Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

W Warszawie jesienią

70-72 09 2013 01Jeden z najstarszych polskich festiwali muzycznych (starszy jest chyba tylko festiwal fortepianowy w Dusznikach), odbywa się w Warszawie co roku jesienią. Dlaczego jesienią? Ponieważ jest odpowiedzią na Praską Wiosnę (Pražské Jaro) – festiwal organizowany w Czechosłowacji (dziś: w Czechach) od 1946 roku.

Pomysł na festiwal
Festiwal praski był największą tego typu imprezą w krajach obozu socjalistycznego, a wykonywano na nim klasykę muzyki poważnej i te dzieła współczesne, których estetyka nie kłóciła się z kanonami socrealizmu. Na fali postalinowskiej odwilży dwaj młodzi twórcy, wiceprezesi Związku Kompozytorów Polskich – Tadeusz Baird i Kazimierz Serocki – wystąpili z pomysłem zorganizowania festiwalu muzyki współczesnej. Międzynarodowego, aby przynajmniej częściowo nadrobić dystans między polską i światową kulturą muzyczną. Lukę, która powstała w latach drugiej wojny i żelaznej kurtyny.
10 października 1956 w Filharmonii Narodowej pod batutą Bohdana Wodiczki zabrzmiało „Stabat Mater“ Karola Szymanowskiego, a partie solowe zaśpiewali Maria Kunińska, Krystyna Szczepańska i Andrzej Hiolski. Od śmierci Karola Szymanowskiego upłynęło wtedy 19 lat, tak więc była to muzyka wciąż nowa, par excellence współczesna. W repertuarze pierwszego festiwalu (który trwał 12 dni; mniej więcej tyle samo co następne edycje) znalazły się utwory m.in. Milhauda, Honeggera, Strawińskiego, Ryszarda Straussa, Bartóka, Martinů, a nawet Piotra Czajkowskiego (dar zaproszonej Państwowej Orkiestry ZSRR). Z polskich kompozytorów zaprezentowali swoją twórczość m.in. Lutosławski, Szeligowski, Malawski, Perkowski, Baird i Serocki, a także Wiechowicz, Kisielewski, Bacewicz, Spisak i Szałowski. Oprócz wspomnianej orkiestry sowieckiej wystąpiły tak znane zespoły, jak Wiener Philharmoniker i francuska Orkiestra RTF, a ze słynnych solistów wymienić można choćby pianistę Alfreda Brendela i skrzypków – Henryka Szerynga i Dawida Ojstracha.
Pierwszy festiwal „Warszawska Jesień“, oprócz celów artystycznych i edukacyjnych, miał promować muzykę polską. Program każdego koncertu zawierał minimum pół godziny muzyki polskiej. Niektórzy krytycy (Jerzy Waldorff, Zdzisław Sierpiński) uznali to za pieniądze wyrzucone w błoto. Ich zdaniem lepiej byłoby wysłać polskich muzyków na zagraniczne tournée lub dokonać nagrań i sprzedawać za granicą płyty z rodzimą twórczością. Przy kolejnych edycjach imprezy już nikt nie miał wątpliwości, że jest ona potrzebna i spełnia wszystkie postawione przed nią zadania.
Następny festiwal odbył się w 1958 roku, zgodnie z początkową koncepcją organizowania biennale (wracała ona zresztą jeszcze kilkakrotnie), a od 1958 już co roku jesienią Warszawa stawała się stolicą światowej muzyki współczesnej. Tylko raz odwołano festiwal – w 1982 roku, kiedy trwał stan wojenny. Nastrój panujący w środowiskach artystycznych nie sprzyjał komunistycznej władzy, która stłumiła wolnościowy zryw Solidarności, a zaproszeni goście mogliby albo ogłosić bojkot imprezy, albo wygłaszać antyreżimowe deklaracje. Z drugiej strony, polscy twórcy nie chcieli legitymizować brutalnych poczynań władzy i udawać, że nic się nie stało.
W ciągu 58 lat historii festiwalu było mnóstwo wrażeń i wzruszeń – estetycznych, osobistych, patriotycznych, a nawet politycznych.
W 1977 na „Warszawskiej Jesieni” melomani po raz pierwszy usłyszeli III symfonię („Symfonię pieśni żałosnych”) Góreckiego, największy międzynarodowy hit polskiej muzyki współczesnej. Wtedy utwór wywołał kontrowersje. Spotkał się z zarzutami epigoństwa, ale szum na pewno mu nie zaszkodził.
W 1981 wyrazicielem nastrojów „karnawału Solidarności” stał się Wojciech Kilar, który po prawykonaniu „Exodusu” dostał dwudziestominutową owację.
W 1990 bohaterem festiwalu był Andrzej Panufnik. Jedenaście jego utworów w programie i obecność za pulpitem dyrygenckim – miały choć po części nadrobić straty, które polska publiczność poniosła w wyniku emigracji tego wybitnego kompozytora i dyrygenta.
I oto w roku 2013 Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej „Warszawska Jesień” odbędzie się już po raz 56.

70-72 09 2013 03     70-72 09 2013 05

Ewolucje, rewolucje
Rozsądna proporcja między reprezentacją twórczości gości i gospodarzy jest od lat zachowywana. Repertuar imprezy odzwierciedla historię muzyki światowej i polskiej. Zawsze znajdują się w nim utwory, które – począwszy od drugiej szkoły wiedeńskiej (Berg, Webern, Schoenberg), poprzez sonorystyczne eksperymenty Stockhausena, Beria czy Bouleza – dały fundament dźwiękowej współczesności. Są też polskie prawykonania dzieł, które już zwróciły uwagę publiczności za granicą. Są i światowe prawykonania dokonań polskich kompozytorów, przy czym często powstają one na zamówienie organizatorów. Festiwal przyczynił się do popularyzacji, i w kraju, i za granicą, tzw. polskiej szkoły kompozytorskiej, czyli przede wszystkim trzech mistrzów: Lutosławskiego, Pendereckiego i Góreckiego, ale także pomysłodawców imprezy – Bairda i Serockiego, a z czasem – kolejnych utalentowanych pokoleń, z takimi nazwiskami, jak Kilar, Krauze, Sikorski, Szymański czy Mykietyn. W programach koncertów pojawiła się muzyka elektroniczna, „teatr instrumentalny” (instrumentaliści i śpiewacy są jednocześnie aktorami, a koncert zamienia się w spektakl), improwizacje i instalacje.
Przed rozpadem bloku wschodniego „Warszawska Jesień” pełniła rolę okna na świat dla kompozytorów z krajów demokracji ludowej. Tu święcili pierwsze triumfy tak sławni twórcy, jak Arvo Pärt, Alfred Schnittke, Sofia Gubaidulina i Gia Kanczeli.
O programie decyduje Komisja Programowa (wcześniej zwana Repertuarową). Od pierwszego festiwalu aż do 1993 roku zasiadał w niej Witold Lutosławski (w latach 1960-65 był przewodniczącym), a jego niepodważalny autorytet w dużej mierze decydował o kształcie imprezy. Od 1999 dyrektorem festiwalu jest kompozytor (i kontrabasista) Tadeusz Wielecki, który w momencie startu „Warszawskich Jesieni” miał dwa lata. Powiedział: „Obejmując ten festiwal, mam poczucie, że właściwie muszę tworzyć coś jeszcze raz na nowo, że nie wystarczy pielęgnowanie tradycji i doświadczenia”. A w roku 2011 mówił: „Układanie programu i dobór utworów to działanie przypominające pracę kompozytora: ma on pewien z góry powzięty plan, według którego dobiera dźwięki, barwy i rytmy. Ale jednocześnie – by uzyskać jakąś prawdę – otwiera się na nieznane i słucha intuicji. I warto chyba przypomnieć, że festiwal Warszawska Jesień nie jest po to, by coś ustanawiać, lecz po to, by tym, którzy zechcą nań przyjść, poddać coś pod rozwagę, pozostawić do indywidualnego rozstrzygnięcia”.
Za dyrekcji Wieleckiego „Jesień” bardzo się ożywiła i „rozpleniła”. Dla działań muzycznych w kilku ostatnich edycjach anektowano różne miejsca w mieście. To już nie tylko Filharmonia i Akademia Muzyczna [dziś: Uniwersytet Muzyczny], w której zwyczajowo organizowano nocne koncerty elektroniczne; to już nie tylko radiowa sala koncertowa S1, nota bene imienia Lutosławskiego. To na przykład industrialno-kosmiczna Hala Najwyższych Napięć Instytutu Energetyki, to Centralny Basen Artystyczny, Fabryka Trzciny, Królikarnia, hala sportowa OSiR Ochota, Centrum Kultury Koneser, Forum Kultury Austriackiej czy Muzeum Historii Żydów Polskich (od tego roku). Rozmaitość działań muzycznych, inwazja instalacji, projekcje wideo – to wymaga zróżnicowania kubatury i aranżacji wnętrz.
Poza tym zmienia się publiczność. Kiedyś na koncerty przychodziła elita kulturalna w garniturach, studenci lub bohema, dziś – chodzi o przyciągnięcie przede wszystkim młodzieży i dzieci. Tak, dzieci, bo jest to wychowywanie przyszłych słuchaczy, nie tylko miłośników awangardy, lecz w ogóle przyszłych melomanów. Dlatego od 2011 istnieje „Mała Warszawska Jesień”, czyli warsztaty, zabawy muzyczne, koncerty, instalacje, słowem: cały program edukacyjny adresowany do przedszkolaków i uczniów.

70-72 09 2013 02

56 = LVI
Tegoroczny Festiwal Muzyki Współczesnej „Warszawska Jesień” odbędzie się w dniach 20-28 września w kilkunastu miejscach stolicy.
W komisji, która ułożyła program, zasiadają: Krzysztof Baculewski, Szymon Bywalec, Krzysztof Droba, Magdalena Długosz, Katarzyna Naliwajek, Marta Szoka, Krzysztof Szwajgier, Krzysztof Wołek i Tadeusz Wielecki jako przewodniczący.
56. festiwal wypada w Roku Lutosławskiego, jakże silnie związanego z imprezą. Z tego względu wyjątkowego znaczenia nabiera koncert 22 września w Filharmonii Narodowej. Krystian Zimerman, wraz z orkiestrą FN pod batutą Jacka Kaspszyka, wykona „Koncert fortepianowy” Witolda Lutosławskiego, dokładnie 25 lat po polskim prawykonaniu. Zimerman odbywa obecnie światowe tournée w hołdzie Lutosławskiemu, występując z jego „Koncertem fortepianowym” z najważniejszymi orkiestrami na świecie, m.in. w Londynie, Paryżu i Berlinie. Wyjaśnia: „Tekst jest ten sam, muzyka ta sama, a ja widzę tyle detali, których wtedy nie zauważyłem. Może dlatego, że człowiek był w środku tego wszystkiego. Mówi się zawsze, że muzyka jest odzwierciedleniem duszy – rzeczywiście tak jest. Teraz słyszy się te wszystkie napięcia lat 80.; stan wojenny, to wszystko, co się działo później, upadek, praktyczne rozłożenie się naszego państwa aż do roku 1988 i całkowitej zmiany systemu w roku 1989. Koncert jest odzwierciedleniem całego tego okresu. Jest niesamowicie dramatyczny, niesamowicie smutny, pełen niewiarygodnej energii. Coś, czego wcześniej nie czułem tak wyraźnie” (wywiad dla RMF FM, styczeń 2013).
W drugiej części zabrzmi III symfonia Lutosławskiego. Będzie to powtórzenie programu sprzed 25 lat – Zimerman grał wówczas pod batutą samego kompozytora. Tak jak wtedy, po koncercie odbędzie się otwarte spotkanie artystów z publicznością.
Będziemy z zainteresowaniem obserwować tegoroczny i przyszłe festiwale i przemiany w estetyce, jak i w samej prezentacji muzyki. Oddajmy znów głos dyrektorowi Wieleckiemu: „Lecz pewna widowiskowość, nieodłącznie związana z realizacją dużych projektów, niech nas nie zmyli. Tak myślą i tworzą kompozytorzy doby obecnej. To cecha współczesności. Warszawska Jesień, dotrzymując jej kroku, niezmiennie zachowuje swą wiarygodność miejsca kultywującego sztukę bezinteresowną, niezależną, nie obciążoną aspektem komercyjnym. I każdemu, kto zawita na festiwalowe koncerty, wciąż może dać pewność, że na temat tego, co dzieje się w świecie muzyki nowej, może czuć się dobrze poinformowanym”.

Informacje i program festiwalu: http://www.warszawska-jesien.art.pl

O miejscu „Warszawskiej Jesieni” na mapie współczesnej muzyki polskiej opowiada z werwą Dorota Szwarcman w syntetycznej monografii „Czas Warszawskich Jesieni. O muzyce polskiej 1945-2007” (Wydawnictwo Stentor, 2007). W 1983 PWM wydał kronikę-album „Warszawska Jesień” w opracowaniu Tadeusza Kaczyńskiego i Andrzeja Zborskiego.

Tekst dedykuję pamięci Marii Katy (1962-2009), tragicznie zmarłej muzykolożki, śpiewaczki, dyrygentki. Dziękuję za wszystkie wspólne Warszawskie Jesienie, Marysiu.

Autor: Hanna Milewska
Źródło: HFiM 09/2013

Pobierz ten artykuł jako PDF