Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Władca elektronów Trilogy Audio Systems & ISOL-8

hfm11 2001Często zastanawialiście się zapewne, gdzie sięgają korzenie współczesnego audiofilizmu. Otóż jego praźródła biją w British Broadcasting Corporation.


Na początku lat 70. ubiegłego wieku BBC udzieliło kilku producentom zespołów głośnikowych (Spendor, KEF, Harbeth, Rogers) licencji na produkcję monitora, opartego na studyjnym modelu bliskiego pola – LS 3/5A Dudleya Harwooda. Na jego bazie powstało kilkanaście konstrukcji, m.in. wzbogaconych o sekcję niskotonową. Ich wspólnymi założeniami były klasyczne proporcje, liniowa charakterystyka przenoszenia oraz dźwięk wolny od podbarwień, maksymalnie zbliżony do oryginału.
 

 


Ustalono w ten sposób poziom odniesienia, do którego dążyli pozostali producenci kolumn i elektroniki. Zbiegło się to z eksplozją muzyki rockowej, dzięki której gwałtownie wzrosło zapotrzebowanie na sprzęt grający. Aby sprostać wymogom rynku, producenci sprzętu hi-fi musieli wyceniać go w granicach zdrowego rozsądku, a ewentualne oszczędności dotyczyły tylko wykończenia. Stąd też wzięło się audiofilskie credo: „Nieważne, jak wygląda; ważne, jak gra”.
Po kilkudziesięciu latach od ukształtowania się zjawiska brytyjskiego hi-fi wciąż powstają firmy, których korzenie wywodzą się z samego matecznika BBC. Dwie z nich – Trilogy Audio Systems oraz ISOL-8 – debiutują właśnie w Polsce. Są dziełem Nica Poulsona. Choć jego nazwisko czytelnikom „Hi-Fi i Muzyki” mówi niewiele, zdążył już sporo namieszać w branży audio.

hfm11 2002



Prolog
Nic Poulson zaczął karierę zawodową dużo wcześniej niż większość jego rówieśników. Zamiast ganiać za piłką po błoniach stadionu Wembley, w wieku 17 lat zatrudnił się jako praktykant w studiach nagraniowych BBC.
Ogromne wrażenie zrobiły na nim wysokie standardy etyczne i zawodowe obowiązujące w firmie, które z czasem stały się jej wizytówką. Praca w BBC była na tyle elastyczna, że umożliwiła Poulsonowi ukończenie studiów z zakresu inżynierii telekomunikacyjnej. W międzyczasie, po przejściu niezbyt długiej ścieżki kariery, wylądował na stanowisku inżyniera dźwięku.
Poza konkretną wiedzy z zakresu kształtowania dźwięku, praca w BBC przyniosła Nicowi przekonanie, że jedynym sposobem na osiągnięcie sukcesu w dowolnej dziedzinie jest stałe dążenie do perfekcji i brak kompromisów.
Może niezbyt to odkrywcze, ale pomyślcie, ile osób wybiera drogę na skróty... 

 

hfm11 2002


Tom pierwszy
W blasku lamp
Na początku lat 90. Nic Poulson rozstał się z Brytyjską Korporacją Nadawczą i, jak to się mówi: poszedł na swoje. W 1992 roku założył niewielką manufakturę Trilogy Audio Systems. Jej podstawową działalnością miała być produkcja wzmacniaczy lampowych.
Już w pierwszym roku Trilogy pokazało światu trzy urządzenia: przedwzmacniacz 901, 50-watową integrę 948 oraz 100-watowe monobloki 958. Wszystkie odznaczały się klasycznym wzornictwem, wyśmienitymi walorami brzmieniowymi oraz przystępną ceną, czyli idealnie wpisywały się w definicję brytyjskiego hi-fi.

hfm11 2002


Nieznany producent nie miał łatwego życia na rynku pełnym najlepszych urządzeń z Europy, USA i Japonii, ale niezrażony tym Nic wysłał swoje piecyki do kilku czasopism branżowych. Recenzenci byli mile zaskoczeni jakością wykonania i brzmieniem Trilogy, a Ken Kessler z „Hi-Fi News” napisał wręcz: „Jestem przekonany, że Trilogy Audio Systems może zaoferować najbardziej uczciwe urządzenia hi-fi, jakie ten kraj kiedykolwiek wyprodukował”. Kessler pozostał zresztą najwierniejszym fanem urządzeń Poulsona wśród recenzentów, a referencyjne monobloki RC211 z 2001 roku określił mianem najlepszego wzmacniacza, jakiego kiedykolwiek używał. Nawet jeśli wziąć poprawkę na lokalny patriotyzm, to i tak 200-watowe RC211 wyróżniały się na lokalnym rynku high-end.
I był to, niestety, łabędzi śpiew Trilogy. Rozwój kina domowego spowodował, że klienci zaczęli się odwracać od klasycznego stereo, a sam twórca firmy postanowił poszukać nowych wyzwań.

hfm11 2002


Konstruując kolejne modele, Poulson zauważył, jak istotne znaczenie dla brzmienia ma zasilanie. Pomimo stosowania wysokiej klasy transformatorów i rozbudowanych układów filtrujących, podłączenie wzmacniaczy do ściany czymś lepszym od komputerowego kabelka dawało natychmiastowy efekt w postaci poprawy praktycznie każdego aspektu odtwarzanej muzyki. I właśnie ta idea zawładnęła nim na tyle, że zawiesił projekt Trilogy Audio i skupił się na zasilaniu.

Tom drugi
Tańczący z prądami
Próba skonfrontowania spostrzeżeń z innymi konstruktorami niewiele dała, bowiem poważni i zasłużeni producenci sprzętu hi-fi problem zasilania bagatelizowali. O wielkich koncernach elektronicznych szkoda w ogóle mówić – o ich podejściu najlepiej świadczyły liche kabelki godne lampki nocnej, montowane na stałe nawet w drogich urządzeniach. Na placu boju pozostali pasjonaci pokroju Naima, posiadający w katalogu zasilacze przeznaczone do konkretnych urządzeń, ale wyspecjalizowanego producenta uniwersalnych zasilaczy i kondycjonerów z prawdziwego zdarzenia trzeba było szukać ze świecą. I w tym właśnie Nic dostrzegł swoją szansę.

hfm11 2002


W 2001 roku założył firmę IsoTek Systems, zajmującą się wyłącznie problematyką zasilania. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że to właśnie jemu zawdzięczamy audiofilskie spory dotyczące przewodów sieciowych, kondycjonerów, filtrów i listew. W ciągu niespełna trzech lat IsoTek rozrósł się do rozmiarów pokaźnego przedsiębiorstwa i z czasem kwestie biznesowe wzięły górę nad merytorycznymi.
W 2003 roku Poulson rozstał się z IsoTekiem i założył kolejną firmę, ISOL-8 (jej nazwę czyta się, jak angielskie słowo „isolate”). Pod nowym szyldem postanowił realizować swoje koncepcje wielostopniowych sekcji filtrujących, które eliminują problem szumów przenoszonych pomiędzy urządzeniami grającymi. Do współpracy zaprosił starego znajomego z BBC, Simona Darta, który również pracował tam jako inżynier dźwięku. W międzyczasie Dart brał udział w projektowaniu urządzeń do obróbki sygnału satelitarnego, wykorzystywanych w telekomunikacji.
Warto tutaj wspomnieć, że zarówno Nic, jak i Simon są audiofilami. Połączenie wykształcenia technicznego z wrażliwością muzyczną daje zestaw cech pozwalający tworzyć autentycznie wartościowe produkty, a nie erzace działające na granicy percepcji. Myślą przewodnią firmy jest dostarczanie urządzeń zasilających dostosowanych do określonych potrzeb. Tak jak nie ma jednego, wzorcowego systemu hi-fi, tak nie ma uniwersalnego modułu, który nadawałby się do zasilania każdego zestawu grającego.

hfm11 2002


Zakładając IsoTeka, Nic Poulson zaczął prawdziwą orkę na ugorze, ale rozpoczynając przygodę z ISOL-8, wcale nie znalazł się w lepszym położeniu. W przeszłości pojawiało się wiele dziwnych i kosztownych konstrukcji, których działanie nijak się miało do optymistycznych zapowiedzi producentów. W rezultacie, po opadnięciu pierwszej fali zainteresowania kondycjonerami, można było obserwować zniechęcenie tym tematem, a nawet wrogość, wyrażaną na hobbystycznych forach. Mało tego, wielu producentów i wystawców sprzętu hi-fi ostentacyjnie traktowało temat filtrowania prądu jak hochsztaplerkę, której celem było wyłudzenie pieniędzy od naiwnych klientów. Dlatego przed ISOL-8 stanęło trudne zadanie zerwania z negatywnym postrzeganiem kondycjonerów oraz przywrócenia wiary w znaczenie zasilania.
Pierwszym krokiem były niedrogie, a na tle konkurencji wręcz śmiesznie tanie urządzenia, których działanie przynosiło natychmiastową poprawę dźwięku. Konstruując je, panowie Dart i Poulson nie skupiali się na efektownych obudowach, lecz na ich zawartości. Z czasem przekonali audiofilów do swoich pomysłów, oferując szeroką paletę filtrów dostosowanych do różnych potrzeb.
Wszystkie urządzenia ISOL-8 są produkowane w Anglii, a wpływ Chińczyków na proces produkcyjny bywa widoczny wyłącznie w porze lunchu. Mimo to ceny są na bardziej niż przyzwoitym poziomie, co podważa mit o kluczowym znaczeniu kosztów pracy dla ceny detalicznej.
Do najważniejszych problemów, z jakimi musi się zmagać użytkownik sprzętu grającego, Nic Poulson zalicza zakłócenia wynikające z emisji fal radiowych, wszelkiej maści przepięcia i zaburzenia podstawowych parametrów prądu oraz wpływ innych urządzeń elektrycznych, w tym pozostałych komponentów hi-fi. Wszystko to odbija się na funkcjonowaniu zestawu, a sygnał muzyczny ulega degradacji. Zastosowanie urządzeń filtrujących ma na celu nie tylko ekranowanie systemu przed czynnikami zewnętrznymi, ale także izolowanie od siebie jego elementów. W tym drugim przypadku chodzi o maksymalną redukcję szumów, wynikających z pracy w lokalnej pętli prądowej czy choćby ze zbyt bliskiego ułożenia kabli.

hfm11 2002


Opisywanie wszystkich zawiłości technicznych urządzeń ISOL-8 wykracza poza ramy tego artykułu. Najważniejszą, unikalną technologią, stosowaną w firmowych produktach, jest technika filtrowania transmodalnego, która blokuje szumy trybu zwykłego i różnicowego, bez konieczności bocznikowania ich do uziemienia.
Aktualna oferta ISOL-8 dzieli się na trzy linie: High Performance, Audiophile oraz Custom Install. Zdroworozsądkowe podejście konstruktorów firmy głosi, że na zasilanie nie powinno się wydawać więcej niż 10 % wartości systemu grającego.
W pierwszej serii High Performance, adresowanej do mniej zamożnych miłośników dobrego brzmienia oraz największych sceptyków, mamy do dyspozycji kilka wariantów listwy PowerLine, wyposażonej w zamykane gniazda Neutrika, z okablowaniem wewnętrznym ze srebrzonej miedzi. Nieco większy od niej jest 6-gniazdowy zespół filtrów MiniSub, a uzupełnieniem linii – niewielki filtr VMC1080, przeznaczony do telewizorów plazmowych i LCD. Jego kompaktowe rozmiary umożliwiają montaż z tyłu ekranu. We wszystkich liniach dostępnych jest kilka ekranowanych kabli zasilających IsoLink, wykonanych z miedzi beztlenowej.

hfm11 2002


Wspominałem o przystępnych cenach ISOL-8, ale to, co proponuje Nic Poulson, jest zwykłym rozbojem na prostej audiofilskiej drodze. W tym tonie przynajmniej wypowiadają się jego konkurenci. By stać się szczęśliwym posiadaczem kabla zasilającego IsoLink, wystarczy wydać 550 zł, a w maksymalnie wypasionej wersji... 900 zł. Wszystkie modele mają 1,5 metra długości, a na ich cenę wpływają głównie zastosowane wtyczki. Przypominam, że cała produkcja odbywa się w Wielkiej Brytanii.
Kupno listwy PowerLine wiąże się z wydatkiem niespełna 2000 złotych i suma ta może przekroczyć 10 % wartości budżetowych systemów hi-fi, ale niżej po prostu nie dało się jej wycenić. Jej zastosowanie powinno faktycznie pozytywnie wpłynąć na brzmienie systemu, a nie tylko zaspokoić audiofilską próżność użytkownika.

hfm11 2002


Na urządzenia z serii Audiophile trzeba wysupłać więcej grosza, ale i tak są dużo tańsze od analogicznych rozwiązań innych producentów. Podstawowym zespołem filtrującym w tej serii jest 6-gniazdowa SubStation Integra. Łączy ona moduły LC i HC, o których poniżej.
Wyspecjalizowane wersje SubStation – czyli LC, HC oraz Axis – były konstruowane z myślą o konkretnych typach urządzeń. Pierwsze z nich, 4-gniazdowe LC, przeznaczono do zasilania źródeł. Każde wyjście ma własny wielostopniowy filtr Transmodal, separujący od siebie podłączone komponenty. Z kolei 2-gniazdowe HC zbudowano z myślą o zasilaniu wzmacniaczy o wysokim chwilowym zapotrzebowaniu na prąd. Każde wyjście może dostarczyć 16 A. Filtracja odbywa się w module Transmodal. SubStation Axis łączy w sobie zalety obu zespołów filtrujących, w tym zdolność dostarczania natężenia 16 amperów na każdym z czterech gniazd, co czyni z niej uniwersalny dodatek do systemów wysokiej klasy.
Okrętem flagowym ISOL-8 jest dwukanałowy PowerStation. Właściwie są to dwa najlepsze, niezależne układy filtrujące, zamknięte we wspólnej obudowie. Indywidualnie regulowana częstotliwość wyjściowa każdego kanału pozwala zoptymalizować zasilanie najbardziej czułych dzielonych źródeł dźwięku. Ze względu na niewielką moc wyjściową – zaledwie 100 W na kanał – PowerStation nie nadaje się do zasilania prądożernych końcówek mocy, ale pomimo znacznej już ceny Ken Kessler określił ją mianem „wartej każdego pensa”. Linię Audiophile uzupełnia referencyjny przewód zasilający, wykonany z miedzi o czystości 7N ze śladową domieszką srebra.

hfm11 2002


W trzeciej linii, Custom Install, znajdziemy urządzenia przeznaczone do zasilania rozbudowanych instalacji oraz wieloelementowych systemów hi-fi i kina domowego. Poza kilkoma zespołami filtrów, jest tu np. 8-kanałowy moduł sterujący zasilaniem całego systemu, w tym ustalający kolejność włączania poszczególnych urządzeń bez groźby przepięcia czy niekontrolowanego przeciążenia sieci energetycznej. 19-calowe obudowy typu rack pozwalają na montaż urządzeń w typowych studyjnych stelażach.


Tom trzeci
Powrót zduna
W 2008 roku gruchnęła wieść o powrocie wzmacniaczy Trilogy. Choć z początku traktowano ją na równi z rewelacjami drukowanymi w „The Sun”, to czas pokazał, że Nic Poulson faktycznie wrócił do zabawy z lutownicą. Może nie osobiście, ale za to w dobrym stylu. Własny kącik i stanowisko projektanta znalazł tam także Simon Dart.
Pierwszymi urządzeniami odrodzonego Trilogy były: lampowy preamp oraz dwa wzmacniacze mocy – lampowy i hybrydowy. Uderzającą cechą tych klocków jest nowoczesne wzornictwo, zrywające ze stereotypem sterczących szklanych baniek i odkrytych transformatorów. Pomimo zastosowania znanych od dziesięcioleci lamp, konstrukcje Poulsona są na wskroś nowoczesne, wyposażone w wyświetlacze i mikroprocesorowe układy sterujące, dopasowane do kontrolerów zasilania ISOL-8 z serii Custom.

hfm11 2002


Jednym z pierwszych recenzentów, którzy opisywali nowe piece Trilogy, był oczywiście Ken Kessler, a jego entuzjastyczna recenzja zapoczątkowała triumfalny marsz wzmacniaczy Poulsona przez redakcje magazynów branżowych.
Kolejnym urządzeniem, skonstruowanym przez duet Dart/Poulson w 2010 roku, był preamp gramofonowy. Rok później światło dzienne ujrzał, pracujący w czystej klasie A i sterowany pilotem, wzmacniacz słuchawkowy.
Aktualna oferta Trilogy może nie imponuje rozmachem, ale Nic Poulson traktuje budowę wzmacniaczy w kategoriach hobby. Głównym źródłem dochodu pozostaje ISOL-8, natomiast konstruowanie urządzeń grających sprawia mu czystą przyjemność. Bez konieczności walki z czasem może dłużej skupić się na danym problemie, poszukać opcjonalnych rozwiązań czy nawet odłożyć projekt na kilka miesięcy. Poulson świadomie nie uczestniczy w wyścigu szczurów, narzuconym przez koncerny elektroniczne, a nad rosnące słupki sprzedaży przedkłada komfort psychiczny swój, załogi oraz zadowolonych użytkowników wzmacniaczy.
Obecny katalog Trilogy Audio otwierają dwa przedwzmacniacze lampowe, kompaktowy 908 oraz referencyjny 909. Uzupełniają je trzy wzmacniacze mocy. Hybrydowe monobloki 992, pomimo niewielkich rozmiarów, oferują 100 W mocy ciągłej. Znacznie większa od nich jest stereofoniczna hybryda 990, o budowie symetrycznej.

hfm11 2002


Trzeci wzmacniacz Trilogy – lampową końcówkę mocy 968 – przystosowano do pracy z lampami EL43 lub KT88. Pierwsze z nich oferują słodkie, wyrafinowane brzmienie, drugie zaś – wyższą moc i energię. Decyzję można podjąć w miejscu zakupu, po przesłuchaniu obu konfiguracji. W dodatku, dzięki przełącznikowi na przedniej ściance, w każdej chwili można wybrać tryb pracy: triodowy albo pentodowy. Poza tym diody sygnalizują poprawne ustawienie biasu oraz ewentualne uszkodzenie którejś z lamp.
Jedyny zintegrowany wzmacniacz w katalogu Trilogy Audio Systems nosi symbol 925. Choć pod względem gabarytów daleko mu do legend amerykańskiego hi-endu, to brzmieniem i rozwiązaniami technicznymi śmiało nawiązuje walkę z najlepszymi piecami po obu stronach Atlantyku. W pełni zbalansowana konstrukcja bazuje na lampach 6N6P, pochodzących z rosyjskich zapasów wojskowych. Dla Anglików to może i jest egzotyka, ale gdyby poszperać w magazynach na naszych lotniskach...

hfm11 2002


Z przodu umieszczono okazały wyświetlacz, którego jasność jest automatycznie dopasowywana do poziomu oświetlenia pokoju. Wbudowany zegar pozwala zaprogramować wzmacniacz tak, by sam włączył się w odpowiednim czasie i nagrzał, a gdy właściciel wróci z pracy, był w pełni przygotowany do odtwarzania muzyki. W obawie przed niepowołanymi rękami integra 925 może być zabezpieczona indywidualnym kodem PIN. Do obsługi przyda się firmowy pilot, wykonany z jednego bloczka aluminium i wyważony pod kątem wygody użytkowania.
Wszystkie przedwzmacniacze oraz wzmacniacze Trilogy Audio mają złącza i moduły sterujące, które umożliwiają podłączenie ich do kontrolera zasilania ISOL-8. Obudowy w całości wykonuje się z aluminium, a ciekawostkę stanowi możliwość wyboru jednego z pięciu kolorów wykończenia.
Pozostałe urządzenia Trilogy to wspomniany moduł phono 907 MM/MC, wraz z dedykowanym zasilaczem, oraz wzmacniacz słuchawkowy 933. Choć zamykają stawkę, w żadnym razie nie zostały potraktowane po macoszemu.

hfm11 2002


Epilog
Najbardziej drażliwym tematem w świecie hi-fi jest kwestia kabli. O ile w przypadku łączówek i głośnikowych nawet sceptycy z czasem uznali ich wpływ na brzmienie, to kable zasilające mają najtrudniejsze życie.
Pierwszym argumentem, przemawiającym na ich niekorzyść, jest to, że nie mają fizycznego kontaktu ze ścieżką sygnałową. Poza tym podłączenie drogiego kabla zasilającego do typowej domowej instalacji elektrycznej można porównać do picia napoju winopodobnego z kryształowego pucharu – „bukietu” nie poprawi, za to przez chwilę można się poczuć paniskiem.
Dlatego stosowanie samych przewodów, podłączonych bezpośrednio do gniazdka w ścianie, faktycznie może się mijać z celem, natomiast dołożenie do nich kondycjonera, filtru sieciowego albo innego urządzenia porządkującego prąd ma głęboki sens.
Dziś, w 2014 roku, wydaje się to oczywiste (choć dla niektórych użytkowników wciąż będą to gusła i zabobony), jednak 20 lat temu za podobne teorie można było trafić przed oblicze audiofilskiej inkwizycji. Dzięki determinacji ludzi takich jak Nic Poulson nasze ukochane cacka zyskały komfortowe warunki pracy, za co odwdzięczają się jeszcze lepszym brzmieniem.
Dziękujemy Nic.


Mariusz Zwolińskii
Źródło: HFM 11/2014

Pobierz ten artykuł jako PDF