Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Astell&Kern AK100 i AK120

22-24 11 2013 01

iRiver jest znany głównie z niedrogich odtwarzaczy empetrójek. Jednak niedawno powołał do życia markę Astell&Kern, której produkty mają stanowić konkurencję dla kosztownych sprzętów HiFiMana czy iBasso.

Modele AK100 i AK120 nie są od nich tańsze, ale w najwyższym segmencie dźwięku przenośnego liczy się jakość. Cena jest sprawą drugorzędną.

 

 

Budowa
Do niedawna entuzjaści dobrego brzmienia nie traktowali poważnie przenośnych odtwarzaczy plików. W sklepach jest ich cała masa, ale wśród setek modeli dosłownie kilka oferuje naprawdę dobrą jakość dźwięku. Niektórzy z Was zapewne pamiętają iAudio X5 lub też całą serię H100 iRivera. Jeszcze kilka lat temu nie miały sobie równych, ale daleko im do najlepszych urządzeń tego typu dostępnych dzisiaj.
Zaczęło się niewinnie, od niewielkiej, dość drogiej modyfikacji znanej jako iMod, spopularyzowanej przez firmę Red Wine Audio. Polegała ona na sprytnym skróceniu ścieżki sygnałowej od przetwornika c/a do wyjścia liniowego w iPodach starszej generacji. Tak przygotowane urządzenie wymagało przenośnego wzmacniacza. Zainteresowali się nim entuzjaści i voila, nawet mimo ceny idącej w setki dolarów zrobiło się o nim głośno.

iMody porównywano pod względem jakości dźwięku do znacznie droższych odtwarzaczy CD. Powstały dookoła nich szum najwyraźniej dał kilku firmom do myślenia. Niedługo później pojawiły się kolejne, prawdziwie audiofilskie odtwarzacze przenośne, a stojące za nimi marki: HiFiMan,

Colorfly, iBasso czy Monster Audio to tylko te najbardziej znane. Ich sprzęty mają wiele cech wspólnych. Obsługa gęstych formatów, wbudowane wyjście liniowe i współosiowe, podzespoły znane z biurkowych rozwiązań oraz często przesadzone gabaryty. Podobnie jest z AK120 i AK100 marki Astell&Kern, choć w przeciwieństwie do konkurentów mają bardziej ludzkie wymiary.

 

22-24 11 2013 02Jaka cena, takie etui. W AK120 naprawdę porządne.

Oba odtwarzacze są do siebie bardzo podobne. Obudowy wykonano z jednej bryły aluminium, anodowanego na czarno, przy czym boki są piaskowane, a front – szczotkowany. Użytkownik od razu zyskuje przeświadczenie, że obcuje z produktami ekskluzywnymi. To ważne, bo w świecie przenośnego audio dominuje plastik, a czasem zdarza się i tandeta; nawet w przypadku bezpośrednich konkurentów AK100 i AK120.

Tył jest gładki i błyszczący, ale pasuje do całości. Rozmieszczenie gniazd i guzików w obu modelach jest takie samo. Na górze zamontowano wyjście słuchawkowe 3,5 mm oraz wyjście liniowe, w które wkomponowano gniazdo optyczne, pełniące rolę zarówno wejścia, jak i wyjścia cyfrowego. Jest też włącznik.

Na spodzie umieszczono gniazdo dwóch kart pamięci mikroSD. Każde obsługuje nośniki do pojemności 32 GB w przypadku AK100 i 64 GB w AK120.
Urządzenia komunikują się z komputerem interfejsem mikrobus. Służy on do przegrywania plików i uzupełniania baterii. Czas pracy i ładowania AK120 to, odpowiednio, 14,5 i 6,5 godziny, a AK100 – 16 i 5 godzin. Odtwarzacze mogą także pełnić rolę biurkowych przetworników c/a, do których można podłączyć zewnętrzny wzmacniacz i cyfrowy transport plików. Czyni z nich to uniwersalne źródła i w dużym stopniu usprawiedliwia wysoką cenę.

Z lewej strony zamontowano trzy przyciski nawigacyjne, a po prawej – pokrętła regulacji głośności. To w AK100 jest nieco rozklekotane i nie budzi zaufania. Znacznie lepiej wypada pod tym względem AK120, ponieważ pokrętło jest w nim dodatkowo zabudowane aluminiowymi elementami, a przez to – bardziej stabilne. W obu modelach regulacja głośności jest precyzyjna i działa płynnie.
Wyświetlacze są takie same – dotykowe IPS o przekątnej 2,4 cala i rozdzielczości QVGA. Ta szału nie robi, ale nie jest też wielką wadą. Niemniej po przesiadce z nowego telefonu komórkowego można odczuć dyskomfort.

22-24 11 2013 03Różnica w wielkości nie oddaje różnicy w cenie.

Obsługa odtwarzaczy jest całkiem przyjemna, a polecenia wykonywane praktycznie natychmiast. Odrobinę gorzej wygląda współpraca z dotykowym panelem – czasem trzeba po kilka razy trafiać w pożądaną opcję, aby zadziałała. Widać też, że animacjom brak płynności, zwłaszcza w trakcie przewijania listy utworów. Owszem, można przywyknąć, ale pomiędzy sprzętami Astell &Kern a nawet starszymi smartfonami jest pod tym względem istotna różnica.

Dla równowagi na pochwałę zasługuje dobrze zorganizowane menu. Nawet niezaznajomiona osoba nie będzie miała problemu ze zlokalizowaniem pożądanej opcji. Tych nie ma wiele, ale jest wszystko, co potrzebne.

Urządzenia zauważalnie różnią się ceną, mimo że pod wieloma względami są to takie same konstrukcje. AK120 okazuje się jednak bardziej zaawansowany. Zamontowano w nim dwa przetworniki c/a Wolfson WM8740, po jednym na kanał. AK100 ma jeden. Droższy odtwarzacz cechuje się też niższą impedancją wyjściową (3 omy) – w AK100 wynosi ona 20 omów. Dodatkowo odczytuje pliki DSD (co może się zmienić wraz z aktualizacją oprogramowania tego drugiego), ma więcej wbudowanej pamięci (64 GB), a jego gniazda microSD są dwa razy pojemniejsze – przyjmą nośniki o łącznym rozmiarze 128 GB. AK100 obsłuży „tylko” połowę tego.


Konfiguracja

Oba odtwarzacze pracowały z dokanałowymi słuchawkami Heir Audio 8.A, otwartymi, planarnymi Audeze LCD-2 oraz zamkniętymi, przenośnymi Creative Aurvana Live. W teście wykorzystałem kilka albumów o jakości MQS, FLAC oraz stratne pliki mp3.

Wrażenia odsłuchowe
Ceny AK120 i AK100 sugerują, że to modele z najwyższej półki. Powinny brzmieć naprawdę dobrze, może nawet bezkonkurencyjnie w konfrontacji z resztą przenośnych odtwarzaczy. Tak jest w istocie. Oba urządzenia Astell&Kern już po niedługim odsłuchu zasługują, by uznać je za wybitne.
Po sprzęcie, w którym zamontowano przetwornik WM8740, można się często spodziewać dźwięku ocieplonego i przyjemnego w odbiorze. Odbywa się to jednak kosztem obniżonej detaliczności i dynamiki. Jednak AK nie powtarzają tych wad. Nie brakuje im muzykalności, choć nie ocieplają nadmiernie barwy. Brzmienie jest szczegółowe, niesie dużo realizmu i jest miłe dla ucha. Nie męczy ani wyeksponowanym basem, ani natarczywymi sopranami, a okazuje się ponadprzeciętnie przestrzenne. Zwłaszcza rozmach, z jakim jest budowana wirtualna przestrzeń, odróżnia AK120 i AK100 od tańszych odtwarzaczy.


 

22-24 11 2013 04Pokrętło regulacji głośności znacznie lepsze w AK120

AK120 i AK100 oferują też prawidłowy balans tonalny, a temperatura barw lokuje się gdzieś pomiędzy ociepleniem a sterylnym chłodem.
Natomiast różnica pomiędzy obu modelami Astell&Kern okazuje się niewielka. Dotyczy głównie średnicy pasma. AK120 prezentuje ją w pewnym dystansie do odbiorcy i gładziej, z większą kulturą. AK100 jest bardziej bezpośredni i ma mocniej podkreślone tony wysokie, co też może się podobać. Z kolei AK120 pokazuje nieco szerszą i bardziej plastyczną scenę dźwiękową. Instrumenty inaczej sklejają się w całość. Pod względem stabilności i rozlokowania źródeł pozornych oba modele idą łeb w łeb.

 

22-24 11 2013 05Karta mikroSD z plikami MQS to miły dodatek.

 

Konkluzja
Entuzjaści dobrego dźwięku będą usatysfakcjonowani. Astell&Kern AK120 i AK100 brzmią świetnie i na razie są poza zasięgiem konkurencji. Różnica pomiędzy nimi okazuje się jednak niewielka i warto sobie odpowiedzieć na pytanie, czy obsługa plików DSD i większa pojemność są warte blisko dwa razy większych pieniędzy.

 

22-24 11 2013 T

Autor: Tomasz Karasiński
Źródło: HFM 11/2013

Pobierz ten artykuł jako PDF