Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Audioquest NRG-2

34-35 03 2011 01Bill Low sprzętem hi-fi zajmował się od szkoły średniej. Na początku budował wzmacniacze i tunery, które sprzedawał znajomym. Wszystko, co zarobił, przeznaczał na płyty, a jako że był audiofilem, systematycznie ulepszał swój system. Wkrótce zauważył, że „lepsze deko handlu niż kilo roboty” i założył własny sklep ze sprzętem.

Wiodło mu się nieźle, ale marzył o przeprowadzce do słonecznej Kalifornii. Jego sklep po roku działalności zdążył zdobyć pozycję najlepszego dealera Linna, ale mimo to przekazał biznes swojemu przyjacielowi i rozpoczął działalność w najbardziej konserwatywnej, północnej części stanu. Wkrótce podążył jednak za słońcem i przeniósł się na południe.

W tym czasie był już dystrybutorem kilku szanowanych marek.
Po sześciu latach w życiu Billa zaszły kolejne zmiany. Założył sklep w Santa Monica i postanowił sam zająć się produkcją kabli do sprzętu hi-fi. Pod koniec lat 70. był to pomysł odważny, bo dopiero zaczęto zauważać wpływ przewodów na dźwięk. Pionierem w tej dziedzinie była firma Polk Audio. Jako pierwsza zaprojektowała kabel do swoich kolumn i na licznych prezentacjach wykazywała jego wyższość nad zwykłym drutem.
Przemysł kablarski narodził się, można powiedzieć, znienacka. Producenci, którzy załapali się na pierwsze etapy jego ekspansji, przeżywali burzliwy rozwój. Tak też było z założonym przez Billa w 1980 Audioquestem. Po roku jego produkty były sprzedawane w kilkudziesięciu sklepach na terenie Kalifornii. A dzisiaj? Trudno znaleźć cywilizowany kraj, w którym firma nie miałaby swojego przedstawiciela. Obecnie Audioquest należy do grona największych graczy na rynku high-endowego okablowania.
Oferta sieciówek jest skromna, jeżeli porównamy ją z resztą katalogu. Amerykanie chwalą się oczywiście kosmicznymi technologiami i niebotyczną jakością produktów, ale w wycenach są zaskakująco ostrożni. Linia obejmuje tylko cztery modele: NRG-1, NRG-2, NRG-2,5 i NRG-3, które występują w kilku długościach: 0,9; 1,8; 4,6 i 6,1 m. Różnice w cenach pomiędzy poszczególnymi modelami są niewielkie.
NRG-2 jest określany jako uniwersalny, czyli pasujący do systemów z różnych półek. Podobno nawet do tych z samego szczytu. To obiecujące, bo wyglądałoby na to, że przynajmniej na jednym elemencie będzie można oszczędzić.
Kabel jest zbudowany z trzech żył miedzi długokrystalicznej (LGC) o przekroju 19 AWG (skrętka uziemiająca), otoczonej dziesięcioma żyłami 21 AWG. Układ jest określany jako „samoekranujące się spirale przeciwstawne” (Counter Spiral Hyperlitz). Nie są to typowe plecionki, ale lite przewodniki. Audioquest uważa, że w ten sposób można uniknąć większości zniekształceń. Znaczenie ma także mniej skomplikowana struktura miedzi LGC.
Geometria kabla zmniejsza wzajemne oddziaływanie żył przewodzących.
Niedaleko gniazda, które wpinamy w urządzenie, znalazła się tajemnicza, plastikowa puszeczka, opisana jako Nosie Stopper. Jest to filtr częstotliwości radiowych, generowanych przez sam sprzęt grający, jak i inne urządzenia znajdujące się w pobliżu.
Wtyki nie budzą specjalnego entuzjazmu. Są to tanie plastikowe zgrzewki produkcji Audioquesta. Za to zewnętrzny oplot wygląda porządnie.

34-35 03 2011 02

Wrażenia odsłuchowe
Jeżeli ktoś szuka w kablu sieciowym różnic, które wyniosą system na highendowy Olimp i odmienią brzmienie nie do poznania, to radzę zachować trochę rozsądku. Wiele osób twierdzi nawet, że przewody zasilające nie są w stanie niczego zmienić, bo to zaprzecza prawom fizyki. Być może, choć wypadałoby zapytać, czy fizyka już osiągnęła szczyt rozwoju i czy znamy wszystkie parametry. Wielokrotnie słyszałem, że jest lepiej, gorzej albo po prostu inaczej. Zmiany są zazwyczaj subtelne. Można powiedzieć, że nadają brzmieniu ostateczny szlif. Dlatego testowanie sieciówek jest niewdzięcznym zajęciem, wymagającym skupienia i powtarzania odsłuchów.
Audioquest w porównaniu do zwykłego komputerowego kabla wnosi zauważalne zmiany. Dźwięk staje się czystszy i wyraźniejszy, a jednocześnie plastyczny. Być może to wynik redukcji zniekształceń. Jeżeli tak, to nie są one bezpośrednio słyszalne, tylko dodają do brzmienia coś w rodzaju piasku czy osuszenia. W porównaniu do Neela N14E Gold uzyskujemy podobną jakość. NRG jest odrobinę cieplejszy, Neel bardziej energiczny. Jak wspomniałem, są to niuanse i o wyborze zadecydują indywidualne preferencje.
Najbardziej denerwuje mnie, że firmy kablarskie winszują sobie za sieciówki sumy, za które często można kupić przyzwoity wzmacniacz zintegrowany. Ale z drugiej strony, jeżeli ktoś chce płacić za przysłowiową kropkę nad „i” jak za całą książkę, to jego sprawa.
Cena Audioquesta jest uczciwa. Firma ma wystarczającą renomę, aby zawołać za dwa metry drutu dziesięć razy więcej, a i tak nikt by się nawet nie zająknął. Tymczasem przy wydatkach na system rzędu kilkunastu tysięcy złotych dorzucenie dwóch NRG-2 staje się rozsądne.

Reklama

Konkluzja
Nawet jeżeli będziecie uważali, że płacicie za „święty spokój”.

34-35 03 2011 T

Autor: Maciej Stryjecki
Źródło: HFiM 03/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF