Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Gradient Revolution Active

36-43 03 2012 01Gradient to fińska manufaktura zajmująca się produkcją kolumn. W małym rodzinnym zakładzie w miasteczku Porvoo na południu kraju powstają zestawy inne niż wszystkie.

W roku 1984 na rynku pojawiły się pierwsze kolumny o symbolu 1.0. Wyglądały jak zlepek elementów z Ikei i sklepu elektronicznego. Ekstrawagancki projekt szybko znalazł nabywcę. Był nim jedyny w kraju uniwersytet muzyczny – Akademia Sibeliusa. W Finlandii Gradienty zyskały popularność, a większość zbudowanych wówczas kolumn jest używana do dziś. Dwa lata później Finowie podjęli współpracę z Quadem, projektując dipolowy moduł niskotonowy do paneli ESL-63.


Model Revolution zaprezentowano w 1993 roku. W ciągu niecałych 20 lat wprowadzano do niego tylko drobne modyfikacje. Opisywana wersja Mk IV jest jeszcze ciepła. Redakcja „HFiM” otrzymała ją jako jedna z pierwszych. Zastosowano tu inny rodzaj sklejki, zaokrąglono pionowe krawędzie obudów i dodano nowe wersje kolorystyczne.

Pomysł
Pierwsze wrażenie zaskakuje. Nie ma osoby, która przeszłaby obok Gradientów obojętnie. Zanim jednak ustawimy je w pokoju, trzeba się będzie napocić. Zamawiając Revolution Active, otrzymamy dwa kartony wielkości małej lodówki, dwa przypominające opakowania monitorów kineskopowych oraz jeden normalny. Rozpakowanie kolumn zajmuje dobre pół godziny. A to dopiero rozgrzewka.
Z największych pudełek wyjmujemy pierwszy element układanki – moduły basowe w formie obitych materiałem słupów o przekroju trójkąta ze ściętymi wierzchołkami. Ich górne i dolne ścianki wyglądają podobnie. Wykonano je z kilkunastu warstw sklejki, która z boku przypomina fornir zebrano, a od góry klon.
Zarówno na dole, jak i na górze znajdziemy okrągłe zagłębienia z gniazdami. W podstawie umieszczono dwie pary klasycznych terminali, natomiast na górnej ściance – pojedyncze gniazdo przypominające XLR, tyle że bez jednego pinu. W tych samych miejscach ulokowano też trzy nagwintowane tuleje. W podstawę wkręcamy nóżki z twardej gumy. Unoszą skrzynki na jakieś 2 cm nad podłogą.
Odległość pomiędzy kolumnami a podłożem ma jedynie znaczenie praktyczne. W podstawie brak wylotu tunelu rezonansowego. Gdzie się zatem znajduje? Nigdzie. Szczelina musi natomiast wystarczyć na poprowadzenie kabli. I to nie jednej, a dwóch par. Terminali nie można po prostu połączyć za pomocą zworek, ponieważ wersja Active została zaprojektowana do pracy z dwiema końcówkami mocy. Potrzebujemy dwóch par przewodów głośnikowych. Te, nie dosyć, że relatywnie cienkie, powinny być jeszcze elastyczne. Na niewielkiej przestrzeni muszą się wygiąć pod kątem 90 stopni, a przy okazji lekko skręcić. Inaczej albo trafią na jedną z nóżek, albo się złamią.
Zaleta trzypunktowego podparcia jest taka, że nie musimy ustawiać nóżek co do milimetra. W połączeniu z ich szerokim rozstawem gwarantuje to kolumnom stabilność. Jeśli odpuścimy sobie kable o średnicy nadgarstka, otrzymamy możliwość delikatnego odchylenia kolumn do tyłu.
W tym momencie postanowiłem nie zgrywać chojraka i zajrzeć do instrukcji obsługi. Ta ma postać grubego pliku kartek formatu A4. Spodziewałem się tam znaleźć serię standardowych ostrzeżeń (nie stawiać na balkonie, nie polewać wrzątkiem itd.) i szkice jak w meblach z Ikei. Nic z tych rzeczy. Proces instalacji Gradientów przypomina montaż gramofonu. Najlepiej robić to powoli, a przed rozpoczęciem upewnić się, że mamy pod ręką wszystkie niezbędne elementy. Za pierwszym razem musiałem odpuścić. Zabrakło mi sprzętu.
Revolution są produkowane w wersji aktywnej i pasywnej. W pierwszym przypadku klient otrzymuje kolumny, które poza nietypowym umiejscowieniem gniazd i niecodziennymi rozwiązaniami akustycznymi nie różnią się od innych. Mają wbudowaną zwrotnicę, która dzieli pasmo na trzy części, z dość stromym nachyleniem. W wersji aktywnej wewnętrzny filtr zredukowano, a jego rolę przejęła zwrotnica zewnętrzna. Urządzenie wyglądające jak kondycjoner sieciowy należy włączyć pomiędzy przedwzmacniacz a końcówki mocy. Liczby mnogiej użyłem celowo. Do instalacji wymagane są bowiem dwa wzmacniacze stereofoniczne mocy albo cztery monobloki. Podział obowiązków pomiędzy sekcją basową a nisko-średniotonową odbywa się za przedwzmacniaczem. Tam każda z końcówek otrzymuje sygnał przeznaczony dla konkretnego modułu. Aktywna zwrotnica pozwala także dostosować ilość i charakter basu do preferencji słuchacza i akustyki pokoju. Do wyboru są gniazda RCA i XLR.
Wprowadzenie podziału częstotliwości za przedwzmacniaczem umożliwia wybór różnych końcówek mocy dla każdej sekcji. Podobno dobre rezultaty daje zastosowanie lamp do tonów średnich i wysokich oraz tranzystorów do wooferów. Finowie nie wskazują jednego rozwiązania i zachęcają do eksperymentów.

36-43 03 2012 02     36-43 03 2012 03     36-43 03 2012 04

Podłączenie elektroniki nie oznacza, bynajmniej, końca przygotowań. Kiedy już wszystkie kable zostaną wpięte do gniazd, a moduły basowe uda się postawić w pionie, producent zaleca pierwszy odsłuch. Zgodnie z instrukcją powinniśmy sięgnąć po nagranie z wyrazistym basem i przestawiać kolumny w poszukiwaniu ustawienia, dla którego niskie tony będą wybrzmiewały najkrócej. Wówczas będzie można wyregulować ich ilość za pomocą pokrętła na tylnej ściance zwrotnicy. Finowie tłumaczą, że łatwiej będzie ustawić moduły basowe, kiedy nasze uszy nie będą zawracały sobie głowy tym, co się dzieje w innych zakresach. Dopiero po wykonaniu zadania możemy sięgnąć po moduły średnio-wysokotonowe.
Mają kształt ściętych ostrosłupów z wystającymi z dolnej ścianki przewodami. Ustawienie nie jest dowolne. Choć producent zapewnia, że rozchodzenie się dźwięku w przestrzeni różni się od innych kolumn, głośnik znajduje się tylko na jednej ze ścianek. Trzeba zadbać, aby był skierowany w stronę miejsca odsłuchu. Membranę można dostrzec przez czarny materiał.
Moduły średnio-wysokotonowe powinny się opierać na trzech wysokich kolcach, które wkręcamy w dolne skrzynki. Odległość pomiędzy nimi ma wynosić 1-2 mm. Ponieważ trójkątną czapę nakładamy już na wkręcone kolce, a później nie mamy do nich dostępu, jest to zajęcie na dobry kwadrans. Najlepiej znaleźć jakiś przedmiot, którego grubość mieści się w tych granicach i wsuwać w powstałą szczelinę aż do momentu, gdy nie będzie miał luzu. Nie wiem, czemu (poza sadomasochistyczną uciechą właściciela) mają służyć te manewry, ponieważ w podstawie obudowy nie znajduje się żaden otwór. Postanowiłem jednak dokończyć instalację zgodnie z zaleceniami Gradienta.
W trakcie testu naszła mnie ochota na eksperymenty i rozregulowałem kolce, na skutek czego górne sekcje zostały ustawione za wysoko. Wielkich zmian nie zauważyłem. Warto natomiast zwrócić uwagę na to, aby górna sekcja znalazła się dokładnie nad dolną. Kolce wbijają się w gumowe krążki o średnicy pięciogroszówki. W ten sposób przetworniki średnio-wysokotonowe są izolowane od drgań wooferów. Jeżeli nie trafimy kolcami w podkładki, efekt nie będzie zgodny z zamierzonym.
Co do pozycji zestawów w pomieszczeniu, producent poświęca najwięcej uwagi odległości od ścian. Których? Dobre pytanie, ponieważ obudowę sekcji basowej można ustawić dowolnie w stosunku do reszty. W przypadku, gdy obie sekcje promieniują w tym samym kierunku, odległość kolumn od tylnej ściany powinna wynosić nie mniej niż metr. Normalnie takie wymogi automatycznie wykreśliłyby Gradienty z listy zakupów wielu osób, ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby skierować woofery na boki. W takim wariancie zalecane jest ustawienie kolumn w różnych odległościach od ścian bocznych.
To jeszcze nie wszystko. Producent pomyślał też o rozwiązaniu dla właścicieli pokoi w kształcie litery „L”. Wówczas głośniki basowe jednej kolumny mogą być skierowane w bok, a drugiej – do tyłu, ale to także nie jedyne rozwiązanie. W dokumentacji znajdziemy wzory potrzebne do obliczenia modów pomieszczenia i wskazówki odnośnie rozmieszczenia ustrojów akustycznych.
Podsumowując: aby słuchać Revolution Active, potrzebujemy: dużego pokoju, przedwzmacniacza i dwóch końcówek mocy, dwóch par kabli głośnikowych, czterech par łączówek, stabilnej podłogi, zacięcia inżynierskiego, wielkiej cierpliwości i... 33900 zł. Jakby tego było mało, istnieje możliwość wyposażenia Gradientów w dodatkowe moduły basowe. Jeżeli niskich tonów będzie za mało, należy dokupić kolejne skrzynki i połączyć tak jak w instrukcji. Ich liczba jest nieograniczona. W sieci można znaleźć zdjęcia systemów, w których obok pierwszej pary Revolution Active stoją cztery dodatkowe skrzynki basowe. Wersja pasywna nie daje takich możliwości.

36-43 03 2012 05     36-43 03 2012 06

Wnętrze
Według konstruktora Revolution powinny zapewniać dobry dźwięk nawet w niesprzyjających warunkach. Ich nietypowa budowa ma przeciwdziałać zniekształceniom i podbarwieniom wprowadzanym przez pokój odsłuchowy.
Rozdzielenie kolumn na dwa moduły nie jest tylko zabiegiem estetycznym. Choć ukryto je za takimi samymi maskownicami, mają zupełnie inną zasadę działania.
Górna sekcja zawiera głośnik współosiowy. Odtwarza on częstotliwości od 200 Hz wzwyż. Identyczny przetwornik z membraną z włókna szklanego i calową metalową kopułką Gradient stosuje w modelu Evidence. Ciekawsza niż sam głośnik jest jego obudowa. Przetwonik zamknięto w wytłumionej komorze z otworami stratnymi. Dzięki temu ilość energii promieniowanej do tyłu jest pomijalnie mała (1%) w porównaniu z tym, co płynie w kierunku słuchacza. W ten sposób wyeliminowano problem wczesnych odbić, które wprowadzają niepożądane podbarwienia i zamazują obraz przestrzenny. Skomplikowana obudowa pozwoliła też osiągnąć nietypową charakterystykę promieniowania. Jeśli spojrzymy na większość kolumn z góry, wydobywające się z nich fale układają się półkoliście. Idealnym, ale bardzo trudnym do osiągnięcia kształtem jest okrąg. Finowie uzyskali coś bardzo zbliżonego – kardioidę.
Jako że na 200 Hz świat się nie kończy, wymagane jest wspomaganie. Bas odtwarzają dwa 30-cm woofery umieszczone jeden nad drugim. Nie pracują w konwencjonalnej obudowie. Przykręcono je do pionowej płyty, pozwalając im emitować fale do przodu i do tyłu. Gradient twierdzi, że taka konstrukcja pozwala niskim tonom brzmieć naturalniej. Kolumny powinny być także mniej wrażliwe na kształt pomieszczenia odsłuchowego. Ulokowanie wooferów jeden nad drugim ma zapobiec powstawaniu fal stojących pomiędzy podłogą a sufitem. W teorii sporo plusów. Minusem jest to, że z takiego układu trudno wycisnąć naprawdę głęboki bas. Unikniemy bas-refleksowego podbarwienia, ale subsonicznego masażu brzucha też nie ma co oczekiwać.
W modelu pasywnym te straty częściowo nadrabia wewnętrzna zwrotnica, ale to rozwiązanie kompromisowe. Dlatego właśnie stworzono wersję aktywną. Woofery mogą dzięki niej pokazać wszystkie zalety. Oprócz regulacji siły niskich tonów, w filtrze można wybrać jedno z trzech ustawień wartości Q (dobroci całkowitej głośników). W praktyce przekłada się to na szybkość opadania natężenia dźwięku zależnie od częstotliwości. W ustawieniu najwyższym przy 20 Hz będzie widać jedynie niewielki spadek, natomiast gdy ustawimy hebelek w pozycji „low”, zejdziemy już o 10 dB. Przełącznik można więc potraktować jak dodatkowy element pomocny w dostrajaniu kolumn do potrzeb użytkownika.
Gradienty są standardowo produkowane w kilku wersjach wykończenia. Elementy ze sklejki mogą być jasne (jak na zdjęciach) albo czarne, natomiast „maskownice”: brązowe, ciemnoszare, czarne albo białe. Finowie pozostają otwarci na sugestie klientów i za dopłatą mogą dostarczyć dowolną wersję kolorystyczną. Gdyby coś złego stało się z otulającym obudowy materiałem, można go wymienić. Samodzielnie nie radzę, ale podobno istnieje sprytna metoda zdejmowania „maskownic” i każdy dystrybutor przeprowadzi taką operację.

36-43 03 2012 07     36-43 03 2012 08

Konfiguracja
Na początku miałem ochotę podłączyć do Gradientów przedwzmacniacz, lampową końcówką mocy i mocny tranzystor. Byłaby frajda, ale słuchałbym kompletnie obcego systemu i ocena samych kolumn okazałaby się niemożliwa. Ostatecznie wybrałem bezpieczniejsze rozwiązanie. Wykorzystałem dwa wzmacniacze Creek Destiny 2. Jeden pracował jako przedwzmacniacz i końcówka mocy napędzająca górne moduły; drugi karmił prądem woofery. Pierwszy z kolumnami łączyły przewody Nordost Red Dawn, natomiast drugi – Sevenrods ROD3. Pierwszym źródłem był gramofon Pro-Ject Debut Esprit z wkładką Sumiko Pearl. Drugim – laptop HP Mini 210 z systemem Ubuntu 10.04 i odtwarzaczem DeaDBeeF, a do tego przetwornik Hegel HD2. Jeśli chodzi o łączówki, wykorzystałem wszystko, co miałem pod ręką: Albedo Beginning, Tarę Labs Vector 2 i VdH The Valley 3T. Całość zasilała listwa Gigawatt PF-2 z kablem LC-2 mkII i trzema Audioquestami NRG-2.

Reklama

Brzmienie
Po tak niecodziennych i kosztownych kolumnach spodziewamy się może jeszcze nie cudu, ale na pewno czegoś, co robi wrażenie. Revolution Active nie rozczarowują.
Przed odsłuchami przypuszczałem, że Finowie przesadzili. Po kilku dniach doszedłem do wniosku, że uproszczenie i ucywilizowanie Gradientów byłoby odbieraniem frajdy tym, którym przypadnie do gustu ich brzmienie. Z jednej strony mamy tu dźwięk dojrzały, zrównoważony i elegancki. Z drugiej – dziwny i odjazdowy. Z której je ugryźć? Zacznijmy od tego, co nietypowe.
Przestrzeń. Zapewnienia producenta o połączeniu zalet dipoli i tradycyjnych głośników nie są wyssane z palca. Panele elektroi magnetostatyczne potrafią wytworzyć ścianę dźwięku, który wydaje się nieograniczony ani pozycją przetworników, ani rozmiarami pokoju. Można też obserwować efekt otoczenia muzyką i oryginalną perspektywę zmieniającą się w miarę przybliżania lub oddalania głowy od linii bazy. Panele miewają jednak problemy ze skupieniem dźwięku w jednym miejscu. Grają plamami, co powoduje, że np. gitara akustyczna nabiera nierealnych rozmiarów. Gradienty oferują ten sam rodzaj trójwymiarowości, ale nie mają problemu z wyodrębnianiem punktów. Usta wokalistów nie zajmują powierzchni dużego bloku rysunkowego. Pod tym względem są zupełnie normalne, ale już sam sposób osadzenia ich w przestrzeni – nie. Kolumny budują stereofonię bez jakichkolwiek barier. Większość zestawów narzuca nagraniom własny charakter nie tylko w dziedzinie barwy, ale też ukształtowania przestrzeni. Zazwyczaj przybiera ona kształt elipsy lub trójkąta i jest ustawiana w określonej odległości od słuchacza. W przypadku Revolution Active tym obszarem zdarzeń jest właściwie cały pokój. A nawet więcej. W ramach eksperymentu przysunąłem je do tylnej ściany, zostawiając może 20 cm wolnej przestrzeni. Na niektórych nagraniach wokaliści stali niemal tak daleko, jak przy kolumnach bardzo odsuniętych od ścian. Zamykając oczy, możemy się przenieść w dowolne miejsce; wszystko zależy tylko od jakości nagrania. Fińskie zestawy potrafią sugestywnie przekazać informacje o pogłosie sali koncertowej. Przekraczają barierę, która oddziela symulowanie danej sytuacji od przekonującego wrażenia uczestniczenia w tym wydarzeniu.
W dziedzinie przejrzystości i dynamiki Gradienty również nie mają kompleksów. Co najlepsze, do ich wysterowania nie potrzeba domowej elektrowni. Dwie integry Creeka rzucały membranami, jak im się podobało. Makrodynamika – bez zarzutu. Nie trzeba urządzać w domu dyskoteki, aby otrzymać wgląd w strukturę nagrania. Już przy niewielkich poziomach głośności muzyka jest nasycona drobnymi zdarzeniami dynamicznymi. Najciekawsza jest pod tym względem średnica. Tu po raz kolejny Gradienty zaskakują. Zwykle przejrzystość oceniamy, patrząc na to, co się dzieje w zakresie wysokich tonów. Tutaj najwyższe składowe zgrabnie dopełniają średnicę. Kopułki są nie tylko umieszczone wewnątrz membran średniotonowych, ale wydają się z nimi sklejone. Wychwycenie obszaru podziału jest praktycznie niemożliwe.
Najtrudniejsze pytanie brzmi: jak opisać bas? Kiedy zaczynałem odsłuchy, był szybki i kontrolowany, ale brakowało mu niskiego zejścia. Wystarczyło skorygować ustawienia zwrotnicy i zmienić ustawienie kolumn, by niskie tony zyskały nowy wymiar. W końcu pojawiły się częstotliwości, bez których słuchanie trip-hopu i elektroniki nie ma sensu. Po przeprowadzeniu prób z wooferami skierowanymi w bok otrzymałem kompromis pomiędzy głębią a szybkością. Jeśli kogoś drażnią bas-refleksowe podbicia, ale nie jest aż takim radykałem, by zdecydować się na małe monitory w obudowie zamkniętej – Revolution Active to jest to. Efekt, jaki można uzyskać, jest wart wyrzeczeń. Nie jest to najgłębszy bas na tej planecie. Gradienty potrafią jednak zagrać tak zdrowo i swobodnie, że nawet zwolennicy subsonicznego masażu brzucha dadzą się przekonać.

Konkluzja
Pierwsze odsłuchy Gradientów mogą się wydać dziwne. Później, gdy je poznamy i docenimy, dziwny okaże się powrót do tradycyjnych konstrukcji. Piękno Revolution Active nie polega na doprowadzeniu wybranych aspektów do perfekcji, ale na umożliwieniu użytkownikowi uszycia dźwięku na miarę. W końcu nie o to chodzi, żeby złapać króliczka... Wyjątkowo ciekawe kolumny!

36-43 03 2012 T

Autor: Tomasz Karasiński
Źródło: HFiM 3/2012

Pobierz ten artykuł jako PDF