Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulylista3

 

Transient - Kasia Kadłubowska (marimba) Dominik Bukowski (wibrafon)

cd052016 012

Dux 2015

Muzyka: k4
Realizacja: k4

W książeczce dołączonej do płyty znajduje się bardzo ciekawy wywiad z Kasią Kadłubowską, która poczuła się zmęczona i zasmucona samotnym żywotem perkusistki i postanowiła stworzyć z Dominikiem Bukowskim duet marimby i wibrafonu. „Są to dwa niezwykle brzmiące instrumenty, które uzupełniają się w nieuchwytny sposób. Z jednej strony – dźwięk dość krótki, «dziki» (marimba), z drugiej – dźwięk „kosmiczny”, wybrzmiewający w czasie i przestrzeni (wibrafon). Razem – mistyczna asceza sonorystyczna.” Tę aurę (i zarazem cały album) Kadłubowska nazwała z angielska „Transient”, czyli coś ulotnego, chwilowego. Współbrzmienie marimba-wibrafon kojarzy się artystce z minimalizmem w muzyce, stąd na jej pierwszej płycie utwory m.in. Steve’a Reicha i Philipa Glassa, a oprócz kompozycji członków duetu, także transkrypcje Erika Satie i Arvo Pärta (któraż to już wersja „Fratres”…). Powstał jednolity w klimacie, intrygujący album. Rzadkość w ofercie sklepów płytowych i w ogóle rzadkość nie tylko na polskiej scenie muzycznej. Wirtuozeria wykonawców nie podlega dyskusji; fantastyczny jest również dobór repertuaru i budowanie atmosfery. Repetytywne odcinki melodyczno-rytmiczne przemówią do tych, którzy szukają w muzyce uspokojenia i wyrównania nastroju. Fragmenty narracyjne (rzadsze; obecne np. w „Dolorus” Bukowskiego) przemówią zaś do tych, co szukają w muzyce frapujących opowieści. Ci, którym marimba kojarzy się z soundtrackiem filmu „American Beauty”, też nie będą zawiedzeni. Skromna okładka niech nikogo nie zwiedzie…

Andrzej Milewski
Źródło: HFiM 05/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Parlami d’amore... Le più belle canzoni italiane

cd042016 003

Deutsche Grammophon 2015

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Tenor Tadeusz Szlenkier systematycznie buduje swoją pozycję w świecie muzycznym. Odbył studia wokalne w Yale University. Brał udział w pierwszym amerykańskim wykonaniu „Króla Rogera” Szymanowskiego w partii Pasterza, a w Polsce od 2010 roku jest związany z operą w Bydgoszczy. Niedawno z sukcesem wziął udział w transmitowanej ze stołecznego Teatru Wielkiego inscenizacji „Strasznego dworu” Moniuszki – w partii Stefana, którą nie tylko świetnie zaśpiewał, ale też z humorem wykreował aktorsko. Wydaje się, że pierwsza solowa płyta Szlenkiera ukazuje się w dobrym momencie jego kariery. Program składa się z osiemnastu najpopularniejszych pieśni włoskich – od Rossiniego („La Danza”) do Cesare Bixio („Parlami d’amore”, „Mamma”) – a tytuł jednego z przebojów Bixio posłużył za tytuł albumu. Pieśni neapolitańskie i inne dobrze znane utwory kompozytorów Italii – ten repertuar wydaje się idealny dla głosu Szlenkiera: lekkiego, jasnego, ciepłego, aksamitnego, słowem: słonecznego. I taka właśnie jest interpretacja pogodnych (acz czasem z nutą melancholii), melodyjnych pieśni. Śpiewak dobrze oddaje nastrój i wykorzystuje okazję do pokazania efektownej góry, zawadiackiego ozdobnika, przedłużonego dźwięku. Zdarza mu się jednak przeszarżować – z uszczerbkiem dla precyzji wykonania. Szkoda, że wszystkie utwory mają jedynie fortepianowy akompaniament (choć Mariusz Rutkowski nie zawodzi); aranżacja z dodatkowymi instrumentami (np. gitara, skrzypce i trąbka) urozmaiciłaby efekt artystyczny.

Andrzej Milewski
Źródło: HFiM 04/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Przybylski - Songs and Piano Works

cd042016 008

Dux 2015

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Dariusz Przybylski jest jednym z najbardziej aktywnych i pracowitych kompozytorów młodego pokolenia. W grudniu 2015 w Warszawskiej Operze Kameralnej miała premierę jego opera (był też współautorem libretta) „Orphée”, a równocześnie ukazał się album z pieśniami i utworami fortepianowymi. Treść płyty potwierdza głębokie zakorzenienie Przybylskiego w cywilizacji europejskiej – mitach, poezji, a nawet nauce. Tu także spotykamy Orfeusza – poemat fortepianowy „Orpheus and Eurydice”, zainspirowany poematem Miłosza, to dziewięciominutowa opowieść o mozolnym, pełnym potknięć wędrowaniu przez krainę cieni. O śmierci mówi również sześciominutowa kompozycja „In shadow of Emily D.”, odwołująca się do wiersza Emily Dickinson „I’ve seen a dying eye…”. Rozpaczą i niezgodą na śmierć przesycone są wiersze Haliny Poświatowskiej, z których Przybylski ułożył sześcioczęściowy cykl pieśni. Natomiast w cyklu dziewięciu pieśni do wierszy Hermanna Brocha mroczny nastrój został przełamany ironią. „Pi. Klavierstück 1” na fortepian i krotale to utwór „podyktowany” Przybylskiemu przez kolejne cyfry z dziesiętnego rozwinięcia liczby pi – oznaczające wysokość dźwięku i metrum. Przybylski pisze niewiele nut; daje dużo przestrzeni wykonawcom. W zaproszonych do projektu artystach znalazł wymarzonych partnerów. Szczególne wrażenie robi powściągliwa w dramatyzmie, pełna wewnętrznego napięcia interpretacja poezji Poświatowskiej przez Iwonę Sobotkę.

Halina Milewska
Źródło: HFiM 04/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Domingo - The 50 Greatest Tracks

cd042016 009

Deutsche Grammophon 2015

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Placido Domingo, jeden z najsłynniejszych i najbardziej wszechstronnych tenorów współczesnych, kończy 75 lat. Na scenie operowej debiutował jako dwudziestolatek w 1961 roku, w Meksyku. Śpiewał wtedy partię Alfreda w „Traviacie”. Złoty okres jego kariery to ostatnie trzy dekady XX wieku. Obecnie Domingo występuje rzadko i przyjmuje partie barytonowe (w 2014 roku w Salzburgu zastąpił go Artur Ruciński); zajmuje się też dyrygowaniem i patronuje konkursom wokalnym. Deutsche Grammophon wydał podwójny jubileuszowy album, dokumentujący najlepsze nagrania Hiszpana z lat 1972-2005. Na pierwszej płycie znalazły się arie operowe; na drugiej – rozmaite pieśni: popularne, religijne, neapolitańskie, a nawet aranżacja jednej z pieśni Wagnera z cyklu „Wesendonck Lieder” – w sumie aż 165 minut muzyki. Kolejność ścieżek nie jest chronologiczna. To antologia wspomnień, ponownych wzruszeń i zachwytów (choćby nad fragmentem pamiętnego koncertu trzech tenorów w Rzymie w 1990), a przede wszystkim – narastającego podziwu dla pracowitości śpiewaka, który opanował olbrzymi, trudny repertuar, od Rossiniego (jedyna barytonowa aria na płycie – z „Cyrulika sewilskiego), poprzez Verdiego i Wagnera, do Pucciniego. Głos na przestrzeni lat zmienił się, zgęstniał, trochę ściemniał i zmatowiał, ale nie stracił energii i ekspresji, a talent aktorski zawsze był mocną stroną Dominga. Jego interpretacje arii z „Afrykanki” Meyerbeera, „Marty” Flotowa, „Lohengrina” Wagnera czy interpretacje evergreenów jak np. „Amapola” – to wciąż rewelacja.

Andrzej Milewska
Źródło: HFiM 04/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Ennio Morricone - The H8ful Eight

cd032016 014

Decca 2015

Muzyka: k4
Realizacja: k4

Quentin Tarantino dołączył do płyty krótki list do słuchaczy, przewrotnie zakończony, zamiast tradycyjnym „Love” czy „Hugs”, zwrotem „Hate you All” – „Nienawidzę was wszystkich”. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ muzyka na krążku pochodzi z filmu „Nienawistna ósemka”. Jest to opowieść o zawodowym łowcy przestępców, który musi spędzić zimną, śnieżną noc w gospodzie, wraz z zastanymi tam innymi wędrowcami. Akcja toczy się tuż po Wojnie Secesyjnej, a gatunkowo jest to skrzyżowanie westernu, kryminału i kina społecznego. Reżyserowi po raz pierwszy udało się zaprosić do współpracy jego ulubionego kompozytora filmowego – Ennia Morricone, którego podziwiał za soundtracki do kultowych spaghetti westernów. Oryginalne tematy Morriconego zostały uzupełnione kilkoma piosenkami, m.in. Roya Orbisona. Wszystko znakomicie się składa w błyskotliwą, żywą patchworkową całość, a słucha się tego fantastycznie, co, jak zwykle, stwierdziłam dzięki stosowanej od lat zasadzie, by recenzować płytę z muzyką przed obejrzeniem filmu. Zaaranżowane z symfonicznym rozmachem, melodyjne i sugestywne „odcinki” muzyki tworzą oprawę kompozycyjną i narracyjną dla… fragmentów dialogów, przepojonych typowym Tarantinowskim absurdalnym humorem (np. argumentacja, dlaczego ktoś nie chce siedzieć przy czarnoskórym). Samuel L. Jackson, Tim Roth czy Jennifer Jason Leigh mają taką dykcję, że można się od nich uczyć angielskiego. Słowno-muzyczna ścieżka dźwiękowa w przekroju – pomysł do podchwycenia.

Hanna Milewska
Źródło: HFiM 03/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

John Dowland - The Second Booke of Songs or Ayres – The Schoole of Night

cd032016 012

Dux  2013

Muzyka: k4
Realizacja: k4

„… otwieramy księgę i pozwalamy jej mówić” – ogłasza duet muzyków, którzy wywodzą się z kręgu artystów zafascynowanych epoką elżbietańską, nie tylko muzyką, lecz także historią, literaturą czy obyczajowością tamtych czasów. Druga księga pieśni Johna Dowlanda, czyli „The Schoole of Night” („Szkoła nocy”) to zapis okresu największej samotności, życiowego niepowodzenia oraz depresji kompozytora i poety. Przy akompaniamencie lutni autor śpiewał o wszechogarniającej go nocy; na prezentowanej tu płycie liryczny narrator jest kobietą – subtelną, wrażliwą, perfekcyjną intonacyjnie śpiewaczką Marią Skibą. U Dowlanda śmierć i rozpacz są rodzaju żeńskiego – tak jak w polskiej gramatyce. Kobieta-noc owija nieszczęśnika w aksamitny całun głosu; paraliżuje swoją kołysanką („Mourne, tourne, day is with darknesse fled”). Noc jest grobem – ciemną czeluścią, nieodwołalnym wyrokiem losu, wydanym w tonacji molowej. Czasem pojawia się pieśń „durowa”, ale pozorna to radość („Fine knacks for Ladies”, „Humor say what makst thou heere”). Dowland zdobywa się na ironię i wisielczy humor. Tempo lamentu jest powolne, stabilne, z lekkimi wahnięciami. Frazowanie – naturalne, podyktowane rytmem oddechu i logiką dyskursu. Asceza, spokój, piękno – te słowa opisują natchnioną interpretację Skiby i lutnisty Franka Pschichholza, brzmiącą iście nieziemsko w erze wiecznie oświetlonych wnętrz, pośpiechu i powierzchownych przeżyć. n

Hanna I Andrzej  Milewscy
Źródło: HFiM 03/2016

Pobierz ten artykuł jako PDF