HFM

artykulyskrot3

Philip Catherine - Oscar

84-86 12 2011 philipCatherine

Igloo 2011
Dystrybucja: www.igloorecords.be

Interpretacja: k4
Realizacja: k4

Niedawno odwiedziłem Belgię. To bardzo ciekawa część Europy, pełna serdecznych ludzi, pięknych miast i najlepszego na świecie piwa. Można tam znaleźć także dziesiątki znakomitych muzyków. To zresztą refleksja, jaka towarzyszy mi stale w czasie wędrówek po naszym kontynencie – znacznie więcej wiemy na temat jazzmanów amerykańskich niż o tych ze scen leżących praktycznie tuż za miedzą.
Philip Catherine to gitarzysta trochę już w Polsce rozpoznany. Kilkakrotnie odwiedzał nasz kraj, ponoć nawet spędzał upojne chwile w salonach państwa Potockich. Ten muzyk to najwyższa światowa półka. Równie konkretny i skupiony co Jim Hall i eteryczny, słodki jak Pat Metheny – bez kopiowania żadnego z nich. Ma własny głos, równie hipnotyzujący jak u największych amerykańskich herosów jazzowej gitary.
Najlepszym tego dowodem jest niedawno wznowiony przez belgijską wytwórnię Igloo album „Oscar”, na którym towarzyszą mu Hein Van de Gein na kontrabasie, Dre Pallemaerts na perkusji i okazjonalnie Kevin Mulligan na klawiszach. W jednym utworze usłyszymy też słynnych gości – Joego Lovano na saksofonie i Triloka Gurtu na perkusjonaliach.
To porcja pełnokrwistego, melodyjnego, ale także – gdy trzeba – zadziornego jazzu, granego przez świadomego i oryginalnego artystę.

Autor: Marek Romański
Źródło: HFiM 12/2011

Pobierz ten artykuł jako PDF