Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulylista3

 

Wagner - René Pape

84-85-09 2011 wagner

Staatskapelle Berlin / Daniel Barenboim
Deutsche Grammophon 2011
Dystrybucja: Universal Music Polska

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

René Pape powtarza, że śpiewanie Wagnera powinno być oparte na tej samej technice wokalnej co wykonywanie Mozarta. Nie wolno śpiewać tylko fortissimo i con tutta forza. Wielką wagę należy przykładać do analizy tekstu słownego i dykcji.
Pape przychyla się do opinii, że opery Wagnera to swoiste niemieckie bel canto. Słucha nagrań, aby poznać trudności techniczne i zasadzki danej partii, a także aby ogarnąć całość, której jego bohater będzie częścią. Nic dziwnego, że przy tak kompleksowym podejściu prezentuje interpretacje, które budzą podziw, a świadectwem tego jest pierwszy w jego dyskografii album wagnerowski. Znalazły się na nim fragmenty z „Walkirii”, „Śpiewaków norymberskich”, „Lohengrina”, „Parsifala” i „Tannhäusera”. W duecie z „Parsifala” partneruje niemieckiemu basowi Placido Domingo – imponujący iście młodzieńczą werwą.
Wagner śpiewany przez Papego brzmi zaskakująco „nie monumentalnie”, chwilami wręcz intymnie, do czego przyczynia się realizacja nagrania – ustawienie solisty blisko mikrofonów, z dala od orkiestry. Mocny głos ma barwę ciepłą, szlachetną, „uczłowieczającą” nawet groźnego Wotana. Mądre gospodarowanie długim oddechem pozwala na plastyczne kształtowanie frazy i niuansowanie artykulacji. Forte, stosowane jakże oszczędnie, robi wielkie wrażenie. Na koniec płytowego recitalu słuchaczy czeka prawdziwa uczta – „Pieśń do gwiazdy” – dostojna, spokojna, rozpięta na stabilnych, rozłożystych łukach wokalnego artyzmu.

Autor: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 09/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Telemann - Orpheus

84-85-09 2011 telemann

Dorothee Mields, Markus Volpert, Ulrike Hofbauer L’Orfeo Barockorchester/Michi Gaigg
Deutsche Harmonia Mundi 2011
Dystrybucja: Sony Music Polska

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Najsłynniejsze opery oparte na micie Orfeusza zawdzięczamy Monteverdiemu (1607) i Gluckowi (1762). Album wydany przez Deutsche Harmonia Mundi ma szansę spopularyzować inne, bardzo ciekawe (i pod względem muzycznym, i dramaturgicznym) ujęcie antycznej opowieści – operę „Orpheus” Georga Philippa Telemanna (1736).
Anonimowe libretto, nad którym prawdopodobnie pracował sam kompozytor, w przeważającej części zostało sporządzone w języku niemieckim. Zawiera jednak również arie i pieśni chóru po włosku i po francusku. Cechą wyróżniającą dzieło Telemanna jest spojrzenie na smutną historię greckiego poety z punktu widzenia Orazji – królowej Tracji, zakochanej w Orfeuszu i czyhającej na życie jego ukochanej, a po odrzuceniu przez Orfeusza także na jego życie.
Kluczową partię Orazji wykonuje Dorothee Mields. To perfekcjonistka, prezentująca interpretację wycyzelowaną w najdrobniejszych szczegółach wokalnych i aktorskich. Obdarzona jasnym, giętkim sopranem i długim oddechem, śpiewa z precyzją, kunsztownie kształtując frazę i nasycając ją emocjami. Ulrike Hofbauer jako Eurydyka proponuje interpretację bardziej wyciszoną, pełną melancholii. Orfeusz musi poradzić sobie z namiętnością dwóch kobiet – w tej roli mocny, energiczny baryton Markus Volpert.
Pięknie brzmią chóry (chórki) złożone z solistów, a kameralna L’Orfeo Barockorchester gra wyśmienicie technicznie, co zostało podkreślone świetną realizacją nagrania.

Autor: Andrzej Milewski
Źródło: HFiM 09/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Penderecki - String Quartets. String Trio. Clarinet Quartet

84-85-09 2011 penderecki

Kwartet smyczkowy DAFÔ
Arkadiusz Adamski (klarnet)
Dux 2010

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

„[...] określić (go) można jako kolację dla czworga, intymne spotkanie czworga przyjaciół, z których każdy ma coś do powiedzenia, ale znają się na tyle dobrze, że żaden nie musi dopowiadać nic do końca” – pisze Krzysztof Penderecki o swoim „Kwartecie na klarnet i trio smyczkowe” z 1993 roku.
Spośród pięciu kompozycji na czworo wykonawców, wydanych na albumie Duxu, ta najbardziej przypomina klasykę kwartetowej kameralistyki. Mamy tu czteroczęściową budowę, zróżnicowane tempa i nastroje, piękne wyraziste tematy. Jest też, zgodnie z wyjaśnieniem Pendereckiego, duch patronujący kwartetom w dobrych czasach muzykowania w mieszczańskich domach Europy. Pozostałe nagrania należy odczytać raczej jako pamiętnik autora, a partie poszczególnych instrumentów – jako wewnętrzne głosy rozmawiające ze sobą; jako dźwiękowy notes sfery myśli i wspomnień. O takim traktowaniu twórczości kameralnej świadczą chociażby tytuły nadane przez kompozytora: „Przerwana myśl” („Der unterbrochene Gedanke” na kwartet smyczkowy, 1988) i „Kartki z nienapisanego dziennika” (kwartet smyczkowy nr 3 „Blätter eines nicht geschriebenen Tagebuches”, 2008). To muzyka dialogu, piętrzenia i rozładowywania konfliktu, zagęszczania brzmień i brutalnie urywanych kantylen; przygoda dla słuchaczy i wyzwanie dla wykonawców-eksploratorów, takich jak kwartet smyczkowy DAFÔ i klarnecista Arkadiusz Adamski – wszyscy w wyśmienitej formie, grający z pasją i wrażliwością. Słuchanie warto zacząć od ostatniego utworu.

Autor: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 09/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Hanna Kulenty - Music 4

91-92 10 2011 hannaKulenty

Gośka Isphording (klawesyn)
Bartosz Koziak (wiolonczela)
NMF Wrocław Chamber Orchesta Leopoldinum/ Ernst Kovacic
Dux 2011

Interpretacja: k5
Realizacja: k4

„Music 4” – może oznaczać „4 utwory muzyczne” albo: „Muzyka dla”. Dla kogo/ czego? Przyjmijmy, że dla dopełnienia.
Hanna Kulenty pisze tak, że pobudza (czy wręcz podrażnia) wyobraźnię i ciągnie słuchacza za język. Chce się o tej muzyce dalej rozmawiać, dookreślać wątki, wyliczać ciekawostki brzmieniowe czy rytmiczne, słowem: jeśli ktoś chce o tej płycie komuś opowiedzieć, będzie mówił znacznie dłużej niż trwa jej odtworzenie.
Ponadgodzinny program to kompozycje Kulenty z lat 1987-2010, a więc przekrój właściwie jej całej dojrzałej twórczości na orkiestrę kameralną. Najstarszy utwór, „Breathe” (1987), jest swoistym hymnem sławiącym nieznośną lekkość bytu; sonorystyczny korpus to niepokojąco się napręża, to znów swobodnie rozpełza, jak, nomen omen, układ oddychania. „Sinequan Forte B”(1994) to muzyczny opis psychicznych mąk podmiotu lirycznego, którym kres położyć może tytułowy lek.
Natrętne, pulsujące ostinata smyczków, niemiłe szumy i „świergolenia” na wielu planach akustycznych, metaliczne, „piłujące” solówki wiolonczeli amplifikowanej (znakomity Bartosz Koziak) – ten klimat wciąga jak hiszpańskie horrory. I jeszcze perła w koronie – koncert klawesynowy „GG Concerto” (2009), w którym morderczo ruchliwa partia klawesynu jest w istocie czymś w rodzaju suity tańców, a solistka, wspaniała Gośka Isphording, brawurowo nadąża za pląsawicą partytury.
Zachęcam: sprawdź sam, słuchaczu, czy to „Music 4” You.

Autor: Hanna Milewska
Źródło: HFiM 10/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Kupiński Guitar Duo - Spanish Music

91-92 10 2011 kupinskiGuitarDuo

QBK 2011
Dystrybucja: QBK

Interpretacja: k4
Realizacja: k3

Isaac Albéniz, Enrique Granados i Manuel de Falla – trzej kompozytorzy żyjący na przełomie XIX i XX wieku – są wizytówką muzyki hiszpańskiej, a ich twórczość to przykład wspaniałego przetworzenia folkloru w idiom narodowy w muzyce poważnej. Jako że wszyscy trzej, paradoksalnie, nie wykazywali zainteresowania najpopularniejszym instrumentem na Półwyspie Iberyjskim, czyli gitarą, znalazło się wielu chętnych do sporządzania gitarowych transkrypcji ich dzieł.
Na płycie „Spanish Music” duetu Kupiński Guitar Duo, czyli tandemu Ewa Jabłczyńska/Dawid Kupiński, znalazły się aranżacje na dwie gitary. Krótkie, szarpane brzmienie (wynik charakterystycznej faktury gitarowej, opartej na małych wartościach rytmicznych) zostało poniekąd uprzestrzennione. Kupiński i Jabłczyńska używają strun o jasnym, lekko metalicznym dźwięku, toteż otrzymujemy dość klarowny (chociaż realizacja nagrania jest nierówna) układ planów akustycznych. To uzasadniony i trudny do osiągnięcia efekt, zważywszy brawurowe tempa – począwszy od otwierającej recital słynnej kompozycji Albéniza „Asturias”. Opracowania, zwłaszcza dokonana przez Kupińskiego transkrypcja suity „Valses Poéticos” Granadosa, są pełne inwencji, atrakcyjne dla słuchacza, a interpretacja polskiego duetu – błyskotliwa, energetyzująca, tętniąca zmiennymi nastrojami. Jabłczyńska i Kupiński to perfekcjoniści, dbający o detale dynamiki i artykulacji („Danza ritual del fuego” de Falli).
Szkoda, że płyta trwa tak krótko. Tylko 42 minuty.

Autor: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 10/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Nino Machaidze - Romantic Arias

91-92 10 2011 ninoMachaidze

Orchestra e Coro del Teatro Comunale di Bologna
Paolo Vero
Sony 2011
Dystrybucja: Sony Music Poland

Interpretacja: k4
Realizacja: k5

Nino Machaidze miała 24 lata, kiedy zadebiutowała w La Scali jako tytułowa bohaterka „Córki pułku” Donizettiego (2007). Rok później zastąpiła ciężarną Annę Nietriebko w „Romeo i Julii” Gounoda na festiwalu w Salzburgu. Machina błyskotliwej kariery ruszyła. Pochodząca z Gruzji śpiewaczka o szlachetnej urodzie kaukaskiej księżniczki występuje na najważniejszych scenach operowych świata, włączając w to Met i Covent Garden. Na pierwszą solową płytę wybrała dziewięć arii mistrzów XIX-wiecznej opery włoskiej (Rossini, Bellini, Donizetti) i francuskiej (Gounod, Massenet). To popisowe partie, najeżone pułapkami technicznymi, wymagające i lirycznej wrażliwości, i koloraturowej lekkości, i odpowiednich środków ekspresji.
W starciu z tak trudnym materiałem Machaidze wypada bardzo dobrze, a momentami wręcz świetnie. Ma mnóstwo atutów. Przede wszystkim – barwę głosu – bogatą, dość ciemną, lecz nie ciężką; ciepłą i plastyczną, posłuszną koncepcji aktorskiej. Dalej – perfekcję w cieniowaniu dynamiki (co za piana!) i długi oddech umożliwiający giętkie kształtowanie frazy. Następnie – łatwość operowania górą skali i nienaganną intonację, o dykcji nie wspominając. Mogłaby popracować jeszcze nad emisją najwyższych dźwięków (czasem branych siłowo) i nad kontrolą wibrata.
Najpiękniej, wzruszająco, brawurowo i logicznie, interpretuje Machaidze scenę z „Lunatyczki” Belliniego. Warto śledzić rozwój tej młodej i wielce utalentowanej śpiewaczki.

Autor: Hanna i Andrzej Milewscy
Źródło: HFiM 10/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF