Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulylista3

 

Nikola Kołodziejczyk Orchestra - Chord Nation

cd112015 04

For Tune 2014

Muzyka: k4
Realizacja: k2

Album „Chord Nation” pianisty i kompozytora Nikoli Kołodziejczyka zawiera suitę na big band, zamówioną przez wrocławski festiwal Jazztopad. Entuzjastyczne przyjęcie utworu i pozytywna opinia o nim królowej jazzu orkiestrowego, Marii Schneider, stały się impulsem do wydania go na płycie. Suita składa się z pięciu części, wykonanych przez 27-osobowy zespół. Zaangażowanie tak dużego składu budzi respekt – podobne projekty zwykle już na starcie są blokowane przez „niewidzialną rękę rynku”. W swoim utworze Kołodziejczyk nagromadził wiele różnych, nie zawsze współgrających ze sobą składników, przez co całość nieco przytłacza. Mam tu na myśli zwłaszcza dwa pierwsze utwory, bo w kolejnych sytuacja staje się bardziej klarowna. Zdecydowanie najciekawszą i najbardziej dopracowaną częścią jest „Rafał Wojtunik’s Ringtone”. Zaskoczył mnie dość tradycyjny język, jakim posługuje się kompozytor. Od młodego twórcy oczekiwałbym czegoś bardziej radykalnego. Nie przekonały mnie też partie wokalne, które chwilami rozmiękczają prężną narrację utworów. Na uznanie zasługuje natomiast aranżacja, świetnie wykorzystująca potencjał kolorystyczny i dynamiczny dużego zespołu, dobra gra muzyków oraz postawa Kołodziejczyka jako pianisty i lidera. Album przyniósł twórcy tegoroczną nagrodę Fryderyka w kategorii „fonograficzny debiut roku”.

Bohdan Chmura
Źródło: HFiM 06/2015

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Cassandra Wilson - Coming Forth by Day

cd112015 12

Ojah Media Group 2015

Muzyka: k4
Realizacja: k2

„Coming Forth by Day” to album poświęcony Billie Holiday. Cassandra Wilson dość specyficznie podeszła do oryginalnych kompozycji. Niektóre, jak choćby „The Way You Look Tonight”, zinterpretowała tak, że w pierwszej chwili trudno je rozpoznać. Otwierające „Don’t Explain”, mimo że to sztandarowy utwór z katalogu legendarnej wokalistki, nie zachwyca. Podobnie dzieje się z „Billie’s Blues”, ale już od trzeciej piosenki – „Crazy He Calls Me” – rozpoczyna się bajka. I to nie z powodu intrygujących interpretacji wokalnych, a może raczej nie tylko dzięki nim, ale z uwagi na genialne aranże i fenomenalne partie instrumentalne. Już klarnet i gitara, pojawiające się na tle elektronicznych „loopów”, zmuszają słuchacza do większego skupienia. Głos Wilson w tym towarzystwie jeszcze bardziej przykuwa uwagę. A gdy po chwili wchodzą delikatne smyczki, stajemy się świadkami muzycznej magii, która zostaje z nami do końca płyty. Kogóż bowiem nie zauroczy przepiękny wstęp do „You Go To My Head”? Kogo nie porwie perkusyjne ostinato, oplecione dźwiękami akordeonu i fortepianu, w „All Of Me”? Wreszcie, kto nie podda się urokowi „I’ll Be Seeing You”. Płytę wieńczy autorska piosenka Cassandry Wilson. Równie piękna jak standardy.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 06/2015

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Tingvall - Trio Beat

cd112015 09

Skip Records 2014

Muzyka: k4
Realizacja: k2

Międzynarodowe trio norweskiego pianisty Martina Tingvalla (obok lidera grają Omar Rodriguez z Kuby i Jürgen Spiegel z Niemiec) stacjonuje w Hamburgu. U naszych zachodnich sąsiadów ma status gwiazdy pierwszej wielkości. Kolejne albumy („Beat” to już szósty w dyskografii) okupują szczyty list bestsellerów i to nie tylko w kategoriach jazzowych. Regularnie zgarniają wszelkie możliwe nagrody, a koncerty są wyprzedane na wiele tygodni wstecz. Dzieje się tak dlatego, że Tingvall i koledzy doskonale wpasowali się w gusta nieco bardziej ambitnej publiczności, ale nie takiej, która oczekuje ortodoksyjnego jazzu. Grają melodyjnie, efektownie, z odpowiednią dozą wirtuozerii. Pianista operuje perlistymi pasażami, od czasu do czasu serwuje szybkie biegniki, ale nie stroni od „sierceszczypatielnych” melodii i skandynawskiej melancholii. Sekcja rytmiczna, napędzana gorącymi perkusjonaliami Rodrigueza, świetnie podkreśla pomysły lidera, a bywają chwile, że sama przejmuje główną rolę. Trio Tingvalla z powodzeniem kontynuuje tradycję jazz-popowego tria nieodżałowanego Esbjoerna Svenssona i, podobnie jak tamta formacja, znalazło skuteczny sposób na zdobycie szerokiej publiczności. W swojej klasie są znakomici.

Marek Romański
Źródło: HFiM 06/2015

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Tore Brunborg - Slow Snow

cd112015 15

ACT 2015

Muzyka: k4
Realizacja: k2

Niedawno rozmawiałem z polskim gitarzystą zamieszkałym w Norwegii – Mirosławem „Carlosem” Kaczmarczykiem, który stwierdził, że w niezbyt licznym narodzie norweskim występuje zatrzęsienie muzyków. Właściwie na 10 Norwegów przypada 11 grajków. Nawet jeśli to lekka przesada, to faktem jest, że środowisko muzyczne potomków Wikingów jest niesłychanie bogate i różnorodne. W dodatku można bez trudu zdiagnozować coś w rodzaju jazzu norweskiego. Jeśli coś jest melancholijne, pełne zadumy i nostalgii, saksofonista operuje szeroką frazą, statycznymi, długo wytrzymywanymi dźwiękami, a w instrumentarium nie brakuje elektroniki – to na 99 % mamy do czynienia z zespołem z Norwegii. Album saksofonisty (okazjonalnie również pianisty) Tore Brunborga pasuje do tego opisu jak ulał. Lider oddaje się co rusz zadumie. Wyraźnie prześladuje go nostalgia (zapewne związana z częstymi trasami zagranicznymi) za majestatycznymi górami i fiordami. Jego rodak, gitarzysta Eivind Aarset, dodaje przetworzone elektroniką partie gitarowe, a sekcja rytmiczna spokojnie i bez pośpiechu wybija rytm. Jedynie z rzadka dumni Wikingowie się z tego schematu wyłamują. A to pojawi się jakiś orientalny motyw, a to rockowo przyłoją, jak w zamykającym płytę „Light a Fire Fight a Liar”. Jeśli lubicie takie granie – będziecie zachwyceni.

Marek Romański
Źródło: HFiM 06/2015

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Krister Jonsson Deluxe - Truckload

cd042015 13

Stunt Records 2014

Muzyka: k4
Realizacja: k2

„Truckload” to ładunek ciężarówki. Jeśli chodzi o tę z okładki, to raczej nikt by się na jej ładunek nie skusił, ale zawartość muzyczna albumu jest nowoczesna i starannie poukładana. Dlaczego zatem symbolizuje ją stary gruchot z nie wiadomo czym w bagażniku? Dobre pytanie do wykonawców. Są nimi muzycy tworzący niecodzienny gitarowy kwartet. Oprócz basu i perkusji mamy w nim wiolonczelę. I to taką, która nie tylko gra melodyjne podkłady, ale również potrafi wspaniale improwizować, a czasem pełni funkcję instrumentu prowadzącego, na równi z gitarą elektryczną. Na tej ostatniej gra lider kwartetu, Krister Jonsson. On też jest odpowiedzialny za niemal wszystkie kompozycje, oprócz „Velour”, której autorem jest perkusista Peter Danemo. Właśnie tam słychać dialog wiolonczeli z gitarą. W innych nagraniach oba instrumenty również ciekawie się uzupełniają. Płyta rozpoczyna się na modłę kowbojską („Woohoo”). Potem słychać już wyłącznie elektryczny gitarowy jazz, niekiedy nawiązujący klimatem do amerykańskiej prerii. W drugim nagraniu, „Natti Natti”, wiolonczelista Svante Henryson gra melodię oraz improwizuje. Sporo do powiedzenia ma też kontrabasista Dan Berglund. Zawartość muzyczna znacznie lepsza niż towar z okładkowej ciężarówki.

Grzegorz Walenda
Źródło: HFiM 04/2015

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Jerzy Małek - Stalgia

cd042015 18

ECM Records 2015

Muzyka: k4
Realizacja: k2

Sięgałem po ten album z pewnymi obawami, bo nie przepadam za jazzem mainstreamowym (zwłaszcza w krajowym wydaniu), a właśnie z tym kierunkiem jest kojarzony trębacz Jerzy Małek. Zostałem jednak mile zaskoczony – muzyka wciągnęła mnie od pierwszych dźwięków. Album otwiera intro, grane przez Małka solo. To wprowadzenie do utworu tytułowego, a zarazem zapowiedź nostalgicznego klimatu. Ta i kolejne kompozycje – prawie wszystkie autorstwa lidera – nawiązują do jazzu lat 50. Nie mamy tu jednak do czynienia z kopiowaniem muzyki tamtych czasów, raczej z próbą pokazania, jak hard bop i okolice mogą być nadal atrakcyjne dla odbiorcy. Na pierwszym planie błyszczy trąbka Jerzego Małka. Lider okazuje się zarówno mistrzem lirycznej narracji, jak i wytrawnym wirtuozem. Uwagę najbardziej przykuwa jednak amerykański saksofonista, Stephen Riley. Od wyrafinowanych solówek i matowej, nasyconej powietrzem barwy jego instrumentu trudno się oderwać. W wyciszoną poetykę płyty zgrabnie wpisuje się sekcja: pianista Piotr Wyleżoł, basista Michał Barański oraz znakomity perkusista Eric Allen. Album w zasadzie bez słabych punktów. Można mieć tylko drobne zastrzeżenia do układu utworów – gdzieś w połowie napięcie nieco spada, zaś przy końcu wyraźnie brakuje mocniejszego akcentu, który zgrabnie domknąłby opowiadaną historię.

Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 04/2015

Pobierz ten artykuł jako PDF