Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Focal Aria 948

image-736Focal wydaje się obecnie najciekawszym dużym producentem zespołów głośnikowych na Starym Kontynencie. Świadczyć o tym może choćby rozpiętość oferty, od słuchawek i wielokanałowych miniaturek, przez głośniki instalacyjne, aż po kosztujące krocie ogromne kolumny, naszpikowane iście kosmicznymi technologiami. Należy przy tym podkreślić, że cała produkcja odbywa się we Francji, a wszechobecne chińskie macki omijają Saint-Étienne szerokim łukiem.

Niedawno w firmie zaszły zmiany kapitałowe (pisaliśmy o tym w HFiM 7-8/2014), ale pozostały one bez wpływu na proces produkcyjny. I całe szczęście!




Projektanci Focala są znani z otwartych umysłów i nie odrzucają nawet najbardziej odjechanych koncepcji, o ile tylko ich wdrożenie może się pozytywnie przełożyć na dźwięk. Przykładem piekielnie trudna w produkcji i równie kosztowna kopułka berylowa, na którą to technologię nie porwały się największe tuzy branży głośnikowej. Kolejny przykład to głośniki nisko- i średniotonowe, wykonywane w technice kanapkowej.
Zamiast pójść utartymi szlakami, wytyczonymi przez producentów membran celulozowych, polipropylenowych, z włókien węglowych czy kewlaru, Focal wyspecjalizował się w łączeniu kilku materiałów o różnych właściwościach mechanicznych. Najwyżej cenionymi i stosowanymi w najdroższych seriach są membrany „W”, składające się z dwóch warstw włókna szklanego, przełożonych pleksiglasową pianką. Wiosną 2014 pojawiły się nowe membrany Flax (czyli z angielska: len). Jest to w istocie wariacja na temat membrany „W”, z tym, że zamiast pianki używa się sprasowanych włókien lnianych.

image-3

Sztuczna skóra podnosi wizualną wartość kolumn.



Jak to ze lnem było
Materiał ten wydaje się idealnym surowcem na membrany i aż dziw bierze, że dopiero teraz ktoś wpadł na pomysł, by go wykorzystać. Włókna lnu składają się z cienkich, pustych rurek, dzięki czemu są lżejsze i sztywniejsze od każdego litego materiału o tej samej średnicy, wykorzystywanego do wytwarzania plecionek. Lniane „słomki’ składają się głównie z celulozy, czyli klasycznego materiału na membrany nisko- i średniotonowe. Ich lekkość pozwala zwiększyć grubość splotu, a tym samym jego sztywność. W membranach Focala włókna lnu nie są chaotycznie porozrzucane. Nie przybrały też postaci regularnej plecionki, lecz dzięki różnym kierunkom ułożenia, zmiennej grubości splotu i jego wzoru odznaczają się określonymi parametrami i mogą być wytwarzane z myślą o stosowaniu w konkretnych przetwornikach nisko- i średniotonowych.

Głośniki z membranami Flax są o połowę tańsze od „W”, jednak ich twórcy zapewniają, że brzmienie tylko w niewielkim stopniu ustępuje flagowym przetwornikom Focala. Głównym czynnikiem, który wpływa na koszty, nie jest cena lnu ani włókna szklanego, których ilości zużywane na jedną membranę są niewielkie, lecz technologia ich uzyskiwania i łączenia. Wytwarzanie pleksiglasowej pianki jest znacznie droższe niż selekcja, układanie i prasowanie włókien. Poza tym membrany „W” są wytwarzane w stu procentach ręcznie. Produkcja lnianych „Flaxów” została w dużej mierze zautomatyzowana, przez co stała się zdecydowanie tańsza – ku radości klientów i zgryzocie konkurencji.
Technologia lnianych przetworników, zapewne jedna z wielu, nad którymi pracują projektanci Focala, okazała się na tyle udana, że zaprojektowano dla niej specjalną serię kolumn – Aria 900. Składa się ona z trzech zestawów wolnostojących, monitora oraz głośnika centralnego. Recenzowany dziś model 948 pełni rolę przewodnika stada.


image-4

Dwa wyloty bas-refleksu.
W cokoły należy wkręcić kolce.



Budowa
Co by o Ariach nie powiedzieć, do miniaturek nie należą. Utrzymane w ciemnych barwach potężne skrzynie zdominują niejeden pokój. Nawet uniesienie obudów nad odlewanymi cokołami nie przydało im lekkości.
Przednią ściankę pokrywa sztuczna skóra, do złudzenia przypominająca naturalną. Na górnej ściance naklejono taflę grubego szkła, będącą swoistym pomostem, łączącym serię Aria z droższą Electrą, w której także wykorzystano ten zabieg stylistyczny. Boki pokrywa drewnopodobna okleina przypominająca orzech. Do wyboru jest też czarny lakier, ale podnosi cenę zestawu o blisko 1400 zł.
Ciemna tonacja frontu jest idealnym tłem do wyeksponowania głośników i nawet między odsłuchami nie zakładałem maskownic.
Górę pasma przetwarza wklęsła, 25-mm kopułka ze stopu aluminiowo-magnezowego, zaopatrzona w nowe zawieszenie z pianki poron. Przyczyniło się ono do zmniejszenia zniekształceń w zakresie 2-4 kHz. Kopułkę umieszczono na dnie szczątkowej tubki, a celem tego zabiegu była lepsza kontrola charakterystyki kierunkowej.

Średnie tony powierzono 16,5-cm przetwornikowi z lnianą membraną. Pod nim umieszczono parę 20-cm wooferów, na widok których miłośnikom tłustych bitów zmiękną nogi. Jeden otwór bas-refleksu umieszczono tuż pod nimi; drugi – w dnie obudowy. Od cokołów oddzielają go kilkucentymetrowe dystanse.


image-5

Focal Aria to pierwsze na świecie kolumny z lnianymi membranami.


Kosze przykręcono do frontów za pomocą śrub wpuszczanych w nagwintowane tuleje, a miejsca łączenia zamaskowano aluminiowymi pierścieniami.
Pojedyncze terminale na pierwszy rzut oka nie licują z klasą kolumn, jednak dobrze spełniają swoje zdanie. Gumowane i wyprofilowane nakrętki ułatwiają dociśnięcie widełek lub gołych kabli.

Wrażenia odsłuchowe
Mając przed sobą kolumny z serii Aria, nie mogłem zacząć testów od niczego innego, jak od klasyki. Odkurzyłem z tej okazji płytę z muzyką do filmu „Farinelli”, która wydała mi się najbardziej odpowiednia na otwarcie odsłuchów. Francuskim kolumnom też się ten pomysł spodobał, bo wraz z początkiem „Son qual nave ch’agitata” zalały pokój strumieniem niebiańskich dźwięków.
Głos Ewy Małas-Godlewskiej brzmiał niezwykle łagodnie, ze spokojem i skupieniem, które aż nie pasowały do potężnych gabarytów Arii. Pod względem barwy i plastyczności średnicy bliżej im było do podstawkowych monitorów niż 35-kg podłogówek.
Podobne obserwacje poczyniłem w czasie odtwarzania „Mesjasza” Haendla. Głosy śpiewaków, zwłaszcza chóry, brzmiały miękko, by nie powiedzieć: pieszczotliwie, z leciutkim, jakby lampowym ciepełkiem. W brzmieniu przydałoby się może więcej ekspresji, ale na nią przyjdzie czas w bardziej rozrywkowym repertuarze.

Nieco inne oblicze Arie 948 ukazały w trakcie odtwarzania „Dixit Dominus”. Brzmienie stało się lżejsze, jaśniejsze i bardziej otwarte, co oznacza, że francuskie kolumny prawidłowo zareagowały na zmianę jakości realizacji. W porównaniu z dwoma poprzednimi płytami, zdecydowanie przybyło wysokich tonów oraz niskiego basu. Pozostała jednak łagodność i miękkość średnicy. Jeszcze bardziej spektakularne zmiany zaszły w budowie sceny, która zyskała dodatkowe metry za linią kolumn oraz półkoliste sklepienie nad nimi.
Odtworzenie kilku następnych płyt z muzyką poważną nie wniosło wiele do dotychczasowego obrazu, aż przyszła kolej na suitę „Espa?ola” Isaaka Albeniza. Francuskie kolumny dosłownie eksplodowały. Rewelacyjna dynamika nasunęła skojarzenie z droższymi modelami i na ładnych kilkanaście minut przykuła całą moją uwagę.

Klasa wysokich tonów Arii daje przedsmak atrakcji czekających w wyższej serii Electra, wyposażonej w kopułki berylowe. Jeśli szukacie podobnego brzmienia, a nie zależy Wam na głębokim basie, proponuję przesłuchać podstawkowe Electry 1008 Be II, kosztujące niespełna 4 tysiące więcej od Arii 948. Nie będziecie zawiedzeni.


image-20

Okleina bardzo przypomina naturalny fornir.


Albumem zamykającym część klasyczną był soundtrack Ennio Morricone do filmu „Koneser”. I tu doszedł do głosu prawdziwy basss – przez trzy „s”, bo nawet dwa to za mało. Majestatyczny, niemal subwooferowy, a przy tym kontrolowany. Dwa 20-cm woofery siedzą w obudowach nie od parady i konstruktorzy Arii musieli mieć prawdziwą radochę, gdy sprawdzali prototypy pod kątem niskich tonów.
Kiedy w odtwarzaczu wylądowała koncertowa płyta Marcusa Millera, okazało się, że poza potęgą i swoistą wielobarwnością, bas odznacza się nieprzeciętną szybkością. Wywijasy mistrza Marcusa Arie przyjmowały ze spokojem Leona Zawodowca, jakby chciały dać do zrozumienia, że potrzeba trzech takich Millerów, by skroplić im pot na membranach. Duża klasa.

Kilka kolejnych albumów z elektrycznym i akustycznym jazzem było prawdziwą ucztą dla uszu. Focale może nie mają tej magii, którą pokazały kosztujące podobne pieniądze Kudosy Cardea C20 (HFiM 4/14), ale jakość prezentacji potrafi zaabsorbować słuchacza przez długie godziny. I to jest właśnie ich najbardziej charakterystyczna cecha. Arie 948 zachowywały się jak prawdziwy samiec alfa, który wkraczając do zatłoczonego pomieszczenia, natychmiast skupia na sobie wzrok wszystkich obecnych. To nie była muzyczka z głośniczka do wypełniania ciszy w czasie krępujących rozmów ani do robienia nastroju na niedzielnym obiedzie. Francuskie kolumny żądały, by poświęcić im całą uwagę i hojnie się za to odwdzięczały.


image-21

O wyborze gniazd zdecydowała ergonomia.



Ostatnim etapem testu były nagrania rockowe. Miłośnicy niemieckiego tanzmetalu muszą się obejść smakiem, bo tym razem podstarzali enerdowscy postpunkowcy mieli wolne. Zamiast nich sięgnąłem po nagrania Petera Gabriela oraz Rogera Watersa. Po subtelnościach i „pewnej takiej nieśmiałości”, obserwowanych w klasyce, nie został nawet ślad. Francuskie kolumny pokazały za to, jak powinna wyglądać obszerna scena. Zamiast opisywać, ile metrów za linię głośników sięgała, czy skąd dochodziły dzwonki i śpiew ptaków, określę ją mianem „quasi surround”. Bliżej jej było do instalacji wielokanałowej niż klasycznego stereo. Drapieżne pazury lekko przesterowanych gitar cięły powietrze z ostrością skalpela, a mocna, gęsta sekcja rytmiczna zasuwała z impetem rozpędzonego walca drogowego. Prawdziwe koncertowe bestyjki.
Już miałem zwijać zabawki, gdy trafiłem na „Muzykę na wodzie” Haendla, niewyjaśnionym zrządzeniem losu pominiętą w pierwszej części testu. „– A co mi tam” – pomyślałem –„przekonam się, czy Focale faktycznie są takie uniwersalne”. Są. Przez kolejnych kilkadziesiąt minut, wraz z Trevorem Pinnockiem, żeglowaliśmy po leniwym nurcie Tamizy i tylko gwałtowna interwencja zniecierpliwionej reszty rodziny zmusiła mnie do wyłączenia sprzętu.
Nic straconego. Przez kilka następnych tygodni słuchałem Focali dla przyjemności. To jeden z nielicznych przywilejów recenzenta sprzętu hi-fi.

Konkluzja
Trudno jest trafić na kolumny uczciwie wyceniane, z bardzo długą listą zalet brzmieniowych i praktycznie pozbawione wad. Focale Aria 948 należą do tego wąskiego grona i nie jest to bynajmniej kwestia przypadku.
 

focal o



Mariusz Zwoliński
Źródło: HFM 12/2014

Pobierz ten artykuł jako PDF