Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Pro-Ject CD Box SE

21-41 02 2010 ProJectCDBoxSE 01Pro-Jecta znamy głównie z gramofonów. Niezwykle popularnych, ze względu na przystępną cenę i... skalę działalności firmy, której nawet sam Heinz Lichtenegger nie przewidział.

Dziś już nie pamiętamy, że dawna Czechosłowacja była takim samym potentatem w produkcji „adapterów”, jak Polska głośników. Po tamtych czasach pozostał potencjał, który Czesi wykorzystali.

Z niego wyrósł największy producent szlifierek do czarnych płyt na świecie. Niestety, w Polsce potęga Tonsilu została zmarnowana przez zarządzanie z politycznego nadania. Kto nie był w fabryce we Wrześni, nigdy nie zrozumie, jak wielkiej machinie pozwoliliśmy zardzewieć i rozsypać się w proch. Nasi południowi sąsiedzi okazali się mądrzejsi i działają nie tylko pod własną marką, ale są podwykonawcą legend świata hi-fi, które nie muszą przenosić produkcji do Chin, bo bliżej mają lepiej i niekoniecznie drożej.
Ale nie tylko gramofonami Pro-Ject stoi. Ostatnim pomysłem są miniaturowe urządzenia „box design”. Potrzebujecie zewnętrznego phono-stage’a? Czeska firma rozwiązuje Wasz problem już za 300 zł. Jednym z najnowszych produktów z linii „boxów” jest odtwarzacz CD.

Budowa
Oczywiście miniaturowy. Ma zaledwie 20 cm szerokości, ale wygląda solidnie. Głównie dzięki temu, że obudowę wykonano z metalu. Front to plaster aluminium z sześcioma przyciskami, obsługującymi niezbędne funkcje. Tradycyjna szuflada się na nim po prostu nie zmieściła, więc do dyspozycji mamy szczelinę (slot-loader), jak w odtwarzaczach samochodowych. Reszta obudowy to jednoczęściowy odlew. Bardzo ciężki, ważący więcej niż elektronika, transport i ścianki przednia i tylna. Na tej ostatniej znalazły się: para gniazd analogowych i koaksjalne wyjście cyfrowe.

21-41 02 2010 ProJectCDBoxSE 02     21-41 02 2010 ProJectCDBoxSE 06

Urządzenie powstało przy udziale wiedeńskiej firmy Stream Unlimited. Transport jest jej projektem i może współpracować z głowicami odczytującymi Sanyo lub Sony. Przetworniki PCM 1796 (24 bity/192 kHz) pochodzą od Burr-Browna. Połączono je z analogowym stopniem wyjściowym, zbudowanym z porządnych wzmacniaczy operacyjnych. Zasilacz nie zmieścił się w środku. Przypomina te od głośników komputerowych i został wyprodukowany w Chinach. Malkontenci powinni wiedzieć, że wyrzucenie transformatora na zewnątrz daje wymierne korzyści. Pole magnetyczne nie zakłóca pracy elektroniki.
Pilocik to zabawka zasilana z baterii zegarkowej. Także w rozmiarze mikro. Za to literki na wyświetlaczu – krowiasto wielkie i toporne jak w kalkulatorze z lat 80.

21-41 02 2010 ProJectCDBoxSE 04     21-41 02 2010 ProJectCDBoxSE 03

Wrażenia słuchowe
W dynamicznej muzyce rozrywkowej liliput Pro-Jecta zachowuje się jak większość „dorosłych” odtwarzaczy i na pewno nie odbiega od średniej z tego testu. Może nie jest to poziom Arcama czy Creeka, ale przerasta możliwości tańszego NAD-a. Dlatego muzyki słucha się przyjemnie i przy wysokich poziomach głośności można poczuć namiastkę koncertowej atmosfery. Pomimo dużej ilości góry dźwięk pozostaje spokojny i wyważony.
Nie obraziłbym się natomiast, gdyby bas miał ostrzej zarysowane kontury, a w niskiej średnicy panował większy porządek.
Głosy solistów zostały wyeksponowane, co współgrało z lekkim ociepleniem. Przez to dobrze się słuchało także solówek gitar elektrycznych, saksofonów i klawiszy. Sekcja rytmiczna pracowała solidnie, ale przydałoby się tutaj trochę szybsze tempo i bardziej odczuwalny drive.
W muzyce symfonicznej także nie należy oczekiwać spektakularnych efektów i tutti kruszących ściany, ale instrumenty brzmią całkiem naturalnie, a długie słuchanie nie męczy. Dół jest mocny i głęboki, choć trochę poluzowany. Podobne zastrzeżenia miałem do większości odtwarzaczy w tym teście. Jak się okazuje, oddanie głębokich i mocnych pomruków nie jest problemem. Znacznie większą trudność sprawia zapanowanie nad tym potencjałem.
Im bardziej w górę pasma, tym robi się lepiej. Ocieplona średnica nadaje smyczkom i obojom okrągłość. W pianissimo i rzadkich instrumentacjach można nawet przez chwilę pomyśleć, że na wyjściu pracuje lampa. Flety i skrzypce mają czytelną i aksamitną górę. Wprawdzie nie znajdziecie tutaj takiej nośności i lekkości jak u Creeka, ale za to nigdy nie można odtwarzaczowi czeskiej firmy odmówić muzykalności ani kultury. Przestrzeń jest zaskakująco obszerna. Pod tym względem Pro-Ject niewiele odstawał od faworytów z opisywanej grupy. Wszystko to pozwalało się zrelaksować przy symfoniach Mozarta i rosyjskich neoklasyków.
Zalety warte podkreślenia to plastyczność i muzykalność. To one sprawiły, że słuchanie muzyki fortepianowej było przyjemnością. W niej znowu największy nacisk położono na średnicę. Instrument miał przez to odrobinę powiększone rozmiary, a ciężar spoczywał na samym środku klawiatury. Jedyne, czego mi brakowało, to większa przejrzystość wysokich tonów. To dosyć niespodziewane, bo w bardziej wymagającej symfonice nie miałem do nich zastrzeżeń. Bardziej jednak dotyczyło to przełomu centrum pasma i góry, bo najwyższe skraje zawierały wystarczającą ilość alikwotów. Zapewne dlatego udało się sugestywnie przekazać akustykę studia S1.

Reklama

Konkluzja
Czeskie pudełeczko na tle pełnowymiarowych źródeł wypada zaskakująco dobrze. Gra naprawdę intrygująco i wciągająco. I wszystko by było w najlepszym porządku, gdyby nie wyświetlacz, którego nie zawaham się nazwać najpaskudniejszym, jaki widziałem od lat. Niestety, nie można go wyłączyć, a szkoda, bo przy zgaszonym świetle przeszkadza bardziej, niż dziecko grające na cymbałkach i bębenku naraz.

21-41 02 2010 ProJectCDBoxSE T

Autor: Maciej Stryjecki
Źródło: HFiM 02/2010

Pobierz ten artykuł jako PDF