Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulylista3

 

Miloš - Blackbird

cd062016 006

Mercury Classics 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Podtytuł „The Beatles Album” wyjaśnia prawie wszystko. Jeśli dodam, że Miloš Karadaglić jest gitarzystą klasycznym z Czarnogóry, to jesteśmy w domu. Artysta dotąd nagrywał wyłącznie w tradycyjnym stylu. Na najnowszej płycie sięgnął do innej stylistyki. Może nie zrewolucjonizował znanych melodii, ale potraktował je odmiennie, niż to zrobili przed nim inni wirtuozi gitary, jak choćby niedawno Al Di Meola. Przede wszystkim zawierzył aranżerowi Sérgio Assadowi. To jego pomysły, niekiedy zahaczające o brzmienia latynoskie, Karadaglić odtwarza. Jedynie w „Come Together” pozwolił sobie na udaną improwizację. Atrakcyjnie wypadła współpraca z kwartetem smyczkowym w kompozycji „The Fool on the Hill”. Także w kilku innych interpretacjach odnajdujemy ciekawe rozwiązania. W dwóch nagraniach wzięli udział znani wokaliści. O ile Tori Amos nie wniosła dodatkowych wartości do „She’s Leaving Home”, o tyle Gregory Porter w „Let It Be” wypadł popisowo. Niby wszystko już było i „Blackbird” nie dostarcza szczególnych niespodzianek, zawiera jednak kilka zaskoczeń. Przykładem sitar w „Lucy in the Sky with Diamonds”. Zresztą, przebojów The Beatles, o ile zostaną wykonane fachowo tak jak tutaj, zawsze przyjemnie posłuchać.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 06/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Jesu/Sun Kil Moon - Jesu/Sun Kil Moon

cd062016 009

Rough Trade Records 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Album jest efektem współpracy wykonawców z kręgu muzyki niezależnej. Jesu to brytyjska grupa, której liderem jest gitarzysta Justin Broadrick, specjalizujący się w muzyce metalowej, granej w wolnym tempie. Z kolei Sun Kil Moon to awangardowa folkowa kapela z San Francisko. Na jej czele stoi kompozytor, gitarzysta i wokalista, Mark Kozelek. Ten ostatni woli lżejsze brzmienia, oparte głównie na gitarze akustycznej, choć niekiedy sięga po bardziej rozbudowany akompaniament. Jego znakiem rozpoznawczym są długie melodeklamacje na rozmaite tematy, nierzadko dotyczące chorób oraz innych życiowych nieszczęść. W 2015 jego grupa wydała udany krążek „Universal Themes”. Wspólna płyta liderów obu formacji stanowi połączenie zamiłowań każdego z nich. W pierwszej części królują ciężka gitara i fuzzowe akordy grane w jednostajnym rytmie. Na takim podkładzie płyną monotonne wokale. W drugiej połowie brzmienia łagodnieją; pojawia się gitara akustyczna. Więcej do powiedzenia ma Kozelek. Jego słowom towarzyszą chórki we „Fragile”, ale powraca smutna tematyka. Wokalista wspomina Chrisa Squire’a, basistę grupy Yes, który zmarł w ubiegłym roku na białaczkę. Dalej też nie brakuje dołujących treści. Nastrój nieznacznie poprawiają goście (m.in. Bonnie „Prince” Billy oraz członkowie grup Low i Modest Mouse).

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 06/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Stevie Nimmo - Sky Won’t Fall

cd062016 015

Manhaton Records 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Nowa płyta rockowego gitarzysty, wokalisty i kompozytora Steviego Nimmo została nagrana w trzyosobowym składzie z Matem Beable (gitara basowa) i Craigiem Baconem (perkusja). Poza własnymi kompozycjami lidera, album zawiera też ciekawą wersję „Gambler’s Roll” z repertuaru The Allman Brothers Band. Trio pracuje niczym dobrze naoliwiona rockowa maszyna. Nimmo dysponuje silnym niskim głosem, idealnie uzupełniającym brzmienie jego gitary. Aż się tu roi od pełnokrwistych solówek, którymi nas raczy. Wytchnieniem jest utrzymany w średnim rytmie funkujący „Change” z „kaczkującymi” wtrąceniami gitary, „I’ll Pray For You” w podobnym klimacie oraz beztrosko swawolny „Lovin’ Might Do Us Good”. Mięsiste rockowe brzmienie wraca w kapitalnym temacie „Still Hungry”. Przy wtórze perfekcyjnie pracującej perkusji i stylowo zniekształconego basu, Nimmo „wycina” niebywałe partie. Przypominają się najlepsze czasy Walijczyków z Budgie. W dobie dominacji postrockowych produkcji dobrze wiedzieć, że porządne, nie wspierane elektroniką rockowe rzemiosło ma tak doskonałych sukcesorów jak Stevie Nimmo. Ta muzyka może wywołać rumieniec wstydu na obliczu niejednego wykonawcy, chcącego uchodzić za rasowego rockmana.

Robert Ratajczak
Źródło: HFiM 06/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Nash - Trik

cd062016 018

Fonobo 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Pod nazwą Nash kryje się duet wokalistki Anny Gadt i pianisty Miłosza Wośko. Na swej pierwszej autorskiej płycie łączą brzmienia akustyczne z elektroniką. W projekcie wsparli ich multiinstrumentalista Andrzej Izdebski (także producent albumu), Robert Rasz (perkusja) oraz szczecińska sekcja instrumentów dętych i smyczkowych. Album wypełnia 12 piosenek w odrealnionym, chwilami baśniowym klimacie, z którym harmonizuje ciekawy projekt graficzny okładki. Anna Gadt śpiewa z niezwykłą lekkością, nie pozbawioną jednak siły i ekspresyjnych uniesień. O wyjątkowości oprawy tych uroczych piosenek w dużej mierze decyduje oryginalne instrumentarium: waltornia, skrzypce i klarnet basowy, doskonale harmonizujące ze stylowym pianinem Yamaha CP-70, którego błyskotliwym wirtuozem okazuje się Miłosz Wośko. Uwagę przykuwa specyficzne brzmienie perkusji, czasem sprawiające wrażenie, jakby wyszło z warsztatu legendarnego Phila Spectora. Album odświeża formułę tradycyjnej polskiej piosenki z mądrym tekstem i wyrazistą melodyką. Jednocześnie pozostaje jak najdalszy od kiczu i banału. Emanuje spokojem. Niesie wytchnienie i stwarza złudzenie zatrzymania czasu.

Robert Ratajczak
Źródło: HFiM 06/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Ana Moura - Moura

cd062016 021

Universal Music 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Fado wymyka się jednoznacznym definicjom i wywołuje wiele sporów. Tam, gdzie jedni widzą tylko tradycyjną pieśń, inni doszukują się filozoficznej refleksji o czymś, co nieokreślone i ulotne. Ana Moura kolejnym znakomitym albumem udziela prostej odpowiedzi, czym jest fado. To chwile i uczucia, zatrzymane w kilku taktach. Z nich wybrzmiewa opowieść, której kształt określa fenomenalny głos o intrygującej barwie, cudownie zmatowiony w dole skali, ale lśniący wyżej. Ten głos to wielki dar od losu. Podobną rolę pełni unikalna ekspresja Moury. O tym, jak śpiewa, można by pisać długo, ale zdecydowanie polecam posłuchać – to kunszt wysokiej próby. Ana Moura wyraża swoje emocje poprzez najbardziej uniwersalny nośnik, jakim jest piękno sztuki. Język nie ma znaczenia – portugalski czy angielski; mogłaby śpiewać po węgiersku, a i tak wszystko byłoby jasne. Po pierwszym przesłuchaniu odbiorca nastraja się na sugerowane fale. Wysmakowane aranżacje są realizowane przez instrumentalistów z najwyższej półki (m.in. znakomity Angelo Freire na gitarze portugalskiej), co kapitalnie podkreśla nienaganne nagranie materiału. To nie płyta jedna z wielu. Muzyka Moury jest oryginalnym zjawiskiem na skalę światową. Każdy utwór to dźwiękowa wiadomość, wysłana gdzieś z daleka. Warto ją odebrać, bo może się okazać, że właśnie na ten przekaz czekamy.

Robert Ratajczak
Źródło: HFiM 06/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Asking Alexandria - The Black

cd052016 006

Sumerian 2016

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Asking Alexandria, wzorem wielu kolegów z branży, już od jakiegoś czasu oddala się od swoich metalcore’owych korzeni. Na swoje nieszczęście, nie zastępuje ich godnymi uwagi inspiracjami, a jedynie ugrzecznia brzmienie, celując w gusta mniej wybrednego odbiorcy. „The Black” nie ma wiele do zaoferowania. Muzycy bezwstydnie sięgnęli po najbardziej sztampowe zagrywki ze światów metalcore’u i pozbawionego osobowości radiowego rocka. Z tego powodu kompozycje stały się ciągiem typowych breakdownów, partii gitarowych wypełniających jedynie tło oraz przesłodzonych linii wokalnych. Oliwy do ognia dolewają karygodnie nieciekawe ballady, mające na celu wbicie słuchaczom do głów pojedynczego motywu, w którym nie dzieje się prawie nic. A jednak niektóre fragmenty wypadły nieźle. „The Lost Souls”, pomijając cokolwiek infantylną melodię refrenu, jest świetnym przykładem, jak należy łączyć światy rocka i cięższych odmian metalu. Następujące po nim „Just a Slave to Rock and Roll” potrafi przyprawić o łezkę nostalgii i przypomnieć złote lata glam metalu. Sęk w tym, że Asking Alexandria idzie po linii najmniejszego oporu, topiąc kreatywność w oceanie banałów. Dzięki jej odrobinie nie można jednak zupełnie odradzić kontaktu z „The Black”, aczkolwiek warto do albumu podchodzić z dystansem.

Karol Wunsch
Źródło: HFiM 05/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF