Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulylista3

 

Monster Truck - Sittin’ Heavy

cd042016 002

Lifeforce 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Kanadyjska kapela od debiutu lubi mocne brzmienia. „Sittin’ Heavy” to jej drugi album. Monster truck to przerobiony pickup z olbrzymimi oponami, wykorzystywany do ekstremalnych wyścigów, w czasie których dochodzi do karamboli i celowego niszczenia pojazdów. Porównanie takiego rozpędzonego kolosa do zawartości krążka „Sittin’ Heavy” okazuje się nadspodziewanie trafne. Ostry rock z bluesową nutą to wiodąca estetyka wszystkich nagrań. Potężny bas z dynamiczną perkusją są tymi gigantycznymi oponami, groźnie grzmiąca i rozrywająca membrany gitara jest jak odgłos silnika drogowego potwora. Na początku otwierającego nagrania „Why Are You Not Rocking?” czujemy się, jakbyśmy włożyli głowę pod maskę takiego właśnie auta. Dopiero głos wokalisty przypomina, że to jednak nie ryk silnika, a gitara. W piątym nagraniu zespół Monster Truck daje słuchaczom parę minut oddechu. Wprawdzie utwór „Black Forest” trudno uznać za melodyjną balladę, ale jest w miarę spokojny, przynajmniej w początkowych taktach, gdzie na pierwszy plan wysuwają się klawisze. Bo kiedy momentami przypomina o sobie groźna gitara, łagodny nastrój pryska. W partii wokalnej można odetchnąć, Później znowu nadchodzi rockowy czad.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 04/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Omnium Gatherum - Grey Heavens

cd042016 006

Lifeforce 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Poprzednie dwa wydawnictwa Omnium były niezwykłe. Udowodniły, że tak mało oryginalny gatunek jak melodeath ciągle może robić piorunujące wrażenie. Chociaż tak wysokiego poziomu tym razem nie udało się utrzymać, to nadal warto sięgnąć po „Grey Heavens”. Znajdziemy tu skandynawski, melodyjny death metal o chłodnym, nastrojowym brzmieniu, silnie wsparty na dźwiękach klawiszy. Nie jest to koncept zbytnio oryginalny, lecz pomimo upływu lat trzyma się przyzwoicie. Zwłaszcza o ile jest poparty solidnymi kompozycjami, a z tych Omnium Gatherum jest znane od lat. Nie inaczej jest na „Grey Heavens”, choć pojawiają się pewne zarzuty. Dotychczas nawet w rozbudowanych utworach nie było śladu dłużyzn. Teraz zaczęły się pojawiać, co ciekawe – w bardziej singlowych utworach. Poza tym twórcy wykazali się jednak talentem kompozytorskim. Utwory nigdy nie stają się monotonne; umiejętnie przeplatają się w nich cięższe, bardziej klasyczne fragmenty melodeathowe z nastrojowymi przerywnikami. Zespół prowadzi porywające motywy gitarowe, które zapadają w pamięć lepiej niż niejeden radiowy hit. Na uwagę zasługują wspaniałe solówki. Wykonawcy doskonale wiedzą, kiedy należy się popisać umiejętnościami, a kiedy postawić na melodyjne zagrywki. Ze złożenia wszystkich elementów powstały kompozycje o ciekawym brzmieniu, do których ma się ochotę wracać.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 04/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Hypno5e - Shores Of The Abstract Line

cd032016 009

Pelagic 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Po raz kolejny Francuzi z Hypno5e dali nam kawał oryginalnego i ciężkiego metalu progresywnego. Kiedy w świecie brutalnego death metalu trwa konkurs na najbardziej monotonną serię growli i podwójnej stopy, a w black metalu zespoły prześcigają się w sztuce psucia nagrań, Hypno5e starają się przypomnieć, że ciężar może wynikać również z przemyślanych kompozycji. Siła uderzenia utworów na „Shores Of The Abstract Line” bierze się z łączenia kontrastów. Nie chodzi wyłącznie o dysonujące riffy, niejednokrotnie wykonujące potężne skoki po całym gryfie gitar, lecz także o zaskakujące przejścia stylistyczne. W jednym momencie nastrój budują gitary klasyczne, połączone z samplami i delikatnym śpiewem, a za chwilę atakuje potęga gitar oraz growle. Niekiedy twórcy sprawiają, że odbiorca wyczekuje uderzenia, które nie nadchodzi, dzięki czemu są w stanie stale utrzymać napięcie. Zastrzeżenia budzi produkcja. Ogólnie jest przejrzysta i daje uczucie przestrzenności, ale dynamika szwankuje. Nagranie nie zawsze nadąża za nagłymi skokami natężenia dźwięku, w efekcie odbierając odrobinę siły uderzenia, na której Hypno5e bazuje. „Shores Of The Abstract Line” to niezwykła płyta, której musi posłuchać każdy szanujący się fan współczesnej progresywy. Wielu innych twórców mogłoby się z niej wiele nauczyć.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 03/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Avantasia - Ghostlights

cd032016 010

Nuclear Blast 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Avantasia zaczynała jako poboczny, choć ambitny, projekt Tobiasa Sammeta, a dziś jest jednym z najważniejszych i najlepszych zespołów power metalowych. W tym gatunku trudno będzie znaleźć jej godnego przeciwnika. Teoretycznie proste, wpadające w ucho piosenki, oparte na chwytliwych wokalach, niczym nie imponują, lecz masa gościnnych występów najlepszych metalowych wokalistów działa świetnie i utrzymuje zainteresowanie słuchacza. Swoich głosów użyczyli m.in.: Michael Kiske, Marco Heitala, Jørn Lande czy Sharon den Adel. W kwestii kompozycji – bez zaskoczeń. Na dobrą sprawę wszystkie piosenki podążają standardowym schematem refren-zwrotka-refren, jednak różnice między nimi są na tyle duże, by nie znużyć słuchacza. Na każdym kroku muzycy serwują nam motywy, które skłaniają do mimowolnego nucenia pod nosem. Warstwa instrumentalna nie przyćmiewa wokali, ale i tak od czasu do czasu zauważamy interesującą zagrywkę bądź miłą dla ucha solówkę, a elementy symfoniczne przyjemnie rozbudowują brzmienie. W swojej kategorii „Ghostlights” jest bezkonkurencyjny. Spodoba się wszystkim fanom prostego, chwytliwego power metalu. Trudno im będzie trafić lepiej.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 03/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Anthrax - For All Kings

cd032016 011

Nuclear Blast 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Wracając po długiej przerwie albumem „Worship Music”, Anthrax rozbudził nadzieje fanów. Nie było to może najlepsze wydawnictwo w historii zespołu, ale niosło ze sobą obietnicę większej ilości przyzwoitego materiału w przyszłości. Teraz czas sprawdzić, czy została spełniona. Fanów zespołu krążek „For All Kings” z pewnością usatysfakcjonuje. Niestety, albumu nie można polecić całej reszcie z powodu braku większych innowacji oraz kilku dość istotnych niedoróbek. Utwory na „For All Kings” nie prezentują jednakowo wysokiego poziomu. Wyraźnie słychać, że w niektóre piosenki, jak otwierająca album „You Gotta Believe”, włożono wiele pracy i kilka niezłych pomysłów. Jednak już „Defend Averange” to utwór jednego motywu. Album cierpi także z powodu dłużyzn i nużących zapętleń. Partiom wokalnym Joeya Belladonny również sporo brakuje do ideału. Zdarza im się opierać na kilku dźwiękach lub wręcz melorecytacji. Kiedy jednak panowie faktycznie się postarali, nie można narzekać. Wiele kompozycji wpada w ucho, a gitary nie służą jedynie do wypełnienia tła i od czasu do czasu wkrada się ciekawa zagrywka. Nowy album Anthraksu z pewnością ucieszy fanów, jednak jeśli zespół nigdy szczególnie do was nie przemawiał, to nie musicie po niego sięgać.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 03/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Megadeth - Dystopia

cd032016 005

Nuclear Blast 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Megadeth od pewnego czasu konsekwentnie obniżał poziom. „Th1rt3en” rozczarował, a „Super Collider” wołał o pomstę do nieba. Ostatnie zmiany personalne w postaci dołączenia do grupy gitarzysty Kiko Loureiro oraz perkusisty Chrisa Adlera dały promyk nadziei. „Dystopia” składa się z fragmentów, które przywołują złe wspomnienia z „Super Collidera” oraz zaskakująco solidnych kompozycji. Szczęśliwie, te drugie przeważają i nawet jeśli powieje nudą, zespół szybko podnosi się interesującym riffem bądź solówką. Widać to od samego początku, kiedy otwierające album „The Threat Is Real” usypia, lecz już piosenka tytułowa intryguje wstępem, w którym czuć dotyk Kiko. Wahania jakości można zauważyć także w samych utworach. Dopiero kiedy wokale milkną, instrumentaliści pokazują swój talent. Cieszy również, że twórcy nie zdecydowali się napisać wszystkich kompozycji w tym samym schemacie. Królują tu żwawe, melodyjne utwory, lecz znajdziemy także półballadę „Poisonous Shadows”, inspiracje power metalowe, instrumentalne „Conquer or Die” czy hard rockowe „Melt The Ice Away”. Zalety zdecydowanie przeważają nad wadami i nawet jeśli nie jest to wiekopomne dzieło, to bije na głowę poprzednie. Nowa krew przyniosła nową jakość, a zespół przerwał serię porażek.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 03/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF