Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Ayre QB-9

70-72 12 2009 01Ayre to nowy producent na polskim rynku. Oficjalnie istnieje od 1993 roku, ale do grona potentatów nie należy. Największą grupę w jego katalogu stanowią przedwzmacniacze i końcówki mocy, ale znajdziemy tam również wzmacniacz zintegrowany, uniwersalny odtwarzacz płyt, phono stage, filtr sieciowy, a nawet gramofon.

QB-9 stanowi najnowsze opracowanie amerykańskiej wytwórni. Jest to przetwornik cyfrowo-analogowy przeznaczony do współpracy z komputerami za pośrednictwem złącza USB. Jest też pierwszym przedstawicielem linii 9, lokującej się cenowo poniżej serii 5.


Mamy do czynienia z urządzeniem, które ma szansę stać się głównym źródłem dźwięku w audiofilskim systemie. Pomysł wydaje się dobry, a wysoka cena tylko pobudza wyobraźnię i rodzi nadzieję, że na plikach wysokiej rozdzielczości uda się przebić wiele dostępnych na rynku odtwarzaczy.

Budowa
Przetwornik przyjeżdża do nas w pudełku takich rozmiarów, jakby wewnątrz mieścił się co najmniej średniej klasy wzmacniacz. Jest też nietypowo zapakowany – na miejscu nie utrzymują go wytłoczki ze styropianu lub gąbki, ale dwa mocno naprężone kawałki folii. Jest tu też kabel USB, standardowa sieciówka, instrukcja obsługi i to wszystko.
Świeżo upieczony właściciel QB-9 na pewno powinien odwiedzić witrynę producenta i zapoznać się z wieloma cennymi wskazówkami dotyczącymi podłączenia urządzenia, konfiguracji komputera, a także programów i funkcji, z których najczęściej korzystają użytkownicy tego przetwornika. Duży nacisk położono na problem zgrywania płyt CD do plików, ich grupowania i tworzenia kopii zapasowej. Ayre przypomina, że osoby korzystające z QB-9 prawdopodobnie w niedługim czasie dorobią się setek gigabajtów muzyki, „rippowanej” z płyt lub ściąganej z sieci, a nawet w bardzo dobrych twardych dyskach po pewnym czasie zaczynają się problemy. Warto się więc zaopatrzyć w drugi HDD i od czasu do czasu przenosić na niego całą kolekcję muzyki.
Jeśli chodzi o rodzaj plików, Ayre prezentuje podejście bezkompromisowe. Stratnym formatom Amerykanie mówią stanowcze nie, bo jeśli obecnie normą stają się dyski o pojemnościach liczonych w terabajtach, po co zaprzątać sobie głowę MP3. Zalecane standardy to FLAC i ALAC. W kwestii wyboru programu do odtwarzania użytkownik ma właściwie wolną rękę, ale zdaniem Ayre szczególnie godny polecenia jest Foobar 2000 (popieram), Windows Music Player (noo... może być) oraz iTunes (tylko nie to).
Równie ważny okazuje się system operacyjny. Konfigurację Maca pokazano na obrazkach krok po kroku, tak że nawet
pięciolatek powinien sobie poradzić. Jeżeli chodzi o Windowsa, przetwornik QB-9 będzie współpracował z XP, Vistą i wchodzącym właśnie na rynek Windowsem 7. Z poprzednimi wersjami „okienek” może być problem, ponieważ QB-9 wykorzystuje asynchroniczny transfer USB.
Większość użytkowników będzie zapewne korzystać z Windowsa XP. Ayre dokładnie opisuje konfigurację, która pozwoli uzyskać najlepszy dźwięk. Wielokrotnie podkreśla, że nieprawidłowe ustawienia mogą spowodować, że przetwornik nie zagra tak, jak powinien. Otrzymałem nawet krótki list od polskiego dystrybutora Ayre, w którym również przeczytałem o konieczności prawidłowej konfiguracji komputera.

70-72 12 2009 03     70-72 12 2009 02

Podstawowy problem polega na tym, że nasz domowy pecet odtwarza nie tylko pliki muzyczne, ale też dźwięki z innych źródeł, na przykład towarzyszące filmom na serwisie YouTube. Nie zapominajmy też o sygnałach dźwiękowych programów (na przykład komunikatorów i klientów poczty e-mail) oraz dźwiękach systemowych. Wszystkie one są normalnie łączone przez system Windows za pomocą Kernel Mixera i wówczas audiofilskie pliki zostają poddane dodatkowej obróbce, która degraduje jakość ich brzmienia. Aby tego uniknąć, Ayre proponuje rozdzielenie tych dźwięków. Muzyka ma być odtwarzana przez przetwornik QB-9, a wszystko inne – przez kartę dźwiękową w komputerze.
Prawdę powiedziawszy, średnio mi się to podoba, choć sama idea omijania Kernel Mixera wydaje się słuszna. Ale jeżeli chcemy obejrzeć film z sieci albo posłuchać internetowego radia, to czy powinniśmy się zaopatrzyć w plastikowe głośniczki, bo wszystko, co nie zapisane w bezstratnym formacie, jest już niewarte zachodu? Nie zgadzam się. To, że dźwięk w filmikach z YouTube’a przeważnie nie jest najlepszy, a i na pozostałych portalach dominują empetrójki, nie oznacza, że nie powinienem tych materiałów odtwarzać na swoim audiofilskim systemie. Na szczęście, w swoim komputerze mam już dwie karty dźwiękowe: zintegrowaną (z której nie korzystam) oraz ESI Juli@, dzięki której traktuję peceta jako pełnoprawne źródło w systemie hi-fi. Czytając o konfiguracji QB-9, pomyślałem: nie ma sprawy, będę odtwarzał wszystkie pozostałe dźwięki przez obecną kartę. Ale co dalej? Musiałbym podłączyć do niej drugiego Electrocompanieta i drugą parę kolumn.
Okazuje się jednak, że producent nie skazuje nas na tak ekstremalne rozwiązania, a cała filozofia jest prostsza, niż się z początku wydawało. Polega bowiem na wykorzystaniu pluginu ASIO, który wielu użytkownikom powinien być dobrze znany. Od kiedy Foobar 2000 zdobył dużą popularność jako odtwarzacz plików muzycznych, niemal wszyscy konfigurują go w ten sposób. Dzięki pluginowi ASIO można uzyskać najlepszy dźwięk, ponieważ omija Windows Mixer i wnosi niewielkie opóźnienie sygnału. Droga od aplikacji odtwarzającej do sterownika audio jest zatem tak krótka, jak to możliwe. Podobnie działa przeznaczony dla Visty lub Windows 7 plugin WASAPI. Co ciekawe, w szczegółowych opisach ustawień programów na stronie Ayre zabrakło Windows Media Playera, który wcześniej rekomendowano.
Przetwornik Ayre nie jest kartą dźwiękową i w systemie nie ma dedykowanego sterownika ASIO. Dlatego musimy skonfigurować uniwersalny, darmowy ASIO4ALL. W przypadku materiałów np. z YouTube czy radia internetowego nie możemy skorzystać z ASIO, przez co słabej jakości materiał staje się jeszcze gorszy po przejściu przez systemowy mikser. Na szczęście, nie skazuje nas to na używanie plastikowych głośniczków do odtwarzania wszystkich innych dźwięków z komputera. Przetwornik Ayre można traktować jak zewnętrzną kartę dźwiękową.
Niewielką obudowę w całości wykonano z aluminium. Front okupuje tylko niebieski wyświetlacz, zaś z tyłu znajdziemy gniazdo zasilające IEC, złącze USB, zbalansowane i niezbalansowane wyjścia analogowe oraz dwa gniazda AyreLink. Są też cztery maleńkie przełączniki, za pomocą których możemy na przykład wygasić wyświetlacz albo zmienić sposób przechodzenia QB-9 w tryb czuwania. Całość waży nieco ponad 2 kg. Wewnątrz znajdziemy dwie małe płytki z elektroniką, dosunięte do tylnej ścianki. Z przodu umieszczono transformator wielkości pudełka zapałek. Aż trudno uwierzyć, że zmieściło się tu tyle audiofilskich technologii. Producent chwali się na przykład zastosowaniem w zasilaczu filtra RFI o nazwie Ayre Conditioner, zgłoszonego już do urzędu patentowego. Cały układ ma być w pełni zbalansowany i pozbawiony sprzężenia zwrotnego. QB-9 wykonuje 16-krotne nadpróbkowanie, jest wyposażony w filtr MP (Minimal Phase) i obwód o nazwie Equilock, a także nowo zaprojektowane wyjście, wykonane w oparciu o elementy dyskretne.
Choć QB-9 należy do urządzeń wagi piórkowej, jakość wykonania i estetykę należy ocenić wysoko. Dzięki wielu krzywiznom i ścięciom Ayre nie wygląda jak zwykłe pudełeczko. Jeśli komuś przejadł się srebrny sprzęt, może wybrać wersję czarną. Aby zminimalizować wpływ wibracji, urządzenie ustawiono na trzech nóżkach podklejonych czymś w rodzaju twardej pianki.
Jednak ani urocza obudowa, ani wyposażenie w liczne gniazda nie tłumaczą wysokiej ceny tego przetwornika. 11000 zł to jednak bardzo dużo. Może DAC to nie końcówka mocy i nie musi zawierać wielkiego transformatora, ale opisywany niedawno Blacknote DSS miał w środku aż trzy trafa, lampy na wyjściu i elementy naprawdę wysokiej klasy. Przetworniki przeznaczone do współpracy z transportami CD za te pieniądze zazwyczaj wyglądają od środka znacznie lepiej.
Patrząc na wnętrze Ayre, trudno znaleźć uzasadnienie wygórowanej ceny. Jednak czasem płacimy głównie za know-how i efekt brzmieniowy, a nie błyszczącą obudowę i wielki transformator. Krótko mówiąc, wszystko zależy od tego, czy QB-9 naprawdę potrafi zagrać audiofilsko i bezkompromisowo.

70-72 12 2009 04

Wrażenia odsłuchowe
Cena rodzi spore oczekiwania co do brzmienia. Nie bawiłem się więc w odtwarzanie plików coraz wyższej jakości, tylko od razu sięgnąłem po najlepsze. Słuchając plików wysokiej rozdzielczości, nie miałem wątpliwości, że QB-9 to audiofilskie źródło. Wprawdzie nie dysponuję tymi samymi nagraniami na CD, ale przez dwa tygodnie porównywałem wszystkie odtwarzacze w swoim systemie – przełączałem Ayre między komputerem stacjonarnym a laptopem, odtwarzałem najrozmaitszą muzykę i wniosek z tych doświadczeń jest prosty: na wysokiej jakości plikach QB-9 prezentuje jakość brzmienia porównywalną z odtwarzaczem Primare CD31. Oczywiście w porównaniach różnych źródeł dźwięku kluczowego znaczenia nabiera jakość odtwarzanego materiału, ale po tylu eksperymentach mogę stwierdzić, że DAC Ayre potrafi zagrać świetnie.
W jego brzmieniu trudno wskazać cechy charakterystyczne. Nie ma lampowego ciepła, nie jest chłodny i bezduszny, nie podbija basu. Gra równo, rzetelnie i prawdziwie. Nawet po długim odsłuchu niczym szczególnym nie zwraca uwagi, ale jednocześnie mamy świadomość, że ogólna jakość prezentacji stoi na wysokim poziomie.
Z punktu widzenia recenzenta to sytuacja trochę nieciekawa. Wolałbym opisywać ciepłą średnicę lub jakieś specyficzne właściwości w dziedzinie kreowania przestrzeni, ale QB-9 także i tutaj pozostaje rzetelny i obiektywny. Aby się przekonać, jak obszerną i precyzyjną scenę potrafi zbudować, trzeba sięgnąć po audiofilskie nagrania. Przy odtwarzaniu słabego materiału stereofonia przybiera kształt zbitej papki między kolumnami. To oczywiście truizm, ale znam wiele odtwarzaczy, które nie prowokują do tak ostrej selekcji nagrań. Jeśli źródło ociepla dźwięk albo tworzy przestrzeń nie zawsze zgodną z zamysłem i umiejętnościami realizatorów, różnice odbieramy jako mniejsze. QB-9 tylko dostarcza informacji, a nam pozwala ocenić jakość odtwarzanych plików. Możliwe też, że w wychwytywaniu różnic pomagają szybkie zmiany repertuaru. Przeskakujemy na lepsze nagranie i już słychać, jak przestrzeń się otwiera, wysokie tony klarują, a bas zyskuje kontrolę i wypełnienie. Zmiana płyty CD zawsze zajmuje kilkanaście, kilkadziesiąt sekund. Na pewno wrażenia odsłuchowe nie wymazują się wtedy z pamięci, ale różnice chyba nie są tak dosadne, jak przy natychmiastowym przeskakiwaniu z jednego nagrania na drugie.
Porównanie amerykańskiego DAC-a z komputerem wyposażonym w kartę ESI Juli@ przeprowadziłem, wykorzystując pliki FLAC 16/44,1. Różnice okazały się niewielkie. Trudno było jednoznacznie wskazać zwycięzcę tego pojedynku. Bas z komputera był zmiękczony, ale za to góra brzmiała jakoś szlachetniej i spokojniej niż z QB-9. Przetwornik zagrał bardziej zdecydowanie, ale czasami zbyt twardo. Nie były to jednak duże różnice. Dla tych, którzy nie mają w planach słuchania plików wysokiej rozdzielczości, wewnętrzna karta może być mądrym wyborem. Kosztuje przecież 700 zł, co w porównaniu z ceną QB-9 nie wydaje się wygórowaną kwotą. Ale czy rezygnować z plików wysokiej rozdzielczości, które już można ściągać z sieci? A może jeszcze poczekać na rozwój wydarzeń i testować kolejne urządzenia tego typu? Ja jeszcze się wstrzymam, ale coś mi mówi, że niedługo zrobię całkowitą przesiadkę na pliki.

Reklama

Konkluzja
Ayre QB-9 to źródło godne uwagi. Można z niego wydobyć dźwięk, którego nie powstydziłby się wysokiej klasy odtwarzacz CD. Najlepsze, że zapewne nie jest to absolutny szczyt i ostatnie słowo w tej kategorii urządzeń. Już się zastanawiam, która z high-endowych legend wprowadzi podobne źródło jako pierwsza. Krell, McIntosh, Naim? A może zacznie się od gigantów takich, jak Denon, Yamaha i H/K? Czas pokaże. Ważne, że dzięki nim nie trzeba już będzie siedzieć w audiofilskim bastionie i wykrzykiwać: „będę słuchał tylko CD i winyli, niczego innego nie dotknę nawet kijem, a wszystkie pliki to szatański wynalazek”. No, chyba, że ktoś naprawdę chce spędzić resztę życia w okopie.

70-72 12 2009 T

Autor: Tomasz Karasiński
Źródło: HFiM 12/2009

Pobierz ten artykuł jako PDF