Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

PS Audio Digital Link III

60-63 01 2011 01Temat odtwarzaczy plików powraca na nasze łamy jak bumerang. Wydaje się, że audiofile, producenci sprzętu i dystrybutorzy muzyki wciąż nie doszli do porozumienia w tej sprawie. Po śmierci formatu SACD klienci podzielili się na dwa obozy. Jedni pozostali przy sprawdzonych rozwiązaniach. Drudzy szukają nowych sposobów słuchania muzyki.

Wszystko wskazuje na to, że zwycięstwo odniosły pliki – nie tylko empetrójki, ale też formaty kompresji bezstratnej. W jaki sposób słuchać ich na systemie hi-fi? Amerykanie mają na to ciekawy pomysł.


PS Audio jest znana głównie jako producent kondycjonerów, listew i kabli zasilających. Ale to nie jedyna sfera działalności firmy. Działająca od 1974 roku wytwórnia do jakości brzmienia systemów hi-fi podchodzi kompleksowo. Amerykanie oferują głównie ulepszenia i gadżety elektryczne, ale są to „duże” urządzenia: przedwzmacniacze, transporty, phono stage, wzmacniacz słuchawkowy i kilka przetworników c/a. Te ostatnie zajmują pozycję szczególną. Firma szczyci się, że już ponad 20 lat temu oferowała konwertery, których zadanie polegało na poprawie jakości brzmienia jednych z pierwszych odtwarzaczy CD. Wtedy niewielu zapaleńców poważyło się konkurować z Philipsem czy Yamahą. Czy teraz historia się powtórzy i DAC okaże się receptą na słuchanie muzyki z plików?

Budowa
Digital Link III to przetwornik umożliwiający słuchanie muzyki z trzech źródeł cyfrowych. Amerykanie słusznie zauważyli, że nawet audiofile chcący się przestawić na źródła plikowe zdążyli się dorobić pokaźnych kolekcji płyt CD. A jeśli gromadzą też muzykę w postaci plików, zapewne trzymają ją na dysku komputera. Zrippować wszystkie krążki do blaszaka i wyrzucić je na strych w kartonowym pudle? Trochę szkoda. Przywiązanie niektórych ludzi do nierzadko pięknie wydanych albumów, a nawet samej obsługi stacjonarnego odtwarzacza CD może być zbyt silne. Kupno audiofilskiego serwera jest natomiast rozwiązaniem kosztownym. Poza tym, jeśli mamy już sporą kolekcję CD i wysokiej klasy odtwarzacz, to czy jest sens kupować serwer tylko po to, by słuchać tej części muzycznej biblioteki, która spoczywa na HDD? Zagadnienie wcale nie jest proste i choć coraz większa liczba audiofilów decyduje się na kupno odtwarzacza plików, proces ten przebiega spokojnie i nie sprawdziły się proroctwa mówiące o zniknięciu srebrnych krążków z rynku.
A gdyby tak połączyć oba światy? Digital Link III pozwala odtwarzać pliki z komputera, a jednocześnie umożliwia poprawę brzmienia płyt kompaktowych. Możemy go używać jak zwykłego konwertera, traktując odtwarzacz CD jako transport – wystarczy, że ma koaksjalne lub optyczne wyjście cyfrowe. Producent twierdzi, że Digital Link III powinien znacząco poprawić dźwięk większości współczesnych źródeł CD.
Z plikami sprawa wygląda jeszcze prościej. Do dyspozycji mamy wejście USB z wtykiem typu B. W pudełku nie znalazłem takiego przewodu, więc wykorzystałem kabel od drukarki. W instrukcji producent podkreśla znaczenie kabli, także sieciówek, łączówek (w tym USB) oraz dobrego zasilania. Rozumiem, że firma nie może dodawać do każdego urządzenia srebrnych przewodów, ale skoro jakość USB ma takie znaczenie, można go było uwzględnić w zestawie.
Konfiguracja jest prosta jak budowa cepa. Po podłączeniu Digital Linka III do komputera musimy przełączyć urządzenie audio w ustawieniach dźwięku i już możemy grać. Nie potrzeba dodatkowych sterowników. PS Audio nie podaje nawet szczegółowych instrukcji czy wymagań sprzętowych dla różnych systemów operacyjnych. Przetwornik ma działać z dowolnym komputerem i kropka.
Urządzenie wygląda skromnie, ale zarówno masa, jak i dbałość o szczegóły budzą zaufanie. Obudowę wykonaną z grubych blach zdobi plaster szczotkowanego aluminium, na którym znalazły się dwa przyciski. Jeden do wyboru wejścia, drugi – do zmiany częstotliwości próbkowania. Między trzema trybami można przeskakiwać w trakcie odsłuchu, przy czym PS Audio zaleca 192 kHz. Ułatwieniem przy wyborze wejścia jest firmowy układ Autoscan, automatycznie ustawiający wejście na to, do którego w danej chwili płynie sygnał. Jeśli z kilku podłączonych urządzeń tylko jedno będzie używane, odpowiadające mu wejście zostanie załączone.
Na tylnym panelu, oprócz gniazd cyfrowych, znajdziemy szeroko rozstawione wyjścia analogowe RCA i XLR oraz trójbolcową sieciówkę. W pudełku znalazłem aż trzy kable zasilające: z wtyczkami do gniazd amerykańskich, brytyjskichieuropejskich. W obliczu takiej rozrzutności jeszcze bardziej dziwi brak porządnego USB w zestawie.
Największe atrakcje czekają wewnątrz obudowy. Większość miejsca zajmuje dorodny transformator toroidalny. Producent informuje, że zasilacz jest celowo przewymiarowany, ponieważ bez tego praca nad pozostałymi układami poszłaby na marne. Urządzenie opiera się na czterech niewysokich gumowych nóżkach. PS Audio poleca eksperymenty z kolcami i platformami antywibracyjnymi.
Sercem konwertera jest 24-bitowy Texas Instruments PCM1798DB. Wybrano go ze względu na dynamikę na poziomie 123 dB i bardzo niskie zniekształcenia – 0,0005 %. Jako bonus dostajemy ośmiokrotne nadpróbkowanie. Amerykanie poświęcili dużo czasu wyborowi odbiornika. Ostatecznie zdecydowano się na 192-kHz układ Crystal CS8416, który pozwolił ograniczyć jitter do 50 ps. Sygnał przechodzi przez asynchroniczny konwerter częstotliwości próbkowania Texas Instruments SRC4192 i bez względu na wybrane wejście jest upsamplowany do 192 kHz. Na tym jednak nie koniec. Po przejściu przez przetwornik sygnał musi zostać zamieniony z prądowego na napięciowy. W układach wyjściowych często stosuje się wzmacniacze operacyjne. Największe wady op-ampów to wysokie sprzężenie zwrotne oraz zniekształcenia SID (Slewing Induced Distortion). Dlatego użyto dyskretnego stopnia wyjściowego, zbudowanego w oparciu o dwa rodzaje tranzystorów: FET-y (dające ponoć słodkie, niemal lampowe brzmienie) i bipolarne.
Podsumowując: pomysł urządzenia, które jest serwerem plików, a jednocześnie poprawia brzmienie odtwarzacza CD, wydaje się trafiony. Nie musimy rezygnować ani z używanego dotychczas sprzętu, ani z ulubionych okładek. Jedyny potencjalny wkład ze strony użytkownika to konieczność wyciszenia peceta.
Ciągle jednak chodzi mi po głowie pytanie: dlaczego nie wyposażono Digital Linka III w możliwość bezprzewodowej transmisji sygnału? Pod względem wygody chyba najlepszym urządzeniem tego rodzaju, z jakim się dotąd zetknąłem, była stacja Bose SoundLink. Wystarczyło podłączyć do komputera nadajnik wielkości pendrive’a i wybrać urządzenie w systemowych opcjach dźwięku. Do przetwornika PS Audio chciałem podłączyć pierwszego Squeezeboxa, ale nie udało mi się uruchomić oryginalnego programu SlimServer. Producent nie umieścił w pudełku odpowiedniej płyty. Szkoda, że nie można słuchać plików bezpośrednio z laptopa podłączonego bezprzewodowo do sieci. Ale to mały i chyba jedyny minus Digital Linka III.

60-63 01 2011 02     60-63 01 2011 03

Konfiguracja
System odniesienia składał się ze wzmacniacza McIntosh MA6600, odtwarzacza CD Accuphase DP-500 i kolumn Audio Physic Tempo VI. Elektronika stanęła na stoliku Base. Prąd dostarczała listwa Fadel Art Hotline IEC oraz kable Ansae Muluc Supreme i Gigawatt LS-1. Jako przewody głośnikowe pracowały Nordosty Red Dawn na zmianę z Argentum GCG-10/4. Łączówki pochodziły od Transparenta i Tary Labs.

60-63 01 2011 04     60-63 01 2011 05

Brzmienie
Odsłuchy rozpocząłem od porównania PS Audio z komputerem wyposażonym w kartę dźwiękową ESI Juli@ na plikach FLAC i WAV. Od pierwszych sekund amerykański konwerter wykazał swoją wyższość. Jakość brzmienia poprawiła się dramatycznie. Ze wszystkich odsłuchiwanych przeze mnie dotychczas źródeł plikowych tak dobre wrażenie zrobił tylko Blacknote DSS30 Tube. Włoska maszyna jest jednak od Digital Linka blisko cztery razy droższa. Owszem, ma lepsze wyposażenie i jest bardziej funkcjonalna, ale nie wiem, czy pod względem brzmienia pokonałaby PS Audio. Jeszcze nie przesłuchałem wszystkich albumów będących obowiązkowym repertuarem każdego testu, a już było jasne, że Amerykanie opracowali jedno z lepszych urządzeń do słuchania plików dostępnych na naszym rynku, i to za bardzo rozsądne pieniądze.
W materiałach informacyjnych producent zachwala brzmienie przetwornika jako osłodzone, ciepłe i niemal lampowe. Do porównywania Digital Linka III z brzmieniem próżniowych baniek bym się nie posuwał, ale jeśli ktoś spodziewa się technicznego i kanciastego grania, będzie mile zaskoczony. W dźwięku jest wystarczająco dużo miękkości i przyjemnej barwy, żeby nawet długie odsłuchy nie męczyły. Mimo to, w pierwszych minutach odsłuchu uwagę zwracały zupełnie inne cechy prezentacji.
Dzięki bardzo dobrej dynamice muzyka nie sączyła się leniwie, lecz płynęła wartkim strumieniem. Można było to odczuć nawet w spokojnym repertuarze, a kiedy miejsce Nory Jones zajął Royksopp, pojedyncze impulsy pojawiały się i znikały w mgnieniu oka. PS Audio pokazuje efektowne tąpnięcia bez wygładzania, a mnóstwo drobnych kontrastów zapewnia przyjemne wrażenie, że sprzęt aż rwie się do grania.
Z dynamiką często wiąże się bardzo dobra rozdzielczość. Digital Link III potrafi zaprezentować bogactwo informacji nawet w niedoskonałych nagraniach, i to nie tylko w zakresie wysokich, ale także średnich i niskich tonów. Jego brzmienie jest zwarte. Bas – głęboki, ale ważniejsza wydaje się szybkość reakcji i umiejętność trzymania wybrzmień w ryzach. Nie jest to jeszcze rekord świata, ale wystarczy, żeby soczyste dźwięki gitary basowej się nie zamazywały.
Średnica jest jeszcze lepiej wypełniona informacjami. Na niektórych nagraniach była może trochę twarda, ale jeśli to jest cena, jaką trzeba zapłacić za wyrazistość wokali, warto pójść na taki kompromis. Ów pierwiastek twardości nie był na tyle silny, żeby odebrać dźwięczność Cecilii Bartoli, a wyrazistość sprawiła, że skomplikowane partie wokalne można było chłonąć bez wysiłku. Jeśli ktoś się obawia, że na dłuższą metę brzmienie okaże się nieprzyjemne – błąd. Lepsza przejrzystość oznacza, że mózg nie musi się doszukiwać dźwięków i drobiazgów. Przestajemy się „wsłuchiwać”, a zaczynamy słuchać. Digital Link III nie wyostrza wysokich tonów i nie próbuje stworzyć wrażenia lepszej rozdzielczości. Nie jest to zresztą konieczne. Góra pasma po prostu jest, a urządzenie nie narzuca jej swojego charakteru.
Największy postęp w porównaniu z komputerową kartą dokonał się w stereofonii. Przestrzeń troszkę się zawęziła, ale mimo mniejszych rozmiarów sceny umieszczone na niej instrumenty były wyraźniejsze. Drobna korekta ustawienia kolumn i zmniejszenie kąta dogięcia pozwoliły rozciągnąć panoramę bez wpływu na precyzję lokalizacji źródeł. Scena zaczynała się na linii kolumn i kończyła jakieś dwa metry za nią, co nie jest spektakularnym osiągnięciem w przypadku współpracy z AP Tempo VI, ale jest najlepszym rezultatem, jaki udało mi się dotąd uzyskać ze źródła plikowego. Natomiast w wymiarze szerokości DL III radzi sobie świetnie.
Pora przetestować drugie zastosowanie – ulepszenie odtwarzacza CD. Zeźródłami ze średniej i niższej półki przetwornik PS Audio powinien dać zadowalające rezultaty. Dlatego postanowiłem od razu ustawić poprzeczkę wysoko, wybierając do odsłuchu Accuphase’a DP-500. Uznałem, że najlepiej będzie najpierw sprawdzić przetwornik z high-endowym odtwarzaczem, a później wypożyczyć tańszy i spróbować ustalić, gdzie leży granica, do której kupno Digital Linka III się opłaca. Tyle że... podłączyłem przetwornik do DP-500 i... grało lepiej! Odtwarzacz Accuphase’a gra spójnym i neutralnym dźwiękiem. Jest jak mistrzowsko skomponowane danie, w którym nie ma ani jednego składnika odwracającego uwagę od reszty. Amerykański DAC dodał do niego odrobinę przypraw. Dźwięk stał się bardziej dynamiczny i kontrastowy. Scena znów delikatnie się zwęziła, ale instrumenty stały się wyraźniejsze i stabilniej ulokowane. Prezentacja była bardziej wyrazista i konkretna, choć może straciła na zróżnicowaniu barwy i słodyczy wysokich tonów. Mimo to wolałem konfigurację z Digital Linkiem.
Dlatego nie testowałem go już z tańszymi źródłami. Skoro może poprawić dźwięk drogiego odtwarzacza, to nie ma się nad czym rozwodzić. Można się ewentualnie pokusić o porównanie kilku urządzeń wyłącznie w roli transportu. Zainteresowanych gorąco zachęcam.

Reklama

Konkluzja
Digital Link III to jedno z najlepszych źródeł plikowych, jakie miałem okazję sprawdzić. Przy okazji można nim poprawić brzmienie odtwarzacza CD, nawet tak znakomitego, jak Accuphase DP-500. Rekomendacja.

60-63 01 2011 T

Autor: Tomasz Karasiński
Źródło: HFiM 01/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF