Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulyskrot3

W podróży przez muzykę

80-81 10 2011 01Jeśli o tej wytwórni mówi się zwykle z szacunkiem, to bez Manfreda Eichera aureola najwyższej jakości szybko by zniknęła. ECM to Eicher, a Eicher to ECM. Człowiek i jego firma, pasja i powołanie. I tak już od ponad czterdziestu lat. Jak wygląda praca tego niezwykłego producenta, można się przekonać, oglądając najnowszy film, wydany oczywiście przez ECM.

Spotykamy go w pustym pokoju, zamyślonego, spokojnego, z pewnym siebie, mądrym spojrzeniem.
To człowiek, który nie musi nic mówić, by wzbudzić zaufanie. Ale takich chwil spokoju nie ma w jego życiu wiele. Zaraz potem przenosimy się do miejsc, w których nagrywa. Z pewnością mógłby sobie pozwolić na zbudowanie własnego studia albo wynajmowanie odpowiedniej przestrzeni blisko siebie, w Monachium. Przecież żaden artysta by mu nie odmówił. Ale Eicher woli szukać idealnego brzmienia po całym świecie i nagrywać tam, gdzie wykonawca czuje się najlepiej i gdzie muzyka zabrzmi najpiękniej.


Ponad pięć lat szwajcarscy reżyserzy, Norbert Wiedmer i Peter Guyer, jeździli za Eicherem i artystami ECM-u. Przemieszczali się z Estonii do Tunezji, z Niemiec do Francji, podróżowali do Danii, Grecji, Argentyny i innych zakątków świata. Efektem jest film, który wciąga i zaskakuje. Pełen muzyki brzmiącej zarówno w zabytkowym kościele w Tallinie, jak i w starej operze we Frankfurcie czy nowoczesnym studiu w Kopenhadze. Muzyki różnej, choć zawsze takiej, w której natura dźwięku, zmienność brzmienia, złożoność struktury i wypełnianie przestrzeni stanowią wartość nie mniejszą niż rytm, melodia i harmonia. Ta cecha wyróżnia artystów i kompozytorów nagrywanych przez Eichera. Wyboru dokonuje w biurze, w niepozornym budynku blisko autostrady MonachiumLindau. Znalezienie tabliczki z nazwą firmy zajmuje nowemu gościowi sporo czasu. Jest skromnie ukryta za wielkim bannerem nad wejściem do sklepu „nie dla idiotów”. Sprzęt grający w biurze Eichera także zaskakuje. Nie ma tam nic, co można by uznać za prawdziwie audiofilskie urządzenia. Najwyraźniej ucho mistrza jest w stanie usłyszeć więcej niż pokazuje jego sprzęt i przy pomocy wyobraźni dopowiedzieć brakujące szczegóły.
Jak wygląda jego praca przy nagraniu? Na pewno niezwykle dyskretnie i elegancko. Wkracza tylko wtedy, gdy trzeba. Zwykle trzyma się z tyłu. Uważnie słucha i analizuje. Pozwala artystom, by w spokoju oddali się pasji tworzenia, a reżyserowi nagrania na ustawienie hebli tak, jak on zechce. Ale do czasu. Gdy przychodzi moment odsłuchu materiału, Eicher spokojnie sugeruje poprawki. Krótkimi zdaniami, albo jednym przekręceniem potencjometrów dokonuje cudów. I nikt mu tego nie broni. Pracujący z nim artyści w pełni mu ufają. Dobrze wiedzą, że dzięki Eicherowi efekt będzie znakomity. Jest dla nagrania niczym anioł stróż i tak pokazano go w filmie. Nie stanowi jedynej i najważniejszej postaci. Widzimy go, jak przechadza się po studiu, rozmawia z muzykami i podróżuje. Do kamery mówi niewiele. Za niego wypowiada się muzyka i ludzie, którzy powierzyli ECM-owi reprezentowanie swojej twórczości.

80-81 10 2011 02     80-81 10 2011 03

Wśród artystów, których praca została uwieczniona w filmie, znaleźli się: Arvo Pärt, Eleni Karaindrou, Dino Saluzzi i Anja Lechner, Anouar Brahem, Gianluigi Trovesi i Gianni Coscia, Marilyn Mazur, Nik Bärtsch’s Ronin, Kim Kashkashian i Jan Garbarek. Wszyscy mają indywidualny dźwiękowy świat. Eicher ich zebrał i połączył. Wraz z najlepszej klasy dźwiękowcami stanowią klucz do sukcesu i źródło legendy jego wyjątkowej wytwórni. Film „Sounds and Silence” nie zdradza wszystkich rozdziałów tej opowieści. Ale już wybrany jej fragment wystarczy, by podejść do półki z płytami i wyszukać charakterystyczne okładki z logiem ECM-u. A potem słuchać i pytać samego siebie – jak on to zrobił? Jak dostrzegł tyle szczegółów? Jak sprawił, że cisza nabrała brzmienia? Magia legendy? Nie. Wyraz pasji, poświęcenia i ogromnego talentu.

Autor: Maciej Łukasz Gołębiowski
Źródło: HFiM 10/2011

Pobierz artykuł jako PDF