Serwis wykorzystuje pliki cookies

które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Hi-Fi.com.pl przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz. Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.

Zrozumiałem

HFM

artykulylista3

 

Jedyna opera Czajkowskiego

hifi1214008Treść erraty dołączonej do programu teatralnego: „W programie na str. 30 omyłkowo zamieszczono zdjęcie Piotra Czajkowskiego”.




Czajkowski i Tchaikowsky
W kontekście muzycznym nazwisko „Czajkowski” kojarzy się automatycznie z osobą Piotra Czajkowskiego, XIX-wiecznego kompozytora rosyjskiego. Andrzej Czajkowski (1935-1982) nie lubił twórczości Piotra i jako pianista odżegnywał się od jej wykonywania, mimo że jego amerykańskiemu menadżerowi marzył się na afiszu wielki napis: „Czajkowski gra Czajkowskiego”. Tenże menadżer zmienił imię i nazwisko swojemu gwiazdorowi i tak Andrzej Czajkowski (laureat VIII nagrody na Konkursie Chopinowskim 1955 i III nagrody na Konkursie Królowej Belgijskiej 1958) stał się André Tchaikowskym.

Tyłem do publiczności

drygenci003„…dlaczego zawód dyrygenta tak mi się zawsze podobał: otóż dlatego, że można go uprawiać do samej śmierci, a nawet im jest się starszym, tym robi się to lepiej. Jest w tym zatem pochwała życia samego w jego całej rozciągłości, jego niewyczerpania, które możemy przeciwstawić szybkiemu wyczerpywaniu się talentów gwiazd rocka, sportowców i innych tego typu „młodzieżowych” zawodów. Jestem stary i właśnie dlatego jestem świetny, mówią nam dyrygenci, i to w nich właśnie najbardziej podziwiam, tego im wręcz zazdroszczę.”

Adam Wiedemann, „Dwutygodnik” 130/2014

 

Wdzięk czy stare pudła?

piano hfm072014001Z okładek płyt dowiemy się, że pianiści grywają na fortepianie oraz na pianoforte, fortepiano, na hammerflügelu lub hammerklawirze, fortepianie tangentowym, a nawet „klawesynie piano i forte”.

Fryderyk Chopin, donosząc 12 grudnia 1831 o swych pierwszych występach w Paryżu, pisał Tytusowi Woyciechowskiemu: „prócz tego gram z Kalkbrennerem na 2 fortepiany z akompaniamentem 4 innych jego Marsza suivie d’une Polonaise. Jest to szalona myśl. Jeden jest ogromny pantalion, który się Kalkbrennerowi należy, a drugi malutki monokordny, ale donośny jak dzwoneczki żyrafek, co do mnie należy, a tamte cztery duże jak orkiestra”.

Niech zawsze ktoś na nich gra

82-84 01 2014 01Zadany nam na dziś temat brzmi: „zapomniane instrumenty”. Ale cóż to właściwie znaczy? Czy chodzi o instrumenty z wykopalisk, na przykład w Afryce czy Ameryce Południowej? Proste instrumenty używane w dawnych rytuałach religijnych, uroczystościach i zabawach? Instrumenty, które odeszły do historii wraz z kulturą, której służyły?

Przyjrzyjmy się choćby jednemu z najpopularniejszych instrumentów starożytnej Grecji – aulosowi. To dwie piszczałki połączone u góry, dzięki czemu można jednocześnie dmuchać w oba stroiki, ale przebierać palcami na każdej z piszczałek niezależnie. Czy ktoś produkuje dziś aulosy, gra na nich? Na pewno znajdą się specjaliści muzykolodzy czy miłośnicy cywilizacji antycznej, ale czy aulos stale gości na estradach koncertowych, w kanałach orkiestrowych, programach szkół muzycznych, nagraniach? Nie. Słowo „aulos” występujące w nazwach formacji muzycznych (Kameralny Zespół Muzyki Dawnej „Aulos” z Białegostoku, Kwartet Aulos z Poznania) jest mylące.
Jak brzmiał aulos w czasach Homera? Jak brzmiał epigonion? A jak salpinks? Historycy, muzykolodzy, inżynierowie i informatycy (m.in. ze słynnego europejskiego ośrodka badawczego CERN) połączyli siły, aby to zbadać, a odtworzywszy dźwięki całej grupy antycznych instrumentów, pragną sformować Orkiestrę Zagubionych Dźwięków. Od pomysłu do realizacji projektu upłynęło czterdzieści lat – lat oczekiwania na szybsze komputery.
Aulos podzielił los wielu instrumentów, które wypadły z głównego nurtu kolejnych epok w dziejach muzyki. Psałterium, gemshorn, basethorn, fidel kolanowa, teorban, flet traverso, portatyw, wirginał, harmonika, baryton, cynk, sackbut… Nazwy można mnożyć – były używane w kapelach dworskich i klasztornych w wieku XIV, XV oraz XVI, ale do połowy XIX, do czasu ustalenia współczesnego składu orkiestry symfonicznej, słuch o nich zaginął. Ostatnie kilkadziesiąt lat to rosnące zainteresowanie muzyką dawną, a więc także zmartwychwstanie instrumentów – budowanie kopii zabytkowych okazów lub nowych egzemplarzy na podstawie rycin i opisów.

Zdrowie, choroba, muzyka

70-72 12 2013 01
W numerze 6/2013 naszego miesięcznika ukazał się esej Macieja Łukasza Gołębiowskiego „Muzyk – zawód wysokiego ryzyka” . Na przykładach znanych muzyków, grających na różnych instrumentach, autor udowodnił, że długoletnie uprawianie muzyki i forsowanie określonych grup mięśni oraz układu oddechowego prowadzi do chronicznych chorób zawodowych i kontuzji trudnych do wyleczenia.

„Muzyka a zdrowie; muzyka a choroba” – to temat rzeka. Na rozmaite dolegliwości cierpią nie tylko instrumentaliści, lecz także śpiewacy, dyrygenci i kompozytorzy. Ba, całe instytucje muzyczne.
Nieustającą, w końcu przegraną, walką z chorobą płuc było życie Chopina. Aż dziw bierze, że tak aktywny twórczo, pedagogicznie i towarzysko mógł być ktoś, kto pisał w liście z Majorki o konsylium lekarskim: „… 3 doktorów z całej wyspy najsławniejszych: jeden wąchał, com pluł, drugi stukał, skądem pluł, trzeci macał i słuchał, jakem pluł. Jeden mówił, żem zdechł, drugi – że zdycham, trzeci – że zdechnę”.




Cisza

86-87 10 2013 01m

Dźwięk – cisza – dźwięk
Cisza – dźwięk – cisza
Muzyka

 Ten wiersz, a dokładnie – haiku, napisałam kilka lat temu na konkurs z okazji Międzynarodowego Dnia Muzyki. Wygrałam konkurs i nagrodę – iPod.

Idea nie była moja. Zainspirowało mnie motto audycji legendarnego dziennikarza radiowej „Trójki”, Piotra Kaczkowskiego: „Muzyka jest ciszą, w której słychać muzykę”.

Czym właściwie jest cisza? Skoro jest tak ważna dla muzyki, dlaczego nie ma hasła „Cisza” w Encyklopedii Muzycznej PWM?
Interdyscyplinarna konferencja naukowa, zorganizowana przed rokiem w łódzkiej Akademii Muzycznej, pod tytułem: „Czy cisza jest muzyką? W stulecie urodzin Johna Cage’a”, trwała tylko jeden dzień, a temat wyczerpano w kilku referatach, z których trzy dotyczyły patrona konferencji.
Gwoli ścisłości należy wspomnieć, że w czasie obrad Szabolcs Esztényi wykonał najsłynniejszy utwór muzyki XX wieku – „4’33’’” Cage’a.