Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulylista3

 

Jak słuchać?

Koncepcja muzyki od wieków wymyka się próbie jednoznacznej definicji. Etymologia słowa jest jasna: jest to forma sztuki lub nauki kontrolowanej przez Muzy. Nie wiem, co to znaczy, ale się domyślam. W średniowieczu muzyka była pełnoprawnym członkiem nierozerwalnego kwartetu, obok arytmetyki, geometrii i astronomii.

To były złote czasy. Pomijając wojny, inkwizycję, tortury, choroby zakaźne, biedę i głód, muzyka odgrywała fundamentalną rolę w doświadczaniu życia.
Bardziej współczesne próby definiują muzykę jako „zorganizowane dźwięki”. Dla większości jej miłośników uszy są głównymi sensorami odpowiedzialnymi za percepcję dźwięków. Odczuwanie muzyki nie jest jednak ograniczone do percepcji audio. Muzyki można doświadczać także zmysłem dotyku. Jeżeli przyjmiemy, że słuch jest jedynie wyspecjalizowaną formą dotyku, uzmysłowimy sobie, że można „słyszeć” stopami, palcami i całym ciałem. Dźwięki są m.in. wibrującym powietrzem, które przenoszone na membranę uszną uruchamia kaskadę sygnału. Ten z kolei, po konwersji na sygnały elektryczne, jest przekazywany do mózgu do obróbki i końcowej interpretacji emocjonalnej. Możemy sobie łatwo wyobrazić, że powierzchnia ciała może stanowić alternatywną ścieżkę komunikacji pomiędzy światem dźwięków a świadomą przyjemnością odbioru lub generowania muzyki.

Czytaj więcej...

Pali się!

„Budynek, w którym mieści się kabina bezechowa składa się z dwóch pomieszczeń. Pierwsze z nich to zewnętrzne o wymiarach 14,9x17,9x15,3 m i objętości 4080 m³, którego ściany o grubości 30 cm wykonano z betonu i usadowiono na specjalnym fundamencie. Drugie, mieszczące się wewnątrz pierwszego, ma wymiary 11,7x14,7x11,7m i objętość 2012 m³. Ściany o grubości 30 cm postawiono również na betonowych fundamentach i wytłumiono z zewnątrz pianką poliuretanową o grubości 20 cm. Waga kabiny wynosi 700 ton i osadzono ją na 52 zestawach amortyzatorów po 10 sprężyn każdy. Wewnętrzne powierzchnie charakteryzują się bardzo wysokim współczynnikiem pochłaniania dźwięku 0,99 w możliwie najszerszym zakresie częstotliwości. Został on osiągnięty dzięki elementom dźwiękochłonnym, jakie stanowią kliny z pianki poliuretanowej o długości 1,65 m. Właściwie zaprojektowana i wykonana izolacyjność kabiny gwarantuje bardzo niski poziom szumów własnych, około 15 dB. O wartości tej decyduje nie tylko grubość ścian i fundamentowanie całego budynku, ale również wykonanie otworów wentylacyjnych, kablowych i drzwiowych. Wymagane warunki pracy związane z utrzymaniem odpowiedniej temperatury i wilgotności uzyskuje się za pomocą układu klimatyzacyjnego.”

Czytaj więcej...

Pan Samochodzik i dumna Dunka

Jak wszyscy wiedzą, znany polski superbohater, Pan Samochodzik, prowadził nieuregulowane życie uczuciowe. Niemal każda książka o jego przygodach kończyła się sceną z dłonią jakiejś pięknej kobiety w jego dłoni, a w kolejnym tomie nie było już nawet śladu po biedaczce. Co się działo w międzyczasie, wiedział tylko autor.

Doszedłem do wniosku, że Pan Samochodzik konsumował kolejne związki pomiędzy oficjalnymi przygodami, a potem się z nich jakoś wywijał. Postanowiłem w miarę możliwości uzupełnić luki w biografii naszego ulubionego bohatera. Przed Państwem odcinek zrekonstruowanych międzyprzygód Pana Samochodzika. Oczywiście do lektury zachęcam wyłącznie osoby, które ukończyły 18. rok życia.
Gdy nawiązywałem nie pozbawiony elementów gry intelektualnej romans z piękną Karen Petersen, nie przypuszczałem, że w mojej wybrance tkwi demon. Choć z drugiej strony, pewne objawy dały się zauważyć, jeśli ktoś umiał patrzeć. Zainteresowanie techniką motoryzacyjną, opowiadanie, ile cylindrów ma lincoln papy Petersena, liczenie tychże cylindrów w moim wehikule, potem odejmowanie tych dwóch liczb od siebie… Powinno mnie to ostrzec, byłem jednak ślepy jak mucha łątka jednooczka, znana z lecenia na oślep, w dodatku z przechyłem na jedną burtę.

Czytaj więcej...

Grająca bieda

Podobno kryzys hula strasznie. Ludzie boją się wydawać pieniądze, bo nie wiedzą, co będzie jutro. Z tego powodu bankrutuje mnóstwo firm. Liczby idą w tysiące, a może nawet dziesiątki tysięcy. A jak jest w naszej branży?

Ostatnio zrobiliśmy sobie objazd po dystrybutorach i sklepach. Oczywiście, wszyscy narzekają: „Tak źle to jeszcze nie było”, „Ludzie przestali kupować cokolwiek”. Do narzekań akurat jestem przyzwyczajony, bo je słyszę od zawsze. Jest to nawet pewien model konwersacji z interesem w tle. Zapewne znacie te rozmowy telefoniczne, zaczynające się od „Co słychać?”. Potem wymiana grzeczności, a na koniec: „Nie pożyczyłbyś mi dwieście złotych?”. Kultywując ten schemat na co dzień, przynajmniej w tak zwanych towarzyskich stosunkach, staram się go odwrócić: „Mam do Ciebie sprawę, a potem powiesz mi, co słychać”. Tak mi się wydaje zdrowiej.

Czytaj więcej...

Zanim zaczniecie czytać

Test słuchawek, który macie przed oczami, przekazujemy z zadowoleniem, ponieważ dołożyliśmy wszelkich starań, aby był przeprowadzony rzetelnie, jak najbardziej obiektywnie (choć każda opinia jest przecież subiektywna) i na bazie doświadczeń redakcji miesięcznika „Hi-Fi i Muzyka”, działającego od 1995 roku.

Zespół dokonujący odsłuchów składał się z trzech osób, chociaż były też brane pod uwagę opinie innych autorów, na stałe współpracujących z tytułem. Kompendium powstało na bazie kilkumiesięcznych testów, wykonanych w przemyślany i starannie przygotowany sposób.
Wszystkie słuchawki były traktowane demokratycznie, to znaczy – nie wyodrębnialiśmy tanich, drogich, dousznych, nausznych oraz zamkniętych i otwartych. Dlatego też nie pozostaliśmy przy zaleceniach producentów, choć braliśmy je zawsze pod uwagę. Na podziały znaleźliśmy miejsce dopiero w rankingu.

Czytaj więcej...

Nowe rozdanie

Jeśli wziąć pod uwagę, że „gdzie dwóch Polaków, tam trzy zdania”, trudno się dziwić, że i co do kryzysu zdania są podzielone. Jedni twierdzą, że dusi nas jak ta lala, i że to, co uważamy za wiosenną ruń zieloną, to wywalony agonalnie język Polski, a dlatego zielony, że agonia miała miejsce już dość dawno temu.

Inni (zwłaszcza ci, co mieli przyjemność z musu być partycypantami wdrażania kolejnych etapów tzw. reformy gospodarczej w latach 80.) twierdzą, że tym pierwszym w głowach się przewróciło i że w istocie żyjemy w umiarkowanym, ale jednak dobrobycie. Oczywiście, na co dzień interesują nas te kwestie ogromnie, ale przecież nie raz w miesiącu, gdy ukazuje się numer naszego magazynu. W tym dniu interesuje wszystkich w Polsce głównie tematyka hi-fi. Taki jest nasz wpływ na opinię publiczną.
Jak się zatem mają te kryzysy-niekryzysy do produkcji i rynku hi-fi w Polsce i jak tym negatywnym zjawiskom zaradzić? Produkcja sprzętu stereo w Polsce jest trochę dziwna.

Czytaj więcej...