Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulylista3

 

Nouvelle Vague - 3

127 01 2010 nouvellevague

Pias 2009 ISound

Interpretacja: k3
Realizacja: k4

Ten sam żart powtarzany po raz trzeci nie śmieszy już tak jak na początku. Podobne wrażenie można odnieść, słuchając kolejnego albumu francuskiego duetu producenckiego Nouvelle Vague.
Wsławił się on tym, że przerobił piosenki nowofalowe i postpunkowe na styl bossa nova. Na album „3” trafiły takie przeboje, jak „Master & Servant” Depeche Mode, „Road To Nowhere” Talking Heades czy „God Save the Queen” Sex Pistols. Problem w tym, że Marc Collin i Olivier Libaux, razem z zaproszonymi wokalistkami, nie odkryli nic nowego. Wiadomo, że każdy z tych utworów przetrwał próbę czasu i niezależnie od tego, czy zagra się go w rytmie bluesa, reggae, czy w stylu metalowym, słuchacze zawsze go rozpoznają.
Bardziej przekonująco wypadają mniej znane piosenki: „Heaven” Psychedelic Furs, ponure „All My Colours” z repertuaru Echo & The Bunnymen z udziałem Iana McCullocha czy „Parade” Magazine, wyśpiewane przez Barry’ego Adamsona. To one pokazują grupę bardziej na poważnie, chętną do zapuszczania się w rejony balladowe i folkowe, a nawet pozwalającą sobie na podniosłe aranżacje.
Lepiej, żeby członkowie Nouvelle Vague rozwijali się właśnie w tym kierunku, zamiast serwować kolejną dawkę popu, który wpada jednym uchem i wypada drugim.

Autor: Jacek Skolimowski
Źródło: HFiM 01/2010

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Orient Brothers

127 01 2010 OrientBrothers

Dux 2009

Interpretacja: k3
Realizacja: k4

Orient Brothers to dwóch muzyków: pochodzący z Teheranu wokalista Jahiar Azim Irani (także autor tekstów, kompozytor i wirtuoz cymbałów perskich o nazwie santur) oraz Tomasz Ostrowski jeden z bardziej uznanych muzyków polskiej sceny elektronicznej.
Album zawiera 15 utworów (autorstwa obu „braci”), utrzymanych w jednolitej stylistyce, która łączy klimaty orientalne z muzyką spod znaku dance, electro, trance i industrial. Silnie wyeksponowanym elementem jest wokal Iraniego, który chwilami brzmi naprawdę autentycznie (charakterystyczne zaśpiewy z bogatą ornamentyką, skale, nostalgia). Warto zwrócić uwagę na utwory „Anna”, „Dream In The Forest” oraz introdukcje do niektórych utworów. Niestety, często się zdarza, że po obiecujących wstępach muzyka przechodzi płynnie w piosenkowy schemat: zwrotka – refren, oparty na prostych akordach i rytmach. Stąd już tylko krok do „orient-polo”. Na pewno pozytywnie wyróżniają się dwie wersje „Aishy”, która ma szansę stać się hitem tego albumu.
Wszystkie utwory starannie zaaranżowano i zmiksowano, co jest zasługą Tomasza Ostrowskiego. Muzyk sprawnie i rozsądnie korzysta z narzędzi, jakie oferuje dzisiejsza technika cyfrowa.
Niezła relaksowa płyta, która na pewno przypadnie do gustu fanom szeroko rozumianej muzyki klubowej.

Autor: Bogdan Chmura
Źródło: HFiM 01/2010

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Atlas Sound - Logos

127 01 2010 AtlasSound

4 AD 2009
Dystrybucja: Sonic

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

27-letniego Bradforda Coxa dosyć szybko okrzyknięto geniuszem. Wystarczyło, że w zeszłym roku wydał niezły debiutancki album, jednocześnie prowadząc cenioną formację Deerhunter.
Na fali zainteresowania serwisów internetowych i bloggerów ruszył też w trasę koncertową u boku Panda Bear oraz Broadcast. W czasie podróży zaczął rejestrować kolejne utwory na „Logos”. Zależało mu, żeby były spontaniczne i żeby żaden pomysł się nie zmarnował.
Wybrał jedenaście nagrań, które pokazały szybki rozwój jego warsztatu muzycznego oraz talentu do komponowania ładnych melodii. Można się o tym przekonać, słuchając chociażby utworu „Sheila”, opartego na beatlesowskich harmoniach, dziewięciominutowego „Quick Canal” z Laetitią Sadier (przywołującego na myśl dawny Stereolab) czy „Walkabout”, w którym wyraźnie czuć obecność Panda Bear. To właśnie jego charakterystyczny styl pisania lekko psychodelicznych popowych piosenek miał na Coxa największy wpływ. Bardziej niż sama forma utworów liczy się jednak klimat płyty, który tworzą gitara z efektem reverb, rozmyte barwy syntezatorów, szumy i proste elektroniczne rytmy. W związku z tym muzyk tylko połowicznie spełnił pokładane w nim nadzieje – ale w końcu jest młody i jeszcze wszystko przed nim.

Autor: Jacek Skolimowski
Źródło: HFiM 01/2010

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Novika - Lovefinder

111 04 2010 novika

Kayax 2010

Interpretacja: k3
Realizacja: k4

Przez wiele lat Novika była pierwszą damą polskiej muzyki klubowej. Grała imprezy jako didżejka, śpiewała, wydawała składanki, łowiła młode talenty, prowadziła audycje radiowe i telewizyjne. Zaczęła nawet profesjonalną karierę wokalistki w grupie Futro i u boku Smolika, ale jej piosenki i albumy ciągle pozostawiały duży niedosyt.
Tymczasem „Lovefinder” pozytywnie zaskakuje nowoczesnym brzmieniem, produkcją na europejskim poziomie i dobrze napisanymi piosenkami. Z pomocą Novice podążyli m.in. Michał ‘Fox‘ Król (Maria Peszek, Kayah), Emade (Tworzywo Sztuczne), Maximilian Skiba i Bogdan Kondracki (Ania Dąbrowska).
Kiedy słuchamy singlowego „Lovefinder”, na myśl przychodzi niezapomniane „Drop The Pressure” Mylo, „Miss Mood” przypomina dokonania Roisin Murphy z grupą Moloko, a „It’s all too Much” pobrzmiewa stylowym r’n’b w stylu The Neptunes.
Nowe utwory Noviki pulsują funkową energią. Porywają house’owymi rytmami i urzekają electropopową melodyjnością. Muzyka nie ogranicza się do poziomu elektronicznego podkładu, a w kompozycjach pojawiają się też żywe instrumenty (jazzująca „Żabka”), a nawet dziecięcy chór (doskonała „Perfect Beach”). Jedyną wadą tego materiału jest brak polskich tekstów, co pozwoliłoby Novice stać się wreszcie artystką mainstreamową.

Autor: Jacek Skolimowski
Źródło: HFiM 04/2010

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Port-Royal - Dying in Time

111 04 2010 port-Royal

ISound 2009

Interpretacja: k3
Realizacja: k4

Trudno nie czuć dumy z faktu, że zagraniczni artyści coraz częściej chcą współpracować z naszymi. Po niedawnych nagraniach Ani Dąbrowskiej z francuską grupą Nouvelle Vague, teraz na najnowszej płycie włoskiego Port-Royal zaśpiewali Natalia Fiedorczuk (Nathalie & The Loners), Natalia Grosiak (Mikromusik) i Michał Wiraszko (Muchy). Oczywiście nie wpływa to na ocenę zawartości „Dying in Time”, ale na pewno zachęca do sięgnięcia po trzeci album elektronicznego kwartetu.
Dotychczasowe senne barwy i delikatna warstwa rytmiczna zostały wyraźnie urozmaicone. Słychać to w podbitym rytmem techno „Hva (Failed Revolutions)”, elektro-popowym „I Used to be Sad” czy „The Photoshopped Prince”, pobrzmiewającym echami lat 80.
Jeszcze odważniej muzycy podeszli do dłuższych utworów – w „Exhausted Muse/Europe” spokojny ambient niespodziewanie przecinają szorstkie brzmienia, a w kończącej trylogii „Hermitage” napięcie jest idealnie stopniowane.
W ten sposób członkowie Port-Royal odchodzą od stylistyki ukształtowanej w tej dekadzie przez Dntel, M83 i Sigur Ros w stronę dokonań artystów z wytwórni Warp z lat 90. czy jeszcze wcześniej – Underworld i FSOL.
A co z polskimi artystami? Choć wystąpili w połowie utworów, nie nadali im „wschodniego kolorytu”. Za to pokazali się na światowym poziomie.

Autor: Jacek Skolimowski
Źródło: HFiM 04/2010

Pobierz ten artykuł jako PDF

 

Aleksander Korecki - Świat Aszkwili

111 04 2010 aleksanderKorecki

Lion Stage Management

Interpretacja: k5
Realizacja: k4

Na właśnie wydanej (choć nagranej pięć lat temu) płycie Alka Koreckiego mamy do czynienia z alternatywnym jazzem. Stylistyka kompozycji niejednokrotnie skręca to w stronę awangardy spod znaku Franka Zappy, to znów – w rejony prog-rockowych dokonań Roberta Frippa. Którędy jednak wyobraźnia Koreckiego – multiinstrumentalisty współpracującego między innymi z Brygadą Kryzys, Neumą i Tymonem Tymańskim by nas nie poprowadziła, zawartość „Świata Aszkwili” nie schodzi z poziomu muzycznych Himalajów!
Nie jest to wyłącznie zasługą lidera. Już od pierwszych taktów uderza hipnotyzująca sekcja rytmiczna, dopełniająca kwartet. Perkusista Radek Maciński oraz basiści – Wojtek Ruciński i Tomasz Grochowalski – wypełniają pejzaż gęstą mozaiką dynamicznych dźwięków, na tle których szaleje Korecki. Co ciekawe, nie ogranicza się on do znakomitych partii saksofonów, ale w czterech piosenkach sięga też po gitarę i prezentuje się jako wokalista, choć raczej recytuje niż śpiewa awangardowo pokręcone teksty.
Kolaż graficzny z okładki wyjątkowo dobrze oddaje naturę uchwyconych na płycie dźwięków. To istne wariactwo; mieszanka stylistyk i nastrojów, wyprawa artystycznymi ścieżkami, przypominającymi trasę górskiej kolejki. Muzyczny eklektyzm może jednak zachwycać, czego Korecki z zadziwiającą konsekwencją dowodzi.

Autor: Bartosz Szurik
Źródło: HFiM 04/2010

Pobierz ten artykuł jako PDF