Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

James Carter - Caribbean Rhapsody Concerto for saxophone and orchestra

85 07 2011 jamesCarter

Roberto Sierra
Universal Music 2011

Interpretacja: k5
Realizacja: k5

Choć w ubiegłym roku minęło 170 lat od wynalezienia saksofonu przez Adolfa Saxa, klasyczny repertuar na ten instrument pozostaje stosunkowo ubogi. Być może wynika to także z faktu, że sami saksofoniści rzadko zapuszczają się w rejony inne niż jazz. Na szczęście są wyjątki. James Carter często powtarza, że wykonawca powinien się odnaleźć w każdej sytuacji, a przenikanie się i łączenie gatunków muzycznych to fascynująca przygoda i morze możliwości.
Na najnowszej płycie Carter zarejestrował dwie kompozycje Roberto Sierry. Twórca był uczniem m.in. Gyorgy Ligetiego w Hamburgu, a jego dzieła zamawiają orkiestry z całego świata. Zachwycony talentem i techniką Cartera napisał dla niego koncert. Dzieło niezbyt długie, ale zróżnicowane stylistycznie – od rytmicznego, figuracyjnego wstępu, przez melodyjny walc w części drugiej, aż po gorący, swingujący finał. Carter zachwyca sprawnością techniczną i mistrzowskim opanowaniem instrumentu w stopniu iście diabelskim. Towarzyszy mu Sinfonia Varsovia, której także należą się brawa za wydobycie rogatej duszy spod fraków i muszek.
Drugą kompozycję saksofonista nagrał w towarzystwie kuzynki, świetnej skrzypaczki Reginy Carter oraz kwintetu smyczkowego Akui Dixon. „Caribbean Rhapsody” rozwija się od leniwego, niemal nostalgicznego klimatu aż po fantastyczny, roztańczony finał. Oba utwory pokazują możliwości instrumentu i wykonawcy, dając przy tym wiele radości każdemu słuchaczowi, nawet takiemu, który zwykle woli Bacha od Basie’go i Mozarta od Marsalisa. Polecam!

Autor: Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: HFiM 7-8/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF