Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulylista3

 

Air - Le Voyage Dans la Lune

99 10 2012 Air

Virgin 2012

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Postać Georges’a Mélièsa, iluzjonisty i pioniera kina, przypomniał ostatnio pu- bliczności Martin Scorsese w obsypanym nagrodami filmie „Hugo”. Francuska gru- pa Air postanowiła zaś przybliżyć swoim słuchaczom najbardziej znane dzieło mi- strza wczesnych lat celuloidu: „Podróż na Księżyc”. Najnowszy album duetu nie tylko został zainspirowany tym filmem. Fragmenty krążka Air tworzą też ścieżkę dźwiękową do odrestaurowanej i poko- lorowanej wersji „Podróży...” sprzed stu lat. Zarówno sama płyta, jak i film z no- wym podkładem wypadają bardzo przy- jemnie. Jean-Benoit Dunckel i Nicolas Godin podeszli do zadania subtelniej niż Giorgio Moroder w „zaktualizowanym” soundtracku do innego klasyka kina science-fiction, „Metropolis” Langa. Po- mimo pewnych podobieństw pomiędzy projektami, album Air jest bliższy trady- cyjnej muzyce filmowej. Jego urok tkwi w tym, że autorzy nie starają się stworzyć dzieła jak najbardziej futurystycznego, ale futuryzm... w wersji retro! Styliza- cja na „nowoczesno-dawne” brzmienia nie sięga aż do epoki Mélièsa. W mie- szance symfonicznych, syntezatorowych i gitarowych brzmień można bez trudu dosłyszeć space rock lat 70. czy niegdy- siejsze dokonania Vangelisa. Dzięki nim Air bezbłędnie odtwarzają specyficzną atmosferę nie tylko „Podróży na Księ- życ”, ale ogólniej: wszystkich sędziwych filmów s-f.

Autor: Bartosz Szurik
Źródło: HFiM 10/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

Bothur Skolik Kowalewski Trio - Ramblin’

98-99 10 2012 BothurSkolikKowalewskiTrio

MultiKulti 2012

Interpretacja: k5
Realizacja: k4

Album trzech krakowskich muzyków, nawiązujący do najlepszych tradycji składu z saksofonem w roli głównej i sekcją rytmiczną bez instrumentu harmonicznego. Wiekopomne nagrania w trio są m.in. dziełem: Sonny Rollinsa, Joe Hendersona i Ornette’a Colemana – jego „Gyllene Cirkeln” z 1965 jest wciąż nie do pobicia.
Na płycie znalazły się tematy klasyków jazzu (Strayhorna, Grouyi), modernistów (Parkera, Monka, Colemana) oraz „Tico Tico” Abreu – utwór nie będący standardem, ale spopularyzowany przez Urszulę Dudziak.
Wielkim plusem jest to, że muzycy nie udziwniają na siłę materiału źródłowego, co stało się powszechną praktyką. Linia melodyczna została zachowana (czasem nawet zredukowana); podobnie rytm i tempa. Wykonawcy skoncentrowali się raczej na uchwyceniu istotnych elementów każdej z tamtych stylistyk (polecam „Round Trip”, „Diverse”, „Flamingo”) i brzmieniu.
Z dużą swobodą potraktowano formę – trio szerokim łukiem omija schematy, do których przyzwyczaił nas mainstreamowy jazz (ABA, podział na tematy i improwizacje). Ta „nonszalancja” przybiera skrajną postać w „Light Blue” Monka, który trwa nieco ponad 40 sekund.
Lubię takie granie – trochę „toporne”, świadomie ascetyczne, bez dywagacji, ornamentów i stanów „totalnego zaangażowania”.
Zaskakujący album; muzyka ponad modami, trendami. Jazz dla smakoszy.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 10/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

Alek Korecki (Z całym Szacunkiem Dzika Świnia) - Freak Kiss

98-99 10 2012 AlekKorecki

J.C. Koncert 2012

Interpretacja: k4
Realizacja: k3

Alek Korecki w świecie rodzimego awangardowego jazzu znany jest już od dobrych trzech dekad. Również trzon jego formacji Z całym Szacunkiem Dzika Świnia pracuje razem od dłuższego czasu. To jednak za sprawą najnowszego krążka „Korek” proklamował – prawda, że niezbyt serio – powstanie nowego gatunku muzycznego!
„Freak Kiss” jest oficjalnie pierwszym reprezentantem dziwacznej odmiany jazzu określonej przez autora jako „freak jazz”.
Najbardziej „freakowy” w muzyce kwartetu jest oczywiście szalony saksofon altowy Koreckiego. Ale nie tylko on przykuwa uwagę. Wojtek Ruciński jest jednym z niewielu w Polsce muzyków grających na niezwykłym instrumencie, jakim jest chapman stick. Jego partie, w tym i solowe, już od otwierającej krążek kompozycji „Flety leśne” nadają Dzikiej Świni jeszcze wyraźniejszy charakter. Idealnie współgrają też z nisko strojoną gitarą basową Tomasza Grochowalskiego, który razem z Karolem Ludewem tworzy mocną sekcję rytmiczną.
Chociaż Dzika Świnia to zespół Koreckiego, to każdy z muzyków wnosi tu dużo siebie. Motywy grane wspólnie rwą się w dziwnych rytmach i przerywają niespodziewanie, by kiedy indziej przeradzać się w efektowne sola („Chocz”, „Ośmiołap”) lub urokliwe partie instrumentalne („Wypływa”).
Odważni słuchacze niech spróbują zmierzyć się z freak jazzem!

Autor: Bartosz Szurik
Źródło: HFiM 10/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF

Diego El Cigala - Dos Lagrimas

104 09 2009 DiegoElCigala

Edge Music 2008
Dystrybucja: Universal Music Polska

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Paco de Lucia powiedział o nim: „to jeden z najpiękniejszych głosów flamenco naszych czasów”. El Cigala przyszedł na świat w 1968 roku, w rodzinie hiszpańskich Cyganów, jako Diego Ramon Jimenez Salazar.
Najpierw śpiewał na ulicy, później zaczął występować w klubach flamenco. Wkrótce zyskał pseudonim El Cigala (Homarek), nadany mu z racji szczupłej sylwetki. Szybko doceniono jego talent; „błogosławieństwa” udzielił mu sam Camarón de la Isla – legendarny bard flamenco. Przełomem w karierze El Cigali było nagranie, wspólnie z kubańskim pianistą Bebo Valdesem, albumu „Lagrimas Negras” (2003), który sprzedał się w ilości ponad miliona egzemplarzy. „Dos Lagrimas” (Dwie łzy) jest kontynuacją tamtej płyty.
El Cigala prezentuje nieco złagodzoną wersję flamenco, a jego utwory to po prostu nastrojowe piosenki, łączące taneczne rytmy bolera, tanga, bossa novy i jazzu (solówki fortepianu). Głos El Cigali wyróżnia się charakterystyczną barwą, czystą intonacją; wokalista dość oszczędnie stosuje melizmaty – jeden z ważniejszych elementów canto flamenco. Istotną rolę odgrywają ekspresja i zaangażowanie emocjonalne – śpiew płynie prosto z serca, a sam artysta określa swą muzykę jako dźwięki duszy.
Wśród wykonawców spotykamy m.in. Guillermo Rubalcabę (ojca Gonzala, wybitnego pianisty jazzowego) oraz mistrza bandoneonu – Richarda Galliano.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 09/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Empire of The Sun - Walking on a Dream

104 09 2009 EmpireOfTheSun

Virgin Records 2009
Dystrybucja: EMI

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Muzycy Empire of The Sun odnieśli sukces przed rokiem. Wydali wtedy pierwszy singiel, który przyjął się błyskawicznie w australijskich mediach. Duet, który w swej nazwie inspirował się powieścią J.G. Ballarda, szybko zaczął być rozpoznawalny.
Debiutancki album „Walking On The Dream” składa się z dziesięciu utworów. Patrząc na jego okładkę, nie sposób odgadnąć zawartości. Płyta, wydana w stylistyce łączącej science-fiction z mitologią, zawiera elementy lekkiej muzyki elektronicznej, alternatywnych brzmień, a nawet soft-rocka.
Mnogość motywów elektronicznych i akustycznych, lekki rytm oraz zwarta stylistyka dają wrażenie spójnej i przemyślanej kompozycji.
Na specjalną uwagę zasługują utwory „Standing on The Shore” czy niedawny przebój „We Are The People”, ale także akustyczne „Country”. Miejscami usłyszymy też elementy stylistyki lat 80., a nawet echa brzmień 8-bitowych.
Muzykę i wizerunek zespołu, balansującego na granicy kolorowej wyobraźni i delikatnego kiczu, trudno ująć w słowa. Jeszcze trudniej pozostać wobec niej obojętnym. Empire of The Sun odznacza się oryginalnością i pomysłowością, której na próżno szukać u większości współczesnych wykonawców.

Autor: Rafał A. Janus
Źródło: HFiM 09/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Yeah Yeah Yeahs - It’s Blitz

104 09 2009 YeahYeahYeahs

Universal 2009

Interpretacja: k4
Realizacja: k5

Czy granie rocka jest jeszcze w modzie, czy to elektronika jest teraz w odwrocie? Jeśli się sugerować gustem Karen O, która od kilka lat wyznacza trendy na scenie nowojorskiej, to nadszedł czas wymiany gitar na syntezatory.
Tak przynajmniej zrobili na trzecim albumie członkowie jej zespołu Yeah Yeah Yeahs, a do pomocy zaprosili jeszcze dwóch producentów: Nicka Launaya (Arcade Fire, Talking Heads, PIL) i Dave’a Sitka (TV on The Radio).
Słuchając „It’s Blitz”, nietrudno dostrzec fascynacje New Order, Garym Numanem czy The Cars, ale nie ma mowy o zwykłym naśladownictwie czy budzeniu sentymentów do lat 80. Muzycy po prostu poszli z duchem czasu i nadali swoim piosenkom inne brzmienie.
Dzięki temu w zadziornym „Heads Will Roll” czy romantycznym „Soft Shock” charyzmatyczna Karen O wciąż pozostaje sobą. A pełen patosu „Hysteric” przypomina wielki przebój „Maps” sprzed lat.
Trudno się dziwić decyzji członków Yeah Yeah Yeahs, skoro w podobnym stylu święcą obecnie tryumfy The Killers, Franz Ferdinand czy MGMT. Teraz singlowym „Zero”, utrzymanym w electro-popowym stylu, mogą z nimi spokojnie konkurować na listach przebojów.
Pozostaje pogratulować konsekwencji i przyglądać się, jakim echem odbije się ten album w nadchodzących miesiącach na rockowej scenie.

Autor: Jacek Skolimowski
Źródło: HFiM 09/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF