Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Albedo HL 2.2

albedo hfm092014001Anglojęzyczny skrót WAF potrafi rozszyfrować niemal każdy audiofil. Chodzi oczywiście o Wife Acceptance Factor, czyli w wolnym tłumaczeniu: o poziom akceptacji żony (w domyśle – dla naszego ukochanego sprzętu).

WAF jest u nas traktowany z przymrużeniem oka, jednak w zachodniej prasie autorzy recenzji podchodzą do tego „parametru” z szacunkiem, podszytym niekiedy zabobonną bojaźnią. Jeszcze poważniej potraktowali sprawę projektanci Albedo, tworząc kolumny, które wprawią w zachwyt nie tylko nasze małżonki, ale także kochanki, kuzynki, utrzymanki, a co najważniejsze – również nas samych.

 „Tak potrafią tylko Włosi!” – chciałoby się zakrzyknąć po wyjęciu kolumn z pudeł. Zamiast nudnych, klocowatych prostopadłościanów naszym oczom ukazują się przepięknie wyprofilowane, smukłe konstrukcje, które – przy doborze odpowiedniej okleiny – będą ozdobą każdego salonu.  Kształty Albedo można z grubsza porównać do zarysu odwróconej łzy. Jej najwęższa część opiera się na dyskretnej metalowej podstawie. Niewielki metalowy łącznik, spajający podstawę z drewnianą obudową, został zaprojektowany tak sprytnie, że gdy patrzymy na kolumnę z przodu, okazuje się całkowicie niewidoczny. Zabieg ten sprawił, że włoskie divy wyglądają nie tyle lekko, co wręcz efemerycznie i niemal unoszą się w powietrzu. Wrażenie ruchu potęguje odchylenie całej konstrukcji do tyłu, co służy nie tylko względom estetycznym, ale ma też zapobiegać powstawaniu przesunięć fazowych.  Albedo to kolumny dwudrożne z linią transmisyjną. Zamiast powszechnie spotykanego bas-refleksu mamy tu konstrukcję w kształcie labiryntu, którego wyprowadzenie w postaci kratki o strukturze plastra miodu znajduje się na dole kolumny. O przewadze dobrze zaprojektowanych linii transmisyjnych nad bas-refleksami i obudowami zamkniętymi napisano już tomy. Dodajmy tylko, że takie rozwiązanie jest trudne zarówno na etapie projektu, jak i aplikacji.

 

albedo hfm092014002

Jako że wymaga od konstruktora niemałych zdolności i doświadczenia, spotykane jest dość rzadko. Jednak w tym przypadku inżynierowie poszli jeszcze dalej – linia transmisyjna została uzupełniona o rezonatory Helmholtza, które wyrównują emisję z kanału wentylacyjnego, wprowadzając tym samym korektę częstotliwościową. Ów autorski system Albedo nosi nazwę Helmholine.  Kolejny numer popisowy to przetworniki. Są to specjalnie dobierane ceramiczne Accutony o sztywnych, twardych i jednocześnie lekkich membranach oraz doskonałych parametrach elektroakustycznych. „Ceramiki”, które stosuje się dość rzadko i raczej w droższych zespołach głośnikowych, mają zarówno swoich oddanych wielbicieli, jak i zawziętych przeciwników. O tym, jak sprawią się tym razem, przekonamy się za chwilę. Zarówno głośnik wysokotonowy, jak i średnio-niskotonowy, chronią zamontowane na stałe metalowe siateczki.



albedo hfm092014003

 

 


Na ściance za przetwornikami umieszczono, wykonaną z doskonałych komponentów, zwrotnicę pierwszego rzędu, a samą komorę, w której pracują głośniki, wyłożono kilkoma warstwami gąbki oraz wełną mineralną.  W oryginalny sposób umieszczono terminale głośnikowe – nie wychodzą bezpośrednio z obudowy, prostopadle do podłogi, lecz równolegle z płaskiego cokołu, na którym opierają się kolumny. Dzięki takiemu rozwiązaniu posiadacze nawet najgrubszych i wyjątkowo sztywnych przewodów nie będą mieli problemu z ich podłączeniem. Poziomowanie kolumn odbywa się prosto i sprawnie przez regulację wkręcanych w cokoły śrub zakończonych kolcami. Albedo dostępne są tylko w dwóch, za to niezwykle eleganckich wykończeniach drewnem hebanowym: makassar i „Jamaica”. Podsumowując, mamy tu kapitalny przykład połączenia inżynierskiego kunsztu z designerskim polotem. Widoczny wkład pracy, dbałość o szczegóły, oryginalne rozwiązania i jakość materiałów sprawiają, że cenę w Polsce można nazwać wręcz okazyjną.

Bartosz Luboń

 

Opinia1
Wielki dźwięk z niewielkich kolumn? Taka szkoła brzmienia zawsze budzi moją głęboką nieufność. Nieraz miałem do czynienia z niewielkimi konstrukcjami, które usiłowały udawać duże podłogówki. Niemal zawsze ich dźwięk okazywał się pod wieloma względami przekłamany i na dłuższą metę – męczący. Tym razem konstruktorom udało się zadrwić z praw fizyki, bez wpadania przy tym w efekciarstwo. Nawet wyjęte prosto z pudełka, Albedo brzmią po prostu spektakularnie. Zachwyca przede wszystkim olbrzymia, trójwymiarowa przestrzeń, scena rozciągnięta we wszystkich kierunkach, kapitalna dynamika oraz szybkość narastania i wygaszania impulsów. Udało się uzyskać niezwykle zwarty i szybki bas, który ma w dodatku potężną siłę uderzenia i piękne wypełnienie. Moje zdumienie było tym większe, że piękne włoszki grały w przeszło 35-metrowym pomieszczeniu, co dla tych niewielkich przecież kolumienek jest już metrażem granicznym.

Mimo to basu nigdy nie brakowało, a jego jakość – przede wszystkim barwa i czytelność – były naprawdę nieprzeciętne. O rzetelnym podejściu włoskich inżynierów świadczy fakt, że bas nigdy nie usiłował zejść niżej niż pozwalały elektroakustyczne parametry kolumn. Istnieje wiele konstrukcji, które starają się nadrobić niedostatki dołu pompowaniem powietrza przez bas-refleks. Tymczasem włoskie piękności mówią w tym momencie „basta”. Bas zostaje po prostu ucięty. Byłem bardzo ciekaw, jak Accutony zaprezentują barwę instrumentów akustycznych i wokali. Tym bardziej, że nie miałem dotąd wielu doświadczeń z „ceramikami”. Ich zagorzali zwolennicy zwracają na ogół uwagę na wybitną reprodukcję wysokich tonów, tymczasem w HL 2.2 najbardziej zachwyciła mnie średnica.

o1

Z jednej strony, krystalicznie przejrzysta i pozbawiona podbarwień charakterystycznych dla driverów celulozowych czy polipropylenowych. Z drugiej – całkowite zaprzeczenie syntetyczności, która pojawia się w brzmieniu głośników z twardymi membranami. Zarówno zachrypnięty głos Catherine Russell, jak i słodki sopran Nurii Real zabrzmiały dźwięcznie, neutralnie i namacalnie. Chciałoby się rzec: prawdziwie. Wysokie tony także z początku robiły wrażenie, jednak po kolejnych płytach – zwłaszcza po kwartecie smyczkowym (a kwartet zawsze prawdę ci powie) – uznałem, że nie jest to do końca moja szkoła brzmienia. Owszem, są niezwykle analityczne i dźwięczne, jednak wnikliwy odsłuch ujawnił, że Albedo próbują nieco poprawiać naturę. Na fenomenalnie nagranej przez kwartet Festetics serii haydnowskiej wyszło na jaw, że dźwięk XVIII-wiecznych skrzypiec jest odrobinę twardszy i bardziej przenikliwy, niż to pamiętam z koncertów. Choć wysokie tony nie wpadały w nadmierną ostrość, próżno było w nich szukać miękkości czy słodyczy, które na żywo można usłyszeć nawet w dźwiękach klawesynu, niesłusznie uważanego za instrument brzmiący agresywnie i przenikliwie.

 

albedo hfm092014005

Tym niemniej dźwięk kopułek Accutona to naprawdę duża klasa, a to, czy przypadnie nam do gustu, zależy w dużej mierze od gatunków słuchanej przez nas muzyki i audiofilskich upodobań. Rozdzielczość włoskich konstrukcji jest bardzo dobra, choć tu akurat nie należy się spodziewać cudów ani łamania praw fizyki. Obraz dźwiękowy pozostaje doskonale czytelny na poziomie ansambli, orkiestr kameralnych czy nawet jazzowych big bandów. Jednak przy próbie zmierzenia się z gęstymi fakturami symfonii Beethovena czy Brahmsa słychać, że Albedo zaczynają chodzić na skróty, nieznacznie upraszczając złożone faktury instrumentalne. Oczywiście wielka symfonika to głównie domena wielodrożnych konstrukcji o słusznych wymiarach, choć… moje niedawne doświadczenia ze skromnymi Focusami 260 dowodzą, że odpowiednio zestrojone konstrukcje dwudrożne potrafią działać jak szkło powiększające. Mimo tych drobnych zastrzeżeń uważam, że HL 2.2 to jedna z najbardziej udanych konstrukcji, jakie przeszły przez mój pokój odsłuchowy.

albedo hfm092014006

Niesłychanie żywy, bezpośredni i komunikatywny dźwięk sprawia, że włoskich kolumn po prostu nie da się słuchać bez zaangażowania całej uwagi, a wrażenie obcowania z muzyką na żywo nie znika nawet po przejściu do drugiego pomieszczenia. Neutralny charakter Albedo sprawia, że można je śmiało polecić do każdego repertuaru (może oprócz tych najgęstszych realizacji). Choć impedancja ma łatwy przebieg, nie należy zapominać o dość niskiej efektywności włoskich kolumn. Dlatego doradzałbym wydajne prądowo wzmacniacze tranzystorowe. Dla kolumn tej klasy nie ma zbyt dobrej elektroniki.

Bartosz Luboń

 

Opinia2
Do niedawna nazwa Albedo kojarzyła mi się jedynie z rodzimym producentem srebrnego okablowania. Okazało się jednak, że firmom spoza Polski również się podoba i w słonecznej Italii od lat 90. funkcjonuje Albedo Audio produkujące zestawy głośnikowe. Albedo Audio to wytwórnia ciekawa z kilku powodów. Po pierwsze, jej konstrukcje nie są typowymi bas-refleksami, ale zawierają wewnątrz linię transmisyjną, wzbogaconą rezonatorami Helmholza. Opracowanie skomplikowanego układu było możliwe, ponieważ inżynierowie Albedo najpierw stworzyli własne oprogramowanie komputerowe do symulacji linii transmisyjnych. Kolejną ciekawostką jest stosowanie we wszystkich kolumnach z aktualnej oferty przetworników ceramicznych Accutona. Do testów trafiły najmniejsze kolumny z katalogu Albedo, podłogowe HL 2.2. Oprócz nich Włosi oferują nieco większy model Aptica oraz flagową Axcentię. Gdy HL 2.2 dotarły do mnie, lekko się wystraszyłem. Przyjechała bowiem europaleta z przymocowanymi do niej dwoma sporymi pudłami. Po rozpakowaniu okazało się jednak, że Albedo są niezbyt duże, choć ze względu na ich odchylenie do tyłu oraz sporą plintę wymagają dużo miejsca.

021

022

HL 2.2 są po prostu śliczne. Smukły kształt, fantastyczny fornir, wysokiej klasy dodatki, przemyślany sposób montażu – to wszystko powoduje, że nie sposób przejść obok nich obojętnie. Mogą być wspaniałym dodatkiem do każdego wnętrza, choć ich forma sugeruje raczej nowoczesne otoczenie. Przed odsłuchem trochę powątpiewałem, czy malutki, pięciocalowy przetwornik podoła nagłośnieniu mojego pomieszczenia, nawet jeśli wspomaga go linia transmisyjna. Po włączeniu pierwszej płyty wiedziałem już, że moje obawy były bezpodstawne. Kolumny zręcznie udawały większe, niż są w rzeczywistości. Wypełniły dźwiękiem pokój, nie dusząc się nawet przy sporych poziomach głośności. Na pierwszy ogień poszły płyty jazzowe: Miles Davis, Dave Brubeck, E.S.T. I od razu Albedo pokazały swoje dwa największe atuty: barwę oraz przestrzeń. Konstrukcje z głośnikami ceramicznymi, które dotychczas słyszałem, grały chłodno i bez emocji. W HL 2.2 niczego takiego nie stwierdziłem. Każdy instrument brzmiał tak, jak powinien. Jeśli był metalowy, to było słychać metal; jeśli drewniany – drewno. Powietrze aż wibrowało od kolorów i brzmień. Także głosy wokalistów zostały zaprezentowane naturalnie. Bez nosowości czy ekspozycji sybilantów. Po prostu tak, jak trzeba. Świadczy to o ponadprzeciętnej rozdzielczości włoskich zestawów. Muzyka jest prezentowana jako jednolita całość, ale jeśli chcemy, śledzenie wybranych instrumentów nie sprawia problemu.


albedo hfm092014007

Przestrzeń generowana przez HL2.2 jest absolutnie zjawiskowa! Chyba jeszcze nie słyszałem u siebie kolumn, które potrafiłyby tak precyzyjnie ogniskować zdarzenia na scenie. Każdy dźwięk, każdy instrument, każdy muzyk, wszyscy i wszystko ma precyzyjnie zdefiniowane miejsce. Scena wykracza zdecydowanie poza ścianki boczne; sięga też stosunkowo głęboko, choć dalekie plany nieco się na siebie nakładają. Słuchanie niesamowicie mnie wciągnęło. Siedziałem i włączałem płytę jedną po drugiej. Usiłowałem analizować poszczególne dźwięki, ale i tak kończyło się na słuchaniu całego albumu, bez dzielenia włosa na czworo. Rozbijając jednak brzmienie na składowe, trzeba przyznać, że konstruktorzy Albedo idealnie zgrali ze sobą oba przetworniki. Nie ma szans usłyszeć, gdzie przebiega między nimi linia podziału częstotliwości. Wysokie tony stanowią jednorodną i eteryczną całość ze średnicą. Ta zaś jest gładka i wypełniona. Słowem, które chyba najlepiej opisuje brzmienie włoskich zestawów, jest „naturalność”.

albedo hfm092014008

Po prostu płynie z nich muzyka. Nils Petter Molvaer płytą „Khmer” ujawnił jednak cechę, która uwidoczniła się również na płytach rockowych. Otóż w nagraniach z dużą zawartością syntetycznego basu można usłyszeć, w jaki sposób linia transmisyjna wspomaga niskie rejestry. Kolumny grają wyższym basem. Wspomaganie dotyczy pewnego zakresu częstotliwości, a najniższych rejestrów już nie ma. To drobne zafałszowanie jest praktycznie niezauważalne w klasyce i jazzie. Miłośnikom cięższych brzmień doradzam jednak test praktyczny we własnym systemie. Albedo HL 2.2 to przepiękne kolumny. Będą ozdobą niejednego wnętrza. Do tego bardzo dobrze grają, szczególnie jeśli słuchamy muzyki akustycznej i wokalnej. Ich rozmiar i charakterystyka predestynują je raczej do mniejszych i średnich pomieszczeń. Warto im też zapewnić jak najlepsze wzmocnienie, ponieważ dźwięk był bardziej otwarty i pełny, kiedy troszkę mocniej podkręciłem gałkę głośności we wzmacniaczu.  Nie są to może kolumny w pełni uniwersalne, ale jeśli wpasują się w oczekiwania, to pozostaną w systemie na bardzo, bardzo długo.

Krzysztof Kalinkowski

 

albedo t



Źródło: MHFM 03/2014

Pobierz ten artykuł jako PDF

{flike}