Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

NAD C 545 BEE

21-41 02 2010 NADC545BEE 01Seria Classic bazuje na sprawdzonych rozwiązaniach NAD-a: proste wzornictwo, uczciwa cena i solidna elektronika.

Można powiedzieć, że w ten sposób firma zdobywała klientów od zawsze. Na samym początku dorzucała niespotykanie atrakcyjne ceny. To właśnie nimi zachwycała się fachowa prasa, a audiofile biegli do sklepów. Za 80 funciaków trudno było bowiem znaleźć cokolwiek porównywalnego.


Dzisiaj sytuacja trochę się zmieniła. Wprawdzie jeżeli odniesiemy to, co się znalazło w środku szarego pudełka do sumy w tabelce, trudno będzie znaleźć powód do narzekania, ale konkurencja również potrafi się dostosować do realiów. Na przykład Cambridge Audio – jest niewiele droższy, ale jakość wykonania obudowy z nawiązką uzasadnia tę różnicę. Dzisiaj ceny NAD-ów można nadal określić jako atrakcyjne, ale już nie tak sensacyjne, jak dawniej. I w sumie trudno się dziwić. Firma zdobyła renomę i przyszła pora, by z tego korzystać.

Budowa
C 545 to nowość w ofercie firmy. Z zewnątrz do złudzenia przypomina wcześniejsze modele. Na płycie czołowej widzimy takie same zaokrąglenia w wyświetlaczu i wąskiej szufladzie. Oprócz tego – osiem przycisków, sterujących nie tylko podstawowymi funkcjami, ale także rzadziej używanymi, jak losowe odtwarzanie czy wygaszanie wyświetlacza. Mimo to obsługa jest prosta. Do jednego muszę się jednak przyczepić – front wykonano z plastiku, a to już oszczędność, której niekoniecznie musimy się spodziewać w cenie przekraczającej 2000 zł.
Z tyłu mamy standardowy zestaw gniazd, rozszerzony o wyzwalacz i systemowe zdalne sterowanie. Sieciówka, niestety, znów przypomina najbardziej budżetowe rozwiązania. Ale i tak wypada się cieszyć, że jest gniazdo, a nie zwisający smętnie kabelek.

21-41 02 2010 NADC545BEE 02     21-41 02 2010 NADC545BEE 03

Po zdjęciu pokrywy widać, że dla konstruktorów ważniejsza była elektronika. Odtwarzacz ma solidne zasilanie w postaci transformatora toroidalnego 60 W, zlokalizowanego tuż za gniazdem. Układy zmontowano w technice SMD i mieszczą się one na trzech płytkach. Transport pochodzi od Asatecha. Na wyjściu zastosowano układy OPA2134. Przetwornik cyfrowo-analogowy jest układem 24-bitowym z częstotliwością próbkowania 192 kHz. To obecnie standard.
Pilot jest raczej skomplikowany i przypomina te do obsługi odtwarzaczy DVD. Jest na nim mnóstwo przycisków, z których raczej nie będziemy korzystać.

21-41 02 2010 NADC545BEE 05     21-41 02 2010 NADC545BEE 04

Wrażenia odsłuchowe
W nagraniach Stinga tańszy NAD zaprezentował się plastycznie i relaksująco. Muzyka brzmiała miękko i ciepło. Uwagę zwracał bas, wypchnięty na pierwszy plan. Dodawało to brzmieniu potęgi i masy, ale po jakimś czasie można było odczuć lekkie zaburzenie równowagi rejestrów. W pierwszej chwili dźwięk wydaje się efektowny, ale każda ekspozycja sprawia, że resztę odbieramy jako wycofaną i lżejszą. Nic w przyrodzie nie ginie, a równowaga w paśmie przypomina naczynia połączone. Osoby przyzwyczajone do liniowych źródeł zawsze będą czuły, że powrót do wyrównanego poziomu luster wody jest rzeczą naturalną i ucho poszukuje go podświadomie. Bas NAD-a specjalnie mnie nie zachwycił. Czuć w nim było rozleniwienie i nie dość dobrą kontrolę. W muzyce symfonicznej linia kontrabasów została lekko rozmyta, a uderzenia w membrany kotłów i bębna wielkiego ciągnęły się zbyt długo.
Dominacja dołu nie pomagała także w osiągnięciu krystalicznej przejrzystości. C 545 nie zamulał faktury współbrzmień, ale na pewno znajdą się niewiele droższe odtwarzacze, które bardziej dosłownie przekażą szczegóły nie tylko na górze, ale i w średnicy pasma. Smyczki zostały lekko cofnięte, trójkąt i kastaniety – złagodzone i trochę brakowało otwarcia na górze; alikwotów nadających brzmieniu fletów i obojów blasku i powietrza.
Za to w kwestii muzykalności trudno szaremu klockowi cokolwiek zarzucić. Zawsze grał tak, by nie kaleczyć uszu i zachowywał stoicki spokój. Dla niektórych ten dźwięk może być mało wciągający, ale warto zauważyć całkiem dobrą dynamikę. Może w skali mikro nie jest to mistrzostwo świata, ale za to ze stworzeniem ściany dźwięku NAD nie ma problemów. Zwłaszcza jeżeli oparto ją na fundamentach sklejonych z potężnego, choć kluchowatego basu.
Fortepian Pawlika także został osadzony w niskich rejestrach. Nabierał przez to jeszcze większego ciężaru i okrągłości. Trochę jednak brakowało lekkości góry i informacji o akustyce sali. Te są przenoszone głównie przez wysokie tony i jeżeli będzie ich mniej niż w rzeczywistości, odbierzemy to często jako ograniczenie rozmiarów sceny. Nie jest ono na tyle wyraźne, abyśmy nie mogli docenić zalet, płynących z takiej prezentacji, a więc: miękkości, spokoju i nieinwazyjnej góry. Czuć jednak, że dźwięk fortepianu został przyciemniony.
W dynamicznym rocku NAD podkreślał znowu potęgę podstawy harmonicznej, wydatnie powiększając wolumen brzmienia. Na wielu osobach zrobi to dobre wrażenie i wszystko byłoby w najlepszym porządku, gdyby nie brak tempa i pazura. W starciu ze skomplikowanym i wymagającym materiałem, takim jak choćby „Fury” Prince’a, C 545 jest równie bezsilny, jak Nejman wobec Pudziana.

Reklama

Konkluzja
Odtwarzacz dla osób ceniących w muzyce spokój i ciepło, ale niekoniecznie zwracających uwagę na przejrzystość i drive. Na szczęście liczne niedostatki tłumaczy niewygórowana cena.

21-41 02 2010 NADC545BEE T

Autor: Maciej Stryjecki
Źródło: HFiM 02/2010

Pobierz ten artykuł jako PDF