Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

Cisza

86-87 10 2013 01m

Dźwięk – cisza – dźwięk
Cisza – dźwięk – cisza
Muzyka

 Ten wiersz, a dokładnie – haiku, napisałam kilka lat temu na konkurs z okazji Międzynarodowego Dnia Muzyki. Wygrałam konkurs i nagrodę – iPod.

Idea nie była moja. Zainspirowało mnie motto audycji legendarnego dziennikarza radiowej „Trójki”, Piotra Kaczkowskiego: „Muzyka jest ciszą, w której słychać muzykę”.

Czym właściwie jest cisza? Skoro jest tak ważna dla muzyki, dlaczego nie ma hasła „Cisza” w Encyklopedii Muzycznej PWM?
Interdyscyplinarna konferencja naukowa, zorganizowana przed rokiem w łódzkiej Akademii Muzycznej, pod tytułem: „Czy cisza jest muzyką? W stulecie urodzin Johna Cage’a”, trwała tylko jeden dzień, a temat wyczerpano w kilku referatach, z których trzy dotyczyły patrona konferencji.
Gwoli ścisłości należy wspomnieć, że w czasie obrad Szabolcs Esztényi wykonał najsłynniejszy utwór muzyki XX wieku – „4’33’’” Cage’a.

 

 

Brzmienie ciszy
John Cage (1912-92) napisał „4’33’’” na dowolny instrument, aczkolwiek pierwszym wykonawcą, w 1952, był pianista David Tudor. Partytura trzyczęściowego utworu zawiera jedyną wskazówkę dla artysty: „tacet”, czyli: „milczy”.

Zamiarem kompozytora nie było urządzenie skandalizującego happeningu w filharmonii. Nie miał też na celu oddać hołdu ciszy idealnej. Wręcz przeciwnie, Cage zamanifestował, że cisza nie istnieje. Nie istnieje cisza absolutna. Nawet kiedy instrument milczy, słychać inne dźwięki, które w istocie zawsze współistnieją z wykonywaną muzyką: skrzypnięcie krzesła, szum wiatru za oknem, szurnięcie obcasa po posadzce, oddechy publiczności itd.

86-87 10 2013 02m

wydanie utworu "4'33"

Na rok przed „4’33’’” Cage chciał doświadczyć ciszy absolutnej. Zamknął się w komorze bezechowej, ale rozczarował go fakt, że w tej sterylnej przestrzeni nadał coś słyszał – uporczywy ciąg niskich i wysokich dźwięków. Technik z Harvardu wyjaśnił, że odgłosy te generowane są przez układ nerwowy i pracę serca. Dopóki żyjemy, słyszymy samych siebie; a jeśli ktoś ma uszkodzony słuch, odbiera te wewnętrzne dźwięki jako impulsy przewodzone mechanicznie – słyszy je inaczej, ale słyszy.

Nawet kosmonautom spacerującym w przestrzeni międzygwiezdnej nie grozi horror vacui. Słyszą solo perkusyjne serca w sali koncertowej swego skafandra.
Cage nie był pierwszym artystą, który projektował utwory muzyczne bez dźwięków, chociaż na taki pomysł wpadali wcześniej raczej nie muzycy, a pisarze: Alphonse Allais, Gaston Leroux, Harold Acton. Czeski kompozytor Erwin Schulhoff w fortepianowym cyklu „Fünf Pittoresken” (1919) jedną z części oznaczył w nutach samymi pauzami.

86-87 10 2013 03m

Publikacja Urszuli Jorasz o relacjach ciszy i dźwieku

Czym jest cisza w muzyce? „Cisza jest dla utworu muzycznego tym, czym rama dla obrazu. Nie znaczy to przecież, że ściana wokół ram nie jest upstrzona grudkami tynku czy plamkami po owadach…” – pisał nieodżałowany Andrzej Chłopecki w eseju „Brzmienie ciszy” (2008). Zwracał uwagę na, wydawałoby się, rzecz absolutnie elementarną: ograniczone możliwości słuchu ludzkiego jeśli chodzi o odbiór dźwięków. Orientacyjnie jest to spektrum częstotliwości 16-20000 Hz; poza wysokością dźwięku także głośność decyduje o możliwości jego usłyszenia. Wielu odgłosów przyrody i cywilizacji po prostu nie jesteśmy w stanie usłyszeć, co nie znaczy, że nie istnieją.

Rzekoma cisza
Utwór muzyczny składa się z dźwięków i tego, co pomiędzy dźwiękami, czyli pauz. Chłopecki, pomny doświadczeń Cage’a z akustyką, nazywał pauzę „rzekomą ciszą”.
Pauzy mają specjalne oznaczenia, które mówią o ich czasie trwania; system pauz jest odzwierciedleniem sytemu nut. I tak mamy np. pauzę całonutową, półnutową, ćwierćnutową itd. Pauza generalna w partyturze oznacza milczenie wszystkich wykonawców.

W gęstym zapisie partyturowym wstawianie pauz wszędzie tam, gdzie dany instrument akurat nie gra, a wokalista nie śpiewa, może zaciemniać dyrygentowi obraz. Andrzej Panufnik, który był i kompozytorem, i dyrygentem, jako jeden z pierwszych wpadł na pomysł, aby zostawiać puste miejsca zamiast oznaczeń pauzy. Dziś stało się to standardem.

Dla wykonawcy pauza, nawet bardzo długa (kilkanaście minut), to nie czas na drzemkę czy relaks. To stanie w blokach startowych, w pulsie, w klimacie, w gotowości, choćby do zagrania paru taktów w finale symfonii. Pauza na papierze nie jest pauzą w wyobraźni. Jeśli popatrzeć na układ pauz w utworze tak, jak badamy przebieg dźwięków, można wręcz mówić o polifonii ciszy.

86-87 10 2013 04m

"Morgen" Straussa - końcowa cisza partii wokalnej

Pauza to z jednej strony – przerwa, z drugiej zaś – łącznik. To narzędzie budowania napięcia, oczekiwania. Nie wszystkie pauzy są zaznaczane przez kompozytora; przyjmuje się je za oczywistość. Najpierw – „rzekoma cisza” przed pierwszym dźwiękiem, zanim smyczek dotknie struny; zanim dyrygent machnie batutą. Przerwa między częściami symfonii – może być wręcz bolesną wyrwą dla słuchacza zanurzonego w klimacie dzieła. Odstęp między ostatnim dźwiękiem a oklaskami – to pauza wypełniona „powidokiem” dźwięku. Chłopecki wspomina: „Było to kiedyś w frankfurckiej Alte Oper, gdy wykonywano fragment teatru muzycznego Karlheinza Stockhausena z cyklu «Licht» – «Światło». Siedziałem w ostatnim rzędzie, bezpośrednio za mną kompozytor przy pulpicie reżysera dźwięku. Skończyło się. Cisza.

Znam utwór, wiem, że to koniec. Sala pogrążona według mego mniemania nazbyt długo w ciszy. Przecież trzeba zacząć klaskać – pomyślałem. I zacząłem solo, przez dobrych kilkanaście sekund solo. Deprymujące. Obejrzałem się w kierunku Stockhausena. Spiorunował mnie swym spojrzeniem. Okazało się, że słuchał ciszy po wykonaniu swego dzieła, jako znaku oddania, stopniowego zapadania się jego muzyki w słuchaczy nią obezwładnionych, a nazbyt szybka ma inicjatywa klaskania tę celebrację kontemplacji w ciszy zakłóciła”.

Przedśpiew
Według Hermana Melville’a „cisza jest jedynym głosem naszego Boga”. Dla Rainera Marii Rilkego cisza jest przekazem od Boga – jego głosem, słyszanym tylko przez poetów, którzy dawniej śpiewali (a nie tylko recytowali) własną poezję. Opiewany w „Sonetach do Orfeusza” Rilkego „Boski przedśpiew” (Vor-Gesang) to akt stworzenia i tworzenia; stworzenia świata i tchnięcia talentu w artystę. Dla artysty-śpiewaka przedśpiew jest przygotowaniem do wydania głosu; jest czasem na nastrojenie się, nadanie głosowi wysokości, barwy, siły, temperatury – to wszystko musi się odbyć w tym wyjątkowym instrumencie, jakim jest ciało (i umysł) śpiewaka, aby w ogóle mógł zacząć śpiewać.

Doskonale widać to w pieśni Richarda Straussa „Morgen!” do słów Johna Henry’ego Mackaya. Partia wokalna wchodzi z marszu, in medias res, wplata się nagle w partię instrumentalną nieprzeciętnie długiego wstępu (orkiestrowego lub fortepianowego), który trwa prawie jedną trzecią utworu. Tekst zaczyna się od „Und”, czyli, w kontekście wiersza Mackaya, „A” lub „I także” – jest to jakby kontynuacja wcześniejszej wypowiedzi, ale wcześniej nie padają żadne słowa. Muzyka maluje piękny nadmorski krajobraz o zmierzchu – to jest sceneria, którą ogląda milczący śpiewak, a kiedy wreszcie się odzywa (do osoby nieobecnej na estradzie, lecz stojącej obok niemo w świecie pieśni), jakby kontynuuje swoje wewnętrzne rozważania nad pięknem natury i planami wspólnego spędzenia następnego dnia. Opisuje spacer ku brzegowi i już czuje wielkie szczęście, które ich ogarnie. Szczęście tak wielkie, że odbierające mowę. Ostatnie słowo tekstu brzmi „Schweigen” – „milczenie” i rzeczywiście, po zamilknięciu śpiewaka resztę dopowiada niespieszna koda instrumentalna.

86-87 10 2013 05m86-87 10 2013 06m

John Cage i Karlheinz Stockhausen

O czym tu jeszcze można by pomilczeć?
O oznaczeniach wyciszania utworu (diminuendo, morendo, smorzando itd.). O utworach muzycznych z ciszą w tytule. O utworach wokalnych z ciszą w tekście („Cisza dokoła…” – tak zaczyna się popisowa aria Stefana w „Strasznym dworze” Moniuszki). O znaczących zamilknięciach kompozytorów (jak np. Szymona Laksa, który przez 15 lat po wojnie i przez ostatnie 16 lat życia nie widział sensu w muzyce). O ciszy jako ukojeniu od hałasu.

W eseju „Nasłuchując ciszy: uwagi o życiu słuchowym” (1999) amerykański pisarz Mark Slouka stwierdza: „Ze swej istoty neutralna – ani kojąca, ani drażniąca – cisza, niczym światło lub miłość, potrzebuje medium, które nada jej znaczenie; przyjmuje barwy swego gospodarza; przystosowuje się z łatwością do naszych lęków i potrzeb. Niezależnie od tego, czy jej szukamy, czy odpychamy ją d siebie, cisza jest orkiestracją współczesnej muzyki”.

Autor: Hanna Milewska
Źródło: HFiM 10/2013

Pobierz ten artykuł jako PDF