtarzalnego charakteru nie zmieniło się nic. Na „Opacities” znajdziemy wszystko, co sprawiało, że ci panowie są nie do podrobienia. Szalone, dynamiczne wokale zaskakują na każdym kroku i choć na nich samych dałoby się zbudować interesujący album, to twórcy nie poszli na łatwiznę. Warstwa instrumentalna jest równie imponująca. Każda partia jest dopracowana i ukazuje umiejętności techniczne muzyków. Dzięki temu kompozycje zyskują głębię, przez co można spokojnie słuchać ich kilka razy pod rząd, nie ryzykując przypływu senności. Również różnice pomiędzy utworami nie pozwalają na utratę skupienia. Poza energicznymi, typowymi dla zespołu kompozycjami znajdziemy tu także recytowany „Tokyo Lights” oraz zamykającą album balladę „Days Are Dreamed”. Upychając tak wiele treści w skromne dwadzieścia siedem minut, twórcy dostarczyli nam skoncentrowaną dawkę metalowej progresywy najwyższej jakości.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 02/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Simo - Let Love Show the Way

cd022016 005

Provogue/Mascot 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Wykonywaną przez Simo muzykę można najkrócej określić terminem „psychodeliczny rock”. Trzyosobowe trio pochodzi z Nashville i wydaje się, że czerpie natchnienie z muzyki takich legend, jak Jimi Hendrix czy Cream. Odnajdziemy też sporo brzmień spod znaku The Allman Brothers Band; może nawet The Doors... Mieszanka wybuchowa? Wcale nie. Powiedziałbym raczej, że przygotowana z wyczuciem, a do tego atrakcyjna. Przynosi brzmienia, do których warto siegnąć, zwłaszcza że ostatnio rzadko goszczą na nowych płytach. Liderem Simo jest gitarzysta J. D. Simo, który również zgrabnie radzi sobie z partiami wokalnymi. Towarzyszą mu Adam Abrashoff (perkusja) i Elad Shapiro (bas). Domeną lidera jest jednak gitara. Chwali go nawet Joe Bonamassa. Jeśli ktoś lubi porywające, rockowo-bluesowe improwizacje, to znajdzie ich tutaj sporo. Simo ma na koncie dopiero drugi album, ale niejeden wykonawca o dłuższym stażu mógłby się tu nauczyć paru sztuczek. Krążek nazwano od utworu dodanego na bonus. Dziwny pomysł, ale jak się gra tak dobrze, to można sobie pozwolić na rozmaite ekstrawagancje.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 02/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF