Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Musical Fidelity M1 CLiC

20-23 10 2011 01Musical Fidelity to przede wszystkim jej założyciel – Antony Michaelson. Starszym audiofilom marka może się kojarzyć z minimalistycznymi wzmacniaczami o skromnej mocy i ciepłym brzmieniu. Dla młodszego pokolenia MF to sprytne urządzenia z serii V oraz potężne kloce, których moc zawstydza nawet wiertarki udarowe.

Antony Michaelsona – człowieka czynu – nachodzą różne przemyślenia, które wcześniej zwykle kończyły się wysypem ekstrawaganckich nowości. Projektant doszedł jednak ostatnio do wniosku, że czas położyć kres szalonym projektom i nie wydawać na świat nowego superwzmacniacza co trzy miesiące. Nie oznacza to, że stracił wenę.

Musical bardzo wcześnie zaczął montować gniazda USB we wzmacniaczach i odtwarzaczach CD. Jako jedna z pierwszych firm zaczął też rozwijać segment przetworników c/a przeznaczonych do połączenia z komputerem. Sam Michaelson uważa, że współczesny system stereo, nieprzystosowany do odtwarzania plików, jest czymś w rodzaju starej maszyny do pisania. Uroczy, ale bezużyteczny.

Budowa
CLiC-a trudno sklasyfikować. Z jednej strony mamy standardowy konwerter USB, którego po podłączeniu do komputera można używać jak zewnętrznej karty dźwiękowej. Nie sposób jednak wrzucić go do jednego worka z innymi DAC-ami, ponieważ przerasta je możliwościami. Musical używa terminu Universal Music Controller, co w pewnym sensie oddaje istotę zjawiska. Najlepiej powiedzieć, że M1 CLiC to wszechstronny odtwarzacz cyfrowy z małym bonusem w postaci przedwzmacniacza.
Obudowa wygląda wyjątkowo skromnie. Z przodu umieszczono tylko lustrzaną tabliczkę z oznaczeniem modelu, przycisk do aktywacji z trybu uśpienia, maleńki odbiornik podczerwieni, pionowe gniazdo USB i wyświetlacz. Okienko zajmuje mniej więcej trzecią część płyty czołowej, więc na zdjęciach wydaje się spore, ale w rzeczywistości nie robi takiego wrażenia. Po naciśnięciu włącznika musimy odczekać dobrych kilkanaście sekund, zanim coś się na nim pojawi. Odtwarzacz startuje powoli, ale kiedy pokaże logo, można od razu korzystać ze wszystkich funkcji.
Wyposażenie jest bardzo bogate. Tylna ścianka została obsadzona gniazdami niemal do ostatniego centymetra. Mamy tu gniazdo zasilania IEC, dwa wejścia koaksjalne, jedno optyczne, jedno USB typu B do podłączenia komputera, złącze ethernetowe RJ-45, USB typu A dla iPoda (nie obsługuje innych odtwarzaczy) oraz gniazdo VGA. Sądziłem, że to ostatnie służy do podłączenia monitora, co ułatwiłoby obsługę. Okazało się jednak, że złącze wykorzystuje się jedynie do celów serwisowych. Szkoda.
Z lewej strony znalazły się trzy wejścia liniowe, jedno wyjście regulowane i jedno o stałym poziomie, wszystkie RCA. Ostatni element to wyzwalacz, dzięki któremu można połączyć firmowy system i włączać całość jednym przyciskiem.

20-23 10 2011 02     20-23 10 2011 03

Obsługa
Menu jest dość łatwe do opanowania. Widoczne za napisami tło wygląda ładnie, ale utrudnia obsługę z większej odległości. Wolałbym kontrastowe napisy w stylu Naima. Ekran nie reaguje na dotyk, a to w erze smartfonów wydaje się już przestarzałe. CLiC-a obsługuje się za pomocą plastikowego pilota, który wygląda jak pożyczony z odtwarzacza CD. Ma mnóstwo przycisków, co jest całkowicie uzasadnione. Bez klawiatury numerycznej nie można by na przykład wprowadzić hasła sieci bezprzewodowej.
Najpierw sprawdziłem Musicala w połączeniu z pecetem. M1 CLiC jest wykrywany jako USB Audio DAC. Wystarczy wybrać go jako urządzenie wyjściowe w ustawieniach systemu lub odtwarzacza i można słuchać. Niewiele trudniejsza jest komunikacja z siecią. Brytyjski klocek wykrył dostępne połączenia bezprzewodowe szybciej niż mój laptop i nie miał problemu z szyfrowaniem WPA. Internetowe stacje radiowe można wyszukiwać po lokalizacji lub według repertuaru. Do poruszania się po tych opcjach wystarczy jedynie pięć przycisków nawigacji. Jeśli zabrniemy za daleko lub zmienimy decyzję, trzeba tylko wcisnąć lewą strzałkę i w ten sposób wrócić do menu głównego.
Po włożeniu pendrive’a z plikami FLAC i MP3 do gniazda na przednim panelu CLiC od razu zobaczył nowe urządzenie. iPodem w czasie testu nie dysponowałem, ale przypuszczalnie współpraca z nim również nie stanowi problemu.
Po kilku dniach intensywnego testowania mam tylko dwa zastrzeżenia. Pierwsze: wbrew zapewnieniom producenta nie udało się podłączyć do CLiC-a dysku twardego. Wykorzystałem w tym celu dwa HDD 2,5” – jeden 250 GB Trekstora, a drugi 1 TB Western Digital. Odtwarzacz ich nie zauważył. Pomyślałem, że winny może być system plików, ale wykorzystywany wcześniej 4-GB pendrive był sformatowany z użyciem tego samego – FAT32. Na dodatek właśnie taką opcję MF zaleca w instrukcji obsługi. Jako że na wspomnianych dyskach zgromadziłem pokaźną kolekcję plików, nie zdecydowałem się na ich formatowanie i dałem za wygraną.
Drugie zastrzeżenie dotyczy ekranu odtwarzania plików. Musical reagował na komendy z opóźnieniem. Zdarzało mi się przeskoczyć utwór, bo nie byłem pewny, czy CLiC odebrał polecenie, czy nie. Po jakimś czasie można się do tego przyzwyczaić i cierpliwie czekać, zanim urządzenie wykona żądaną operację. Większy problem stanowi przewijanie ścieżek i niedopracowany ekran odtwarzania. Gdyby to był odtwarzacz przenośny, dostałby za to baty. Przyciski umieszczone na dole pilota, w tym przewijanie i przeskok do następnej ścieżki, nie działają. Tak samo pauza, stop czy powtarzanie. Okazuje się, że odtwarzanie wstrzymuje przycisk OK (logiczne, prawda?), a za zmianę ścieżki odpowiadają dwa z ośmiu niebieskich przycisków wokół nawigacji. Przewijania nie odkryłem.
Nad wyglądem i treścią ekranu odtwarzania też można by popracować. Duża część displayu pozostaje pusta. Duży jest tylko tytuł utworu. Wykonawca i album – maleńkie, a czas zlewa się z obrazkiem tła. Nie wiadomo też, ile ścieżek pozostało w folderze. Niektórzy powiedzą, że się czepiam drobiazgów, ale taka praca. Jeżeli ktoś chce usłyszeć, że wszystko jest piękne, polecam lekturę materiałów marketingowych.
CLiC radzi sobie zarówno z empetrójkami, jak i formatami bezstratnymi. Na liście znajdują się: FLAC (do 24 bitów/192 kHz z sieci kablowej oraz do 24 bitów/96 kHz przez Wi-Fi), WMA, AAC, WAV oraz OGG Vorbis. Do tego mamy kilka rodzajów list odtwarzania. Musical obsługuje standard UPnP (Universal Plug and Play). Gniazdo USB DAC jest ograniczone do 16 bitów. Najlepszym rozwiązaniem do odtwarzania plików z dysku będzie więc podłączenie CLiC-a do sieci kablem ethernetowym, ewentualnie bezprzewodowo. W komplecie dostajemy niewielką antenę z magnetyczną podstawką. Do zastosowań domowych wystarczy. M1 CLiC to urządzenie wyjątkowo wszechstronne. Mimo kilku niedociągnięć, nie sprawia problemów w normalnym użytkowaniu. Gdyby najważniejszym kryterium oceny sprzętu hi-fi był stosunek możliwości do rozmiarów obudowy, ten krasnal wzbiłby się na szczyt rankingu.

20-23 10 2011 04     20-23 10 2011 05

Konfiguracja
Kontroler Musicala pracował ze wzmacniaczem Creek Destiny 2 i kolumnami Audio Physic Tempo VI, podłączonymi taśmami Nordost Red Dawn. Źródłem odniesienia był komputer z kartą dźwiękową ESI Juli@, służący także jako źródło sygnału USB dla przetwornika, a trzecim – odtwarzacz Marantz CD6003. Dla sprawdzenia urządzenia z systemem innym niż Windows wykorzystałem netbooka HP Mini 210-2170 NR pracującego pod kontrolą Ubuntu 10.04 z odtwarzaczem DeaDBeeF.
Interkonekty to Tara Labs Prism 300a, Albedo Beginning oraz cyfrowy Bridge Premium BPA481. Do połączenia przetwornika z komputerami wykorzystałem kabel USB Vivanco CC U5 30. Odsłuchy były prowadzone tylko z plikam i FLAC.

Reklama


 
Brzmienie
Pamiętam czasy, kiedy urządzenia MF uchodziły za jedne z najłagodniej i najprzyjemniej grających tranzystorów. Polecano je audiofilom oczarowanym brzmieniem lamp, ale chcącym uniknąć problemów związanych z ich eksploatacją. Teraz Michaelson stawia na dynamikę, przejrzystość i rockowy pazur. CLiC jest tego kolejnym przykładem.
Testowany niedawno przetwornik M1 DAC („HFiM 6/11”) pozostawił po sobie dobre wspomnienia. Nie był to jednak sprzęt, który zapada w pamięć. Konstrukcja obu modeli może być podobna, ale CLiC gra o wiele odważniej. Subtelne, miękkie brzmienie zupełnie go nie interesuje. Ma być konkretnie, mocno i szczegółowo. Jeśli wysokie tony mają zapiszczeć, możemy być pewni, że Musical nie ugrzeczni sytuacji. Zepsute nagrania mogą się przez to okazać nieznośne. Chociaż sporo też zależy od tego, w jaki sposób zostały zepsute. „St. Anger” Metalliki, który normalnie brzmi jak spod koca, tutaj zyskuje odrobinę świeżości. Natomiast „Californication” RHCP – dramat.
Wiadomo, że nawet na najbardziej audiofilskim sprzęcie ta płyta nie za- brzmi dobrze, ale na niektórych systemach da się ją jakoś przesłuchać do końca. Tym razem wytrzymałem pięć minut. Ale nie ma co płakać, bo co Musical odbiera jedną ręką, oddaje drugą. Dobre realizacje wypadają jeszcze bardziej spektakularnie. Krótki przegląd samplerów szybko przywraca radość słuchania.
Musical ma jasno określone priorytety. Dąży do dosłowności. Niskie tony są zwarte, mocne i szybkie. Uderzają równo i punktowo. Są odmierzane z aptekarską dokładnością, co nie przeszkadza im się zapuszczać głęboko.
Przestrzeń ani specjalnie nie zachwyca, ani nie rozczarowuje. CLiC nie funduje wrażeń, jakich doświadczyłem w teście B&W PM1 („HFiM 9/11”), ale też nie ogranicza naturalnego potencjału Audio Physiców. Scena zachowała prawidłowe rozmiary i charakteryzowała się czystością i napowietrzeniem. Czwórka z plusem.
Charakter CLiC-a jest zaznaczony na tyle mocno, że właściwie nie ma znaczenia, z jakiego źródła korzystamy. Podłączałem do niego dwa komputery przez USB. Korzystałem z Wi-Fi, a na dokładkę z odtwarzacza CD w roli transportu. Za każdym razem otrzymywałem podobne rezultaty. Można powiedzieć, że były to różne wariacje na temat jednego dzieła.
Na koniec kwestia przedwzmacniacza. Żałuję, że nie dysponowałem jakąś poważną końcówką mocy i adekwatnej jakości preampem, ale przeprowadziłem porównanie z wykorzystaniem integry Creeka. W tym systemie lepiej wypadło zestawienie z wbudowanym przedwzmacniaczem Creeka. Podłączony bezpośrednio do wejścia końcówki mocy CLiC zagrał jeszcze bardziej stanowczo i twardo. Jeśli ktoś planuje wykorzystać jego sekcję preampu, powinien się rozejrzeć za końcówką mocy grającą spokojnie i kulturalnie.
M1 CLiC mógłby zagrzać miejsce w niejednym systemie. Jest funkcjonalny i sprytny. Natomiast jeśli chodzi o brzmienie, nie wszędzie będzie pasował idealnie. Od momentu premiery prywatnie się nim interesowałem i, co tu kryć, miałem na niego chrapkę. Musical oferuje wszystko, czego potrzeba do odtwarzania plików z wielu źródeł, ale w systemie ukierunkowanym na dynamikę, przejrzystość i przestrzeń tego szczęścia może już być za dużo. Gdybym jednak miał nieco łagodniejsze kolumny lub kable, raczej nie wróciłby już do dystrybutora.
 
Konkluzja
M1 CLiC jest w swojej kategorii jedną z najciekawszych propozycji aktualnie dostępnych w sklepach.

20-23 10 2011 T
 
Autor: Tomasz Karasiński
Źródło: HFiM 10/2011
 
Pobierz artykuł jako PDF