Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Tyłem do publiczności

drygenci003„…dlaczego zawód dyrygenta tak mi się zawsze podobał: otóż dlatego, że można go uprawiać do samej śmierci, a nawet im jest się starszym, tym robi się to lepiej. Jest w tym zatem pochwała życia samego w jego całej rozciągłości, jego niewyczerpania, które możemy przeciwstawić szybkiemu wyczerpywaniu się talentów gwiazd rocka, sportowców i innych tego typu „młodzieżowych” zawodów. Jestem stary i właśnie dlatego jestem świetny, mówią nam dyrygenci, i to w nich właśnie najbardziej podziwiam, tego im wręcz zazdroszczę.”

Adam Wiedemann, „Dwutygodnik” 130/2014

 


Autorytet, splendor, władza
Dyrygent – jeden z zawodów muzycznych – stał się symbolem rządów twardej ręki, rygorystycznych wymagań, jednoosobowego podejmowania decyzji i braku dyskusji. Wrażliwy, wszechstronnie wykształcony artysta, tropiciel niuansów harmonii, tempa i dynamiki, musi być zarazem dyktatorem, nadającym kształt interpretacji utworu. Na skinienie jego ręki setka instrumentalistów orkiestry symfonicznej stapia się w jedną osobowość; to jego wejście na salę oznacza początek koncertu. To on indywidualnie kłania się publiczności; często to on ma ostateczny głos w sprawie angażu solistów. Jeśli jest szefem orkiestry dętej – kroczy na jej czele jak generał – w pięknym mundurze, z błyszczącą buławą. Jeśli szefuje chórowi chłopięcemu – staje się dla dyszkancistów nadojcem, surowym, ale i opiekuńczym. W skrajnych (i, miejmy nadzieję, sporadycznych) przypadkach władza absolutna podsuwa pokusę skorzystania z okazji – okazji do psychopatycznego mobbingu, sadystycznej dominacji czy nawet zaspokajania pedofilskiej żądzy; historia pewnego poznańskiego maestra jest wciąż świeża i bolesna…

drygenci001

Ale dyrygent to nie tylko dyktator. To przede wszystkim przewodnik, jak w angielszczyźnie: „conductor” oznacza zarówno przewodnik prądu elektrycznego (a dyrygent przewodzi muzykę od orkiestry i chóru do słuchacza), jak i przewodnika „stada”, wskazującego dobry kierunek, właściwy szlak. „Conductor” to także „konduktor” – kolejarz pomagający pasażerom bezpiecznie dotrzeć do celu podróży. A czyż wykonanie utworu muzycznego nie jest podróżą i dla artystów, i dla melomanów? Jedna z zasad tej profesji brzmi: „Dyryguj gorącym sercem, chłodnym umysłem i klarownymi ruchami”.

drygenci002
Po co dyrygent?
Działanie zespołowe wymaga koordynacji. Instrumentaliści grający w duecie, trio, kwartecie czy septecie dają sobie znaki wzrokiem albo ruchem głowy i to wystarcza do zachowania porządku. Wraz ze wzrostem liczby wykonawców, głosów chóralnych, sekcji instrumentów, bogactwa faktury itd. – sytuacja się komplikuje. Trudno, by na przykład pięćdziesięciu śpiewaków stało w kole i wytykało się nawzajem palcami: „teraz ty zaczynasz”, „śpiewaj szybciej”. Potrzebny jest jeden ośrodek dowodzenia, dobrze widoczny, operujący zrozumiałymi dla wszystkich gestami, wysyłający do całego zespołu lub jego grup i jednostek sygnały ręką i mimiką.

drygenci004
Aż do XIX wieku rola protoplastów dyrygenta sprowadzała się do pilnowania równej gry. Puls utworu mógł wyznaczać jeden z członków zespołu, najczęściej klawesynista, gdyż partia basso continuo odpowiadała z grubsza zadaniom dzisiejszej perkusji. Pierwszy skrzypek również mógł mieć drugi etat jako metronom orkiestry. W dawnych teatrach operowych rolą dyrygenta mogły się dzielić dwie osoby: pierwszy skrzypek odpowiadał za prowadzenie orkiestry, podczas gdy klawesynista skupiał się na wskazówkach dla śpiewaków. Kapelmistrze dworscy, którzy nie grali równocześnie na żadnym instrumencie, stawali przed orkiestrą, tyłem do muzyków a przodem do szlachetnie urodzonej publiczności, i ciężką laską wybijali rytm o podłogę. Jean Baptiste Lully w roku 1687 prowadził koncert dziękczynny za wyzdrowienie króla Ludwika XIV. Nagle energicznie uderzył laską w palec u nogi. Wdała się gangrena, a ponieważ kompozytor nie zgodził się na amputację, zmarł.

drygenci005


W pierwszej połowie XIX wieku dyrygentami „nowoczesnymi”, nie grającymi w trakcie koncertu na żadnym instrumencie, byli znani kompozytorzy: Spohr, Weber i Mendelssohn-Bartholdy. Berlioz i Wagner, jako pierwsi, postanowili spisać swoje refleksje nad dyrygenturą.
Do pionierów traktowania pracy nad interpretacją utworu jako długotrwałego, żmudnego procesu, zakończonego koncertem, należał Hans von Bülow, zięć Liszta i przyjaciel Wagnera. To Bülow wprowadził próby dla poszczególnych sekcji instrumentalnych, aby grupa grała tak precyzyjnie i sprawnie technicznie, jak solista. Obmyślał swoją koncepcję interpretacji i aby przybliżyć ją wykonawcom, mówił nie tylko o muzyce. Dyrygent-filozof-gawędziarz o szerokich zainteresowaniach to nierzadko dziś spotykany typ w tej profesji, uwielbiany przez krytyków muzycznych, ale czy przez członków orkiestry? Z pewnością nie przez wszystkich.
Dla szefów zespołów muzyki dawnej dyrygowanie od klawesynu (Emmanuelle Ha?m) czy od violi da gamba (Jordi Savall) jest naturalnym odtworzeniem dawnej praktyki wykonawczej. Trudniejsze bywa połączenie instrumentalnej partii solowej i dyrygowania, ale i na tej niwie można odnieść spektakularne sukcesy – jak pianiści Krystian Zimerman i Piotr Anderszewski. Kompozytorzy współcześni – Lutosławski czy Penderecki – również chętnie prowadzą wykonania własnej muzyki (z czasem rozszerzając repertuar o dzieła cudze), bo  któż zna utwór lepiej niż jego autor? Dyrygentura przyciąga i wciąga.

drygenci006
Prawa ręka, lewa ręka
Ilu dyrygentów, tyle stylów dyrygowania. Nie ma żadnych reguł. Zamaszyste ruchy wcale nie muszą podrywać zespołu do lepszej czy choćby pełnej zapału gry i odwrotnie – oszczędna gestykulacja nie prowadzi automatycznie do wyważonych, subtelnych interpretacji.
Ogólnie (bardzo ogólnie i niezobowiązująco) przyjmuje się, że prawa ręka „taktuje”: pokazuje metrum, rytm i tempo, a lewa ręka „rzeźbi”: daje dodatkowe informacje na przykład o dynamice, o wejściu danego instrumentu lub śpiewaka. Wiliam Steinberg zwykł pocierać palcami lewej ręki, jakby pokazywał pieniądze, Antal Dorati kozłował lewą dłonią niewidzialną piłką, Eugene Ormandy zaciskał lewą pięść na wyłogach fraka; Yannick Nézet-Séguin stara się odsuwać lewą rękę na bok, aby nie sprawiała wrażenia granicy między nim a orkiestrą.
Niektórzy uważają, że sama prawa ręka powinna wystarczyć. Richard Strauss twierdził, że odpowiednim miejscem dla lewej ręki jest kieszeń surduta. Niektórzy sądzą, że po serii solidnych prób orkiestra poradzi sobie sama i co najwyżej potrzebuje wskazówek rytmicznych.
Walery Giergiew ogranicza aktywność rąk do dłoni, a właściwie do palców prawej dłoni, którymi delikatnie przebiera i potrząsa. Śledzenie tak ascetycznych ruchów wymaga od muzyków maksymalnej koncentracji i czujności. Giergiew wyjaśnia, że wzoruje się na technice gry fortepianowej, na tym, jak pianista wyobraża sobie kształtowanie palcami tekstury dźwiękowej (podobnie Adam Małysz mówił o wizualizacji skoku). Giergiew deklaruje się jako przeciwnik używania batuty: „Uderzanie powietrza pałką jest jak szermierka; nie sądzę, że to pomaga dźwiękowi”. Batuty nie używały takie sławy jak Leopold Stokowski, Dimitri Mitropoulos i Pierre Boulez. Nie jest ona narzędziem obligatoryjnym.

drygenci007


Dawny rulon nut, laskę i machanie smyczkiem zastąpiła pałeczka – dość krótka (25-35 cm), lekka (z bambusa, włókna szklanego, włókna węglowego, kości słoniowej) i wygodna (zakończona kulką lub „gruszką”). Pierwszy zapis o kierowaniu grą muzyków przy pomocy złotej różdżki pochodzi z VIII w. p. n. e. Dzisiejszy wygląd batuty ustalił Louis Spohr.
Leworęczni dyrygenci na ogół dzierżą batutę w lewej dłoni, reszta – w prawej. Wśród dyrygentów zdarzają się kolekcjonerzy batut. Zbierają egzemplarze wartościowe ze względu na misterne i drogocenne zdobienia lub na miejsce i osobę, która miała w swoim ręku daną pałeczkę. Kolekcję około pięćdziesięciu ciekawych okazów posiada maestro Tadeusz Strugała, który chętnie pokazuje swój zbiór na wystawach.

drygenci008

 

Ręce i batuta nie wyczerpują arsenału środków dyrygenckiego przekazu. Wyrazistym narzędziem pracy mogą być brwi (zwłaszcza srogo zmarszczone), oczy (chociaż słynny Herbert Karajan uwielbiał je zamykać), usta (sto rodzajów uśmiechów i tyleż grymasów dezaprobaty), płuca (oddychanie zgodne z rytmem utworu), stopy (dziarski przytup nie zaszkodzi), a także całe ciało rozhuśtane w rytmie muzyki. Nie każdy może sobie pozwolić na tańczenie na podium; sędziwy Sergiu Celibidache czy schorowany James Levine to przykłady „ukrzesłowienia”.
W ostatecznym rozrachunku liczy się postawa, całokształt obecności na podium – mowa ciała, która wyraża stosunek dyrygenta do muzyki i do świata. Według obserwacji Nézet-Séguina, dumnie wyprostowany i trzymający wysoko głowę Karajan manifestował dystans, poczucie wyższości, komunikowanie się poprzez wydawanie rozkazów, natomiast pochylony do przodu, elastyczny Giulini „wychodził” do ludzi, chciał służyć im i sztuce.

Kobiety dyrygentki
Jesienią ubiegłego roku głośnym echem, nie tylko w Wielkiej Brytanii, odbiła się wypowiedź Rosjanina, Wasilija Pietrienki, dyrygenta National Youth Orchestra i Royal Liverpool Philharmonic. Pietrienko stwierdził, że lepsze efekty daje współpraca orkiestry z dyrygentem płci męskiej, ponieważ ładna kobieta na podium dekoncentruje muzyków – w ich myślach pojawia się podtekst seksualny. Pietrienko próbował tłumaczyć się, że jego słowa dotyczyły atmosfery orkiestr rosyjskich. Faktycznie, w Anglii właśnie wtedy miało miejsce wiekopomne wydarzenie: oto po raz pierwszy w dziejach koncert z serii „Proms” poprowadziła dyrygentka – Amerykanka Marin Alsop, szefowa orkiestry w Baltimore. Alsop z uśmiechem wspomina swoje początki na podium. Pewien sławny kolega powiedział jej wprost: „Kobiety mogą dyrygować Mozarta, ale nie Mahlera”. Dziś autora takiego tekstu chyba pozwałaby do sądu.

drygenci009


Pod koniec XIX wieku szlak dla kobiet na podium dyrygenckim przetarły Cécile Chaminade i Ethel Smith, potem renomę zyskała Nadia Boulanger, ceniona równocześnie za umiejętności pedagogiczne w szlifowaniu młodych talentów kompozytorskich.
Kiedyś dziewczyna na studiach dyrygenckich była wyjątkiem, niemal sensacją, dziś w niektórych uczelniach muzycznych (Lipsk, Helsinki) odsetek kobiet na tym kierunku wynosi 50 %. Karierę robią nie tylko przedstawicielki Europy (np. Ewa Strusińska – po kilku latach w Anglii objęła orkiestrę szczecińską), Ameryki (Meksykanka Alondra de la Parra) i Australii (Simone Young), lecz również Azjatki, jak np. Han-Na Chang (również koncertująca wiolonczelistka) z Korei Południowej czy Nazanin Aghakhani, pierwsza kobieta dyrygentka w dziejach muzyki irańskiej.
Warto wspomnieć, że pierwszą Polką, która ukończyła studia dyrygenckie – w Wiedniu – była Anda Kitschman (1895-1967), także śpiewaczka, aktorka, dyrektorka teatrów muzycznych i kompozytorka. Tworzyła m.in. pantomimy baletowe dla młodej Poli Negri. Najbardziej znane powojenne polskie dyrygentki to Agnieszka Duczmal i Ewa Michnik, zarazem utalentowane organizatorki i menedżerki. Pierwsza stworzyła własną orkiestrę – „Amadeus”, druga prowadzi Operę Wrocławską (a przedtem Krakowską).
Finka Eva Ollikainen tak mówi o swoim sposobie budowania autorytetu wśród męskiej części orkiestry: „ Nie muszę im pokazywać, że jestem szefem, ale muszę pokazać, że znam partyturę”.

drygenci010
Edukacja i osobowość
„Diabły i anioły” – taki tytuł nosi klasyczna książka Jerzego Waldorffa o słynnych dyrygentach. Silne twórcze osobowości pozostawiają po sobie nie tylko znane nagrania, lecz również liczne anegdoty.
Arturo Toscanini powiedział na próbie: „Nie umiecie czytać? W partyturze jest napis ‘con amore’ – ‘z miłością’ , a wy co robicie? Gracie jak żonaci mężczyźni!”. Krewki Włoch siał popłoch w orkiestrze. Za niedostrojenie instrumentu groziło wyrzucenie z sali prób, za niezrealizowanie zaleceń maestra można było dostać batutą po głowie. W napadach wściekłości Toscanini łamał batutę, a jeśli giętka pałeczka nie chciała pęknąć, deptał swój zegarek.
Leonard Bernstein wystąpił raz, pierwszy i ostatni, gościnnie jako dyrygent Berliner Philharmoniker. Legendarny zespół prowadzony wówczas na co dzień przez równie legendarnego Karajana, kultywował piękno i blask dźwięku jako najwyższą wartość i cel pracy. Bernstein zaś wymarzył sobie, aby pewien fragment w IX symfonii Mahlera zabrzmiał brzydko, zgrzytliwie. Pierwszy waltornista, który miał wykonać solówkę, odmówił występu. Pół biedy, że zgodził się, aby zastąpił go student.

drygenci011


Na polskich uczelniach można studiować dyrygenturę chóralną lub symfoniczno-operową. W praktyce dyrygent powinien być przygotowany na poprowadzenie dowolnego zespołu wokalnego lub instrumentalnego, w dowolnym repertuarze, ale oczywiście specjalizacja jest nieuchronna. Dyrygent operowy musi śpiewać ze śpiewakiem – tak ujmuje to Ewa Podleś. Primadonna ujawnia, na czym polega różnica między dobrym a złym dyrygentem. Otóż dobry dyrygent ma partyturę w głowie, a zły – głowę w partyturze.
Kursy mistrzowskie dla dyrygentów (inspirowane rosyjską tradycją dyrygentury) organizuje Conductors Academy – międzynarodowe przedsięwzięcie kilku mistrzów batuty, w tym szefa Radomskiej Orkiestry Kameralnej, Macieja Żółtowskiego – stąd lokalizacja części zajęć w Radomiu.
W Nowym Sączu, przy Małopolskim Centrum Kultury Sokół zorganizowano dwuletnie Studium dla Kapelmistrzów. Celem jest uzupełnienie profesjonalnej edukacji wśród kilkudziesięcioosobowej grupy liderów dwustu lokalnych orkiestr dętych. Uczestnicy zajęć, oprócz przedmiotów typowo muzycznych, uczyli się musztry paradnej i ceremoniałów z orkiestrą.

Fascynujący dyrygenci
Postać dyrygenta jako silnej, kreatywnej osobowości, staje się bohaterem dzieł sztuki z różnych dziedzin. Pod koniec XVIII wieku powstała jednoaktowa opera Domenika Cimarosy „Il maestro di cappella” – wokalny monolog dyrygenta, który w czasie próby złości się na niesfornych muzyków. Kapelmistrz Johannes Kreisler przewija się przez pełne tajemnic i grozy opowiadania Ernsta Theodora Amadeusa Hoffmanna (I połowa XIX wieku). 

drygenci012

 


W 1978 powstał godzinny film Federika Felliniego „Próba orkiestry”, odebrany wówczas jako alegoria chaosu politycznego panującego we Włoszech: tylko silny człowiek może zaprowadzić porządek i zamienić zgraję indywidualistów w zgrany zespół. W tym samym czasie (1979) Andrzej Wajda nakręcił „Dyrygenta” – grubo ciosaną alegorię sytuacji politycznej w gierkowskim Peerelu. Wajda przeciwstawia starego łagodnego artystę młodemu brutalnemu karierowiczowi. Dwie koncepcje interpretacji symfonii Beethovena to również dwie wykluczające się wizje świata, stosunku do ludzi, do rodziny i miłości; jedna z nich po prostu umiera.

drygenci013


W starciu ze złem może nie wystarczyć batuta, nawet jeśli jest to magiczna różdżka Niebiańskiego Maestra, jak pisze Krzysztof Kamil Baczyński w wierszu „Koncert” z 1941 roku:

A dyrygent wysoki pod strop
już wywołał mosiądz waltorni,
pośród bąków wirujących trąb
ręce rosły mu coraz potworniej.
Gasły skrzypiec przepalone pochodnie,
sala z wolna falowała jak trawa
zasypana po świtu krawędź
uwiędłymi taśmami melodii.
Łkał dyrygent wysoki pod strop
zanikając coraz dalej w refren.
Pejzaż stoczył się nagle jak głowa
lejąc strugi czerwone i ciepłe.


Hanna Milewska
Źródło: HFM 10/2014

Pobierz ten artykuł jako PDF