Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulylista3

 

Prince wygrał!

94-96 11 2011 01Już sam fakt, że zdecydował się zagrać na żywo, stanowił wydarzenie. Jeszcze bardziej zaskoczył tym, że przyjechał na koncert do Europy. Natomiast to, że wybrał właśnie Gdynię, nie śniło się nawet największym optymistom. A jednak zagrał!

"Będę grał długo, bo kocham ten utwór” – powiedział, kiedy już publiczność rozpoznała rozbudowaną przygrywkę do „Purple Rain”. Odpowiedziały mu gromkie brawa. Działo się to na zakończenie głównej części występu, po której Prince wrócił na scenę jeszcze cztery razy. Tyle bisów rzadko się zdarza. „Mógłbym grać całą noc” – oznajmił, kiedy po raz kolejny wyszedł do publiczności. Był ubrany w złoty, obcisły kostium, rozświetlany blaskiem jupiterów. Mimo że pogoda nie rozpieszczała – było chłodno, choć na szczęście nie padało – ludzie zgromadzeni na lotnisku Kosakowo w Gdyni nie odczuwali zimna. Atmosfera panowała tak gorąca, że organizatorzy musieli ratować najbardziej rozpalonych i spragnionych wodą.
Prince to artysta z muzycznego szczytu. Ma na koncie siedem nagród Grammy, Oscara, sprzedał ponad 100 milionów licznych albumów i singli, a w 2004 roku został przyjęty do Rockandrollowej Izby Sławy (Rock and Roll Hall of Fame). Pozazdrościć!

Czytaj więcej...

Pina Bausch - Od tańca do teatru

84-87 11 2011 01To trzy miasta najbardziej uprzemysłowionego landu Niemiec – Nadrenii Północnej-Westfalii. Odległość między Solingen a Essen wynosi 32 kilometry, między Essen a Wuppertalem – 24 km, między Solingen a Wuppertalem – zaledwie 10 km.

W krajobrazie przemysłowym
W Solingen urodziła się i wychowała. W Essen zdobyła wykształcenie i pierwsze doświadczenia zawodowe. W Wuppertalu – stworzyła dzieło życia: Teatr Tańca. Tanztheater Pina Bausch to wizytówka Wuppertalu i towar eksportowy całego landu. Solingen słynie dziś nie tylko z produkcji ostrych, nierdzewnych noży, lecz z faktu, że tu urodziła się Philippine „Pina” Bausch, 27 lipca 1940, a więc w drugim roku II wojny światowej.
Była najmłodszym z trojga dzieci małżeństwa, które prowadziło zajazd i gospodę. Nieśmiała dziewczynka spędzała całe godziny w restauracji, pomagając rodzicom i obserwując gości. Nie lubiła mówić, swoje myśli i uczucia wolała wyrażać ruchem, tańcząc do muzyki, która płynęła z radia lub patefonu. A cóż mogło rozbrzmiewać w podrzędnym lokalu? Zapewne łzawe niemieckie przeboje z lat 30. i 40 – walczyki, tanga, fokstroty. Jako dojrzała artystka nieraz będzie sięgać do tej muzyki.

Czytaj więcej...

Heinrich Wilhelm Ernst - Niesłusznie zapomniany wirtuoz

76-78 12 2011 01Historia nie dla wszystkich wielkich muzyków bywa łaskawa. Pisząc dużo i ciepło o Henryku Wieniawskim, warto wspomnieć o innym genialnym wirtuozie skrzypiec, o którym pamięta dziś niewielu melomanów.

 

Trudno powiedzieć, dlaczego Heinrich Wilhelm Ernst nie ma dziś konkursu swojego imienia, ani setek płyt ze swoimi utworami. Być może nie przyszedł jeszcze jego czas? To, co dzieje się obecnie z twórcami baroku dzięki odkryciu na nowo Bacha, a później w 1930 roku Vivaldiego, nie jest jeszcze dane artystom XIX-wiecznym. Nie pasjonują się nimi muzykolodzy; nie próbują poszukiwać ich utworów wybitni instrumentaliści. Z tamtego czasu znamy wciąż te same nazwiska, które przetrwały dziejowe burze. Pomijając największych geniuszy, publiczność zna i podziwia takich twórców jak Anton Rubinstein, Josef Gabriel Rheinberger czy Carl Reinecke, ale już kompletnie nic nie wie o artystach takich jak Hans Rott, który zmarł w wieku 25 lat, popadając wcześniej w obłęd, a którego symfonie wyprzedzały swoją wielkością utwory Mahlera. Nawet wspominany kiedyś na naszych łamach Charles Alkan wciąż czeka na należne mu miejsce wśród największych. Do grona niesłusznie zapomnianych można zaliczyć także Heinricha Wilhelma Ernsta.

Czytaj więcej...

Henryk Wieniawski – Skrzypmistrz z Lublina

72-75 12 2011 01„Żar i płomień! Gdyby takich Wieniawskich było wielu, to by trzeba na nich zawołać: ostrożnie, szaleńcy! Ziemia zgorzeje!”

(Z recenzji występu Henryka Wieniawskiego, 1860)

 

Cudownie dojrzałe dziecko
Przypadek Henryka Wieniawskiego, a także jego brata, Jozefa, potwierdza słuszność powiedzenia, że talenty nie rodzą się na kamieniu. Ziarno musi paść na żyzną glebę, aby wydać owoc. Matka, Regina, córka warszawskiego lekarza i pianistka amatorka, potrafiła odkryć zdolności muzyczne chłopców i troskliwie opiekować się nimi w latach nauki i początków kariery. Wuj, Edward Wolff, pianista i kompozytor osiadły w Paryżu, przecierał im szlaki w stolicy Francji. Ojciec,

Czytaj więcej...

Muzyka ekstremalna „Made in Poland”

68-71 12 2011 01O tym, że ekstremalne gitarowe granie jest jedynym nurtem polskiego rocka eksportowanym na Zachód, wiadomo nie od dziś. Grupy z kręgu muzyki ciężkiej i hałaśliwej, okraszonej niepokojącym tekstem, wykrzyczanym zniekształconym głosem zwanym „growlingiem”, od blisko dwóch dekad liczą się w świecie. Vader, Decapitated i Behemoth stanowią prawdopodobnie jedyne rozpoznawalne polskie muzyczne marki na zagranicznych rynkach. Mają swoich fanów w USA, Japonii oraz Skandynawii.

 

Do niedawana wysokonakładowe media ignorowały ich istnienie. Zmiana następuje powoli i wciąż łatwiej spotkać na warszawskiej ulicy nastolatka w koszulce Vadera niż usłyszeć tę grupę w radiu. Coś jednak zaczyna się dziać. W głównej mierze jest to zasługa jednego zespołu, a nawet stojącego za nim jednego człowieka. Mowa o Adamie Darskim, znanym lepiej jako Nergal, liderze grupy Behemoth.

Czytaj więcej...

Śpiewaczy los - Irena Jurkiewicz

74-76 02 2012 02Co robi milczący śpiewak?
Kariera śpiewaka operowego (i właściwie każdego, kto zarabia na życie śpiewaniem) jest jak stąpanie po kruchym lodzie. Śpiewak wciąż drży, że straci głos – w wyniku choroby, stresu, ciąży czy choćby drakońskiej diety odchudzającej. Śpiewak może zniszczyć głos, wykonując nieodpowiedni repertuar. Może nie otrzymywać propozycji występów w najlepszych dla siebie latach. Może stanąć przed koniecznością odrzucenia angażu, który otworzyłby drogę na prestiżowe sceny. A jeśli nawet śpiewak nieprzerwanie ma stosowne propozycje i występuje z sukcesem, co po nim zostaje? Płyty, nagrania radiowe – ale przecież dorobek fonograficzny mają tylko nieliczni. Publikacje prasowe, książki, fotografie? Wydawałoby się, że to oczywiste ślady kariery, zwłaszcza najsłynniejszych. Jakież więc było nasze zdziwienie, kiedy w trakcie zbierania materiałów do artykułu o jednej z najznakomitszych polskich śpiewaczek II połowy XX wieku, Stefanii Wojtowicz, ze świecą szukaliśmy fotografii, która nadawałaby się do reprodukcji; jedyna monografia książkowa, o objętości broszurki, pochodziła z 1961 roku, a i wybór treściwych tekstów prasowych był mizerny. Co zostaje po śpiewaku, jeśli rodzina i przyjaciele nie przechowają pamięci o nim?

Czytaj więcej...