hfm.pl
Wtorek 07 wrzesnia 2010 roku                                                             50 użytkowników online      
Wyszukiwarka
Google


Ustaw www.hfm.pl
jako stronę startową

Ankieta

Relacja z High Endu w Monachium jest:

[198] znakomita
41 %

[116] dobra
24 %

[87] taka sobie
18 %

[80] do niczego
17 %

Archiwum wyników ankiet
 





Promocje
 



NAJLEPSZE SAMPLERY AUDIOFILSKIE
ZA 1 ZŁ.
 
 



KOSZULKI HI-FI i MUZYKA  
 




BMN - dwukrotny zwycięzca testu w HI-FI i Muzyka
 
 

STUDIO PRO
 
 

Promocja płytowa
Hi-Fi i Muzyki
 
       
 
Artykuły

 
 
Synkopowana historia muzyki polskiej. Józef Koffler ? dwanaście tonów do Europy
Numer: 141



"Styl w dwunastotonowości nie zależy od techniki, tylko od indywidualności twórczej i jej stosunku do środków wyrazu." Józef Koffler

Od Stryja do Wiednia
Miasto Stryj leży nad rzeką Stryj - dopływem Dniestru w zachodniej Ukrainie, 70 km na południe od Lwowa. Pod koniec XIX wieku należało do Monarchii Austro-Węgierskiej; w jednej trzeciej zamieszkiwali je Polacy, w jednej trzeciej - Żydzi, jedną piątą kilkunastotysięcznej populacji stanowili Ukraińcy, a resztę - Rosjanie, Niemcy i jeszcze kilka innych narodowości z tygla środkowoeuropejskiego.
Rodzina kupca Hermanna Kofflera wyznawała judaizm, a mówiła po polsku. Wszystkie dzieci przejawiały talenty artystyczne. Józef (urodzony 28 listopada 1896) i jego młodsza siostra grali na fortepianie; najmłodszy brat pisał wiersze. Co najmniej od 12. roku życia Józef komponował, a oprócz nauki gry na instrumencie rodzice opłacali mu prywatne lekcje harmonii i kontrapunktu. Po maturze w 1914 wyjechał do Wiednia, aby studiować, jak na potomka szanowanej mieszczańskiej rodziny przystało, prawo. Ale kontynuował też edukację muzyczną. Zapisał się na zajęcia z harmonii, kontrapunktu i historii muzyki, a wśród jego profesorów znaleźli się m.in. Hermann Grädener, Guido Adler i Wilhelm Fischer.
W połowie drugiego roku studiów Koffler ostatecznie zrezygnował z prawa, wybrał wydział filozoficzny, a na nim kierunek muzykologiczny. Trwała już I wojna światowa, dostał więc powołanie do wojska austriackiego i służył w nim do roku 1918. W plecaku niósł swoistą buławę - podręcznik ?Harmonielehre? Schoenberga. Będzie jeszcze o tym mowa.
Kiedy Polska odzyskała niepodległość, Koffler natychmiast zaciągnął się do wojska polskiego. Walczył z bolszewikami i trafił do niewoli. Przyjął polskie obywatelstwo. Dopiero jesienią 1920 roku wrócił do Wiednia na studia, stawiając sobie trudny cel: doktorat. W lipcu 1923 obronił pracę na temat "Über orchestrale Koloristik in den symphonischen Werken von Felix Mendelssohn-Bartholdy". Egzamin ustny składał z literatury polskiej (ocena dobra), muzykologii i filozofii (ocena dostateczna). Recenzenci rozprawy doktorskiej, Guido Adler i Robert Lach, ocenili ją na "genügend" (dostatecznie).
W czasie studiów i tuż po nich Józef pracował w wiedeńskich teatrach jako korepetytor i dyrygent. Wtedy poznał ucznia Schoenberga, Albana Berga, zwolennika atonalności, praktyka dodekafonii, który zarabiał na życie w podobny sposób jak Koffler. Wybór Wiednia jako miasta formującego osobowość twórczą młodego człowieka zaważył na całej karierze Kofflera. Rówieśni mu muzycy jechali po wiedzę raczej do Paryża i o ile nawet byli zainteresowani atonalnością, nie kusiła ich technika propagowana przez Schoenberga i jego uczniów - dodekafonia.

Wakacyjny kompozytor
W 1924 Koffler zamieszkał na stałe we Lwowie i zatrudnił się w Konserwatorium Polskiego Towarzystwa Muzycznego. Wykładał tam harmonię, formy muzyczne, instrumentację i kompozycję atonalną. Dwa lata później wydał w Lipsku (wydawnictwo Benjamin) "40 polskich pieśni ludowych" na fortepian.
Anonimowy publicysta tak opisywał sytuację zawodową Kofflera: "Niestety, praca szarego dnia odrywa kompozytora od całkowitego poświęcenia się twórczości. Żmudna praca pedagogiczna nie pozwala na całkowite wytężenie sił i woli w kierunku kompozycji. W duszy kompozytora przez rok cały gromadzi się zapas pomysłów melodyjnych i harmonicznych, które dopiero w czasie 10-12 tygodniowego letniego wypoczynku [?] na papier przelewa i utrwala."
Podobno (tak przypuszcza biografka kompozytora, Marzanna Pluta-Kotyńska) z czasów służby wojskowej Kofflerowi pozostała słabość do orkiestr wojskowych. Od 1925 pisywał w dwutygodniku "Muzyk Wojskowy", wydawanym w Grudziądzu. Kilkakrotnie był jurorem konkursów orkiestr wojskowych. Ale te zainteresowania nie znalazły odzwierciedlenia w twórczości własnej. W przeciwieństwie do Mahlera, Koffler nie wplatał w swoje utwory dziarskich marszów i hejnałów. Nie faworyzował też instrumentów dętych.

Żona i syn
Ożenił się w wieku 32 lat z młodszą o osiem lat Różą Roth, córką lekarza, panną o świetnym wykształceniu. Ukończyła ona romanistykę na lwowskim uniwersytecie, spędziła ponad rok w Paryżu, szlifując język, zrobiła doktorat. Po ślubie nie pracowała zawodowo. Przyjaciółka tak ją wspomina: "Nieśmiała, małomówna i skromna, nie lubiąca dużych przyjęć, zakochana w mężu. Bardzo muzykalna i osłuchana. Typ kobiety pięknej i interesującej, zwracającej uwagę urodą: zielone oczy, czarne, gładko uczesane włosy, piękne zęby. Zawsze elegancka i bardzo zrównoważona". Alan, jedyne dziecko kompozytora, urodził się po 10 latach małżeństwa, prawdopodobnie w Anglii, podczas wyjazdu Kofflerów związanego z wykonaniem III symfonii kompozytora w Londynie.

Na skraju Europy
Chociaż przed wojną Lwów należał do najważniejszych ośrodków kultury w Polsce, nie dorównywał znaczeniem Warszawie, a co dopiero Wiedniowi, Berlinowi czy Paryżowi. Ale Koffler (podobnie jak ówczesna rodzima elita intelektualna) starał się dotrzymywać kroku najnowszym europejskim prądom. Przez pewien czas przewodniczył lwowskiemu oddziałowi Międzynarodowego Towarzystwa Muzyki Współczesnej, sprowadzał książki i nuty, podróżował, korespondował z wybitnymi kompozytorami, w czym pomagała mu biegła znajomość kilku języków obcych.
Poza kilkoma przypadkami ("Fantazja na temat pieśni Niewiadomskiego" i utwory powstałe po wkroczeniu Rosjan do Lwowa) wszystkie kompozycje Kofflera były wydawane w renomowanych oficynach niemieckich, austriackich i francuskich.
Błyskotliwy i ironiczny, doskonale czuł się w polemikach słownych, potrafił z elegancją, lecz bezlitośnie obnażyć błahość lub nietrafność argumentów adwersarza. Dysponując lekkim i mądrym piórem, zamieszczał recenzje w krakowskim "Expressie Wieczornym", w "Muzyce" i w "Kwartalniku Muzycznym". Redagował miesięcznik "Echo", poświęcony kulturze muzycznej Lwowa. W "Muzyku Wojskowym" i miesięczniku "Orkiestra" publikował w odcinkach kurs harmonii, instrumentacji, form i historii muzyki. W Polskim Radio wygłaszał prelekcje popularyzujące muzykę.
Pełniejszą charakterystykę Kofflera daje przyjaciółka jego żony: "Matematyczny umysł, logicznie myślący, mało uczuciowy, chłodny, z dystansem do ludzi. Miał pełne poczucie własnej wartości. Mocny fizycznie i psychicznie. [?] Mózgowiec, racjonalista, można było przewidzieć jego zachowanie. Był albo lubiany, albo nienawidzony. Mało komunikatywny, z dystansem do wszystkich i nieskory do zwierzeń. Potrzebował dużo czasu na bliższe poznanie człowieka, ale wobec przyjaciół był niesłychanie oddany. [?] Na gruncie zawodowym porozumienie osiągnął we Lwowie tylko z Palestrem. Darzył przyjaźnią Münzera, którego cenił zarówno jako człowieka, jak i elektryzującego publiczność wybitnego pianistę".
Jego muzyka nie zawsze spotykała się z życzliwym przyjęciem w kraju. Stefan Kisielewski wydrwił "Wariacje na temat walca Jana Straussa" op. 23: "nie wystarczy nauczyć się władać techniką 12-tonową, aby przez to samo być dobrym muzykiem". Koffler wystosował miażdżącą ripostę, w której wyjawił, że ten akurat utwór nie został napisany techniką dodekafonii.
Sam Koffler twierdził, że jako muzyk zawodowy odbiera przeżycia estetyczne raczej w sferze intelektualnej niż emocjonalnej. Przyznawał się zaledwie do dwóch prawdziwie głębokich przeżyć muzycznych w swej biografii: kiedy, w wieku 18 lat, po raz pierwszy usłyszał "Parsifala" Wagnera i kiedy 18 lat później (tu Koffler odżegnywał się od mistyki liczb) poznał operę "Wozzeck" Albana Berga.
W 1931 stał się kompozytorem znanym na arenie europejskiej i uważanym za najciekawszego przedstawiciela nowej muzyki polskiej. W tymże roku w Oxfordzie, na festiwalu Międzynarodowego Towarzystwa Muzyki Współczesnej, wykonano "Trio smyczkowe" op. 10. Utwór zebrał świetne recenzje. Koffler, który przybył do Anglii z żoną, udzielił wielu wywiadów. Otrzymał zaproszenia na koncerty i festiwale (jako juror) oraz zamówienia na nowe dzieła. Balet "Alles durch M.O.W." przyjęło osiem scen zagranicznych: w Berlinie, Wiedniu, Essen i Wrocławiu.
W 1931 w wydawnictwie Universal (nakład zaledwie 25 egzemplarzy) ukazała się kantata "Miłość" na głos, klarnet, altówkę i wiolonczelę. Wychowany w religii żydowskiej Koffler znalazł inspirację w Nowym Testamencie, w słynnym fragmencie I listu św. Pawła do Koryntian. W partyturze znalazł się biblijny tekst niemieckojęzyczny (przekład Lutra) i polski (przekład Wujka). "Miłość" i "Trio smyczkowe" op. 10 to jedyne utwory Kofflera wydane po wojnie (Państwowe Wydawnictwo Muzyczne).
Koncert fortepianowy op. 13 (1932), niewydany i niewykonany za życia kompozytora, jest pierwszą w dziejach dodekafoniczną kompozycją w tym gatunku (koncert fortepianowy Schoenberga powstał w roku 1942). Na uwagę zasługuje fakt, że trzecia część dzieła Kofflera to zamaszysty "Krakowiak".

Dwanaście tonów
Koffler długo szukał języka, którym mógłby się najpełniej wypowiedzieć w muzyce. Jako laboratorium posłużyły mu pieśni ludowe (tak powstał cykl fortepianowych miniatur "40 polskich pieśni ludowych"). Rozbierał je na części, badał harmonię i fakturę, opracowywał, usiłując porzucić cały balast dotychczasowej wiedzy o muzyce. Oczyszczony tym doświadczeniem, zetknął się z dwoma najnowszymi utworami Schoenberga - "Kwintetem dętym" i "Suitą fortepianową" - i przeżył olśnienie. Narodził się na nowo jako kompozytor. Wyjaśniał naturalność tej przemiany: "Techniczna strona użycia zorganizowanego szeregu dwunastu tonów nie wykazuje istotnych innowacji. Nasuwa się porównanie z grą w szachy. Od wieków gramy na szachownicy osiem razy po osiem pól, z ośmioma figurami i pionkami. Przyjmijmy, iż na tej szachownicy wyczerpią się wszystkie ugrupowania i kombinacje; dalsza gra będzie niemożliwa, bo z góry dadzą się przewidzieć konsekwencje każdego ciągu. Wówczas może ktoś stworzy szachownicę o dwunastu polach, tyluż figurach i pionkach; istota gry nie zmieni się, wzrośnie tylko niezmiernie ilość kombinacji i ugrupowań; gra stanie się na nowo ciekawa i emocjonująca".
Dzielił dodekafonistów na trzy grupy: radykalistów z Schoenbergiem na czele (całkowicie zrywających z tradycją), umiarkowanych reformatorów (szkoła Weberna) oraz tych spod znaku Berga, do których sam się zaliczał - łączących dwunastotonowość z klasycznymi środkami wyrazu, jak to ujmował - "abstrakcyjność" z "muzykanctwem".
W 1926 powstała "Muzyka baletowa" na fortepian (wydawnictwo Senart w Paryżu) - pierwszy dodekafoniczny utwór Kofflera, a zarazem pierwsza dodekafoniczna kompozycja w dziejach muzyki polskiej.
Koffler uważał Schoenberga za jedynego rewolucjonistę w muzyce, "który miał odwagę przeciwstawić się mocą swojej twórczości całej muzycznej przeszłości i teraźniejszości; odważył się zerwać wszystkie wiązania, zaprzeczyć wszystkiemu, co muzyka wokół niego potwierdzała". Nie był jego studentem; nigdy nawet nie spotkał się z nim osobiście, choć było to jego marzeniem. Napisał do niego kilka listów, pełnych szacunku i podziwu. Prosił o ocenę swoich kompozycji. Dedykował artystycznemu mistrzowi "15 wariacji" na orkiestrę smyczkową op. 9, opublikowanych w 1933 w Paryżu w wydawnictwie Senart.
Napisał serdeczny tekst do księgi pamiątkowej, wydanej z okazji 60. urodzin Schoenberga. Wyznawał tam z ujmującą szczerością: "[jako szesnastolatek] W małym miasteczku Małopolski, pozbawiony możliwości poważniejszych studiów muzycznych, pochłaniałem mnóstwo podręczników z zakresu teorii muzyki. Pewnego dnia wpadła mi w ręce ?Harmonielehre? Schönberga. W rzeczywistości książkę tę kupiłem, zaintrygowany złośliwym i nieprzyjaznym jej omówieniem w jakimś czasopiśmie. Części techniczno-muzycznej nie zrozumiałem prawdopodobnie nawet w połowie, ponieważ brakowało mi jeszcze najbardziej zasadniczych podstaw. Jednak oczarowały mnie jej głębokie i mądre idee filozoficzne, estetyczne i ogólnoludzkie. Zniewoliły mnie one i zmusiły do podążania drogą sztuki. Te właśnie fragmenty książki przyswoiłem sobie na pamięć, a ona sama towarzyszyła mi zawsze i wszędzie, ramię w ramię przebyła ze mną wojnę światową".

Alles durch M. O. W.
Koffler nawiązał w tym utworze do muzycznego teatru ekspresjonistycznego - dzieł Berga, Hindemitha, Křeneka, Schoenberga, a zwłaszcza Weilla, stałego współpracownika Bertolta Brechta. W tych kompozycjach na scenę wkraczały problemy społeczne, bohaterowie "z ulicy", język potoczny, rytmy popularnych tańców, piosenki, jazz. W scenografii "Alles durch M. O. W." główną rolę odgrywały ekrany, na których wyświetlano obrazy życia wielkomiejskiego, ogłoszenia prasowe i komentarze do akcji scenicznej. Ważne miejsce zajmowały też megafony oraz pomost dla tancerzy i mimów. Libretto opowiada o zawiłych losach erotyczno-kryminalnych trzech par, a cała ta parada atrakcji trwa zaledwie około czterdziestu pięciu minut. Kipiący pomysłami muzycznymi i inscenizacyjnymi balet-oratorium Kofflera po lwowskiej premierze (1933) nie zainteresował, niestety, żadnego z polskich teatrów.
Josef Koffler: "Alles durch M. O. W. Ein Spiel für Tanz, zwei Solostimmen und gemischten Chor, in einem Aufzug" - taki napis widnieje na stronie tytułowej wyciągu fortepianowego. I tylko ten wyciąg fortepianowy, z niemieckim librettem Alfreda Rusta (kim był ów Rust - trudno ustalić; wiadomo, że istniał też tekst polski libretta) udało się znaleźć w 1993 roku w bibliotece berlińskiej Akademie der Kunste. Znalazca, profesor Maciej Gołąb, najznakomitszy znawca biografii i twórczości Józefa Kofflera, przekazał kopię Warszawskiej Operze Kameralnej. Edward Pałłasz na podstawie tego materiału opracował partyturę na 15-osobowy zespół muzyczny, składający się m.in. z kwartetu smyczkowego, fisharmonii, perkusji, gitary i banjo. Joanna Kulmowa napisała nowe libretto, przenosząc akcję z biura ogłoszeń gazety do międzynarodowego biura matrymonialnego. Nowy tytuł budzi skojarzenia z klasycznymi operami komicznymi: "Matrimonio con variazioni" ("Małżeństwo z wariacjami"). Premierę zaplanowano na 22 maja 2009.

(Soc)real - los Józefa K.
W 1939 roku, po wkroczeniu do Lwowa, Rosjanie połączyli trzy uczelnie muzyczne w jedno Państwowe Konserwatorium im. Mikoły Łysenki. Koffler zachował stanowisko profesora, a nawet został prorektorem. Wszedł też do zarządu Związku Kompozytorów Ukrainy Radzieckiej. W grudniu 1940 wygłosił publiczną samokrytykę. Było to warunkiem jego dalszej egzystencji - jako kompozytora, pedagoga i Polaka. Nie podporządkowując się nowym władzom Koffler postawiłby się poza nawiasem społeczeństwa, czekałoby go zapewne aresztowanie (jak w przypadku wielu pisarzy, jeszcze przed wojną sympatyzujących z lewicą, jak Broniewski czy Wat), a jego rodzinę - prześladowania i zsyłka. Koffler rozpaczliwie walczył o życie swoje i najbliższych, bo jakże inaczej można uzasadnić następujące, absurdalne w obrzydliwości, słowa: "Trudno było żyć i pracować w ?przedwojennym Lwowie?, trudno było wszystkim muzykom, trudno było i mnie. Kultura muzyczna miasta podupadała coraz bardziej. Nie było stałego teatru operowego ani stałej orkiestry symfonicznej. Było tylko wielu bezrobotnych, głodujących muzyków. Konserwatorium znajdowało się w agonii. Warszawska Filharmonia i Polskie Radio ignorowały mnie jako kompozytora, toteż mogłem usłyszeć swoje utwory tylko daleko poza granicami byłej Polski. Nie powinno więc dziwić, że dojrzewało we mnie postanowienie: porzucić wszystko i emigrować. Lecz oto nadszedł niezapomniany wrzesień 1939 roku, przyszła Armia Czerwona - i wszystko się zmieniło. Otrzymałem możliwość realizacji twórczych planów, o czym przedtem nie mogłem nawet marzyć".
Aby pojąć całą gorycz ironii tej wypowiedzi, wystarczy przywołać opinię Kofflera o muzyce sowieckiej, którą w 1935 nazwał "nudną", "przestarzałą" i "arcyburżuazyjną" (sic!).
Niewątpliwie największą osobistą tragedią Kofflera była konieczność cofnięcia się w języku muzycznym. Dalsze uprawianie dodekafonii byłoby jak wyrok wydany na samego siebie. Pamiętamy przecież, jaką nagonkę na Szostakowicza rozpętano w ZSRR w latach 30., kiedy Stalinowi nie spodobało się nowatorstwo opery "Lady Macbeth miceńskiego powiatu". Koffler powrócił do tonalności i klasycznych form, a i tak nie uniknął krytyki. Jego "Uwerturę radosną", napisaną oficjalnie ku apoteozie inwazji Armii Czerwonej na Polskę, krytycy zdemaskowali jako chłodną, mało serdeczną i scholastyczną. Koffler próbował znaleźć azyl w pracach nie zaspokajających jego kreatywnych ambicji, jak opracowanie partytury baletu "Don Kichot" Minkusa, aranżacje folkloru ukraińskiego, wariacje na bezpieczne tematy ("Händeliana"), utwory dla dzieci. Profesor Gołąb określa ten okres w twórczości Kofflera jako paraliż i "jałowy powrót do zafiksowanych w młodości stereotypów kompozytorskich."

Teraz na ciebie zagłada
Latem 1941 do Lwowa weszło wojsko niemieckie. Żydzi musieli nosić opaski z gwiazdą Dawida. Utworzono dla nich obóz przejściowy, z którego wysyłano transporty do obozu śmierci w Bełżcu. Kofflerowi z żoną i trzyletnim synkiem udało się wyjechać ze Lwowa do Wieliczki. Tam zamieszkali w domu rodziny Ryszarda Apte, który był przed wojną uczniem kompozytora we Lwowie. Informacje o ostatnich miesiącach życia Kofflerów są skąpe i mgliste. Muzykolog Marzanna Pluta-Kotyńska na początku lat 60. XX wieku dotarła do znajomych i krewnych artysty i ustaliła prawdopodobną wersję wydarzeń.
Otóż Koffler przetrwał likwidację getta w Wieliczce. Kilka razy pojechał do Warszawy, bezskutecznie usiłując znaleźć tam schronienie dla siebie i najbliższych. Potem, z fałszywymi dokumentami, ukrywał się na plebanii w okolicach Krosna lub Sanoka, u organisty, swego dawnego ucznia. Żona (lub żona z dzieckiem) została aresztowana przy kontroli dokumentów, a Koffler (lub Koffler z dzieckiem) wyszedł z kryjówki i cała rodzina została zastrzelona na skraju wsi, na początku roku 1944.
Można wątpić, czy Róża, kobieta o wyraźnych semickich rysach i przyciągającej uwagę prezencji, ryzykowałaby spacery w biały dzień po biednej rzeszowskiej wsi. Sądzę, że uprawniona jest inna hipoteza: otóż szmalcownicy (albo granatowi policjanci) dostali donos o ukrywających się Żydach; przyszli po haracz i jako "zakładniczkę" wzięli Różę (lub Różę i Alana). Od Kofflera zażądali szybkiego zgłoszenia się z wyznaczoną sumą pieniędzy lub kosztownościami. Oczywiście kompozytor nie był w stanie zdobyć ani grosza. Z pewnością po kilku latach ukrywania się i uciekania przed obławą był na skraju wyczerpania psychicznego. Wiedział, że oto dopełnił się jego los i wybrał wspólną śmierć z najbliższymi.

Koda
"Koffler pozostanie w polskiej tradycji muzycznej pionierem nie tylko dodekafonii, lecz także nowoczesnego folkloryzmu, neoklasycyzmu i socrealizmu" - twierdzi profesor Maciej Gołąb. Nie waha się uznać Józefa Kofflera za najwybitniejszego, obok Karola Szymanowskiego, polskiego kompozytora ery międzywojennej. Nota bene Szymanowski wypowiadał się z aprobatą o międzynarodowej karierze kolegi ze Lwowa, dodając: "[Kofflera] znam osobiście i bardzo cenię". Koffler, choć podążał zupełnie inną drogą estetyczną niż starszy o 14 lat kolega, dedykował mu swoją fortepianową "Musique quasi una sonata" op. 8 (1927).
Firmy fonograficzne nie przejawiają specjalnego zainteresowania dorobkiem Kofflera. Na Zachodzie nagrywane są jego pojedyncze utwory na płytach-składankach, tematycznie poświęconych Holokaustowi lub sukcesorom Schoenberga. Orkiestra Agnieszki Duczmal nagrała "Wariacje Goldbergowskie" w transkrypcji Kofflera (Polskie Radio 2004). Acte Préalable (2005) wydało dwa kompakty ze wszystkimi utworami Kofflera na fortepian solo. Zarejestrowała je polska pianistka od lat mieszkająca w Niemczech, entuzjastka i propagatorka twórczości kompozytora, Elżbieta Sternlicht. W książeczce, do której tekst napisał kompozytor, dramaturg i teoretyk muzyki, Bogusław Schaeffer, czytamy: "Muzyka fortepianowa Józefa Kofflera jest doskonałym wprowadzeniem do twórczości tego wybitnego kompozytora. W tych utworach Koffler jest autentyczny w swojej harmonicznej, rytmicznej i formalnej pomysłowości. Dodekafonia, która tak irytowała współczesnych mu kompozytorów, wcale nie ograniczała jego osobistego stylu. W przeciwieństwie do wielu dodekafonistów nie był rygorystyczny, w utworach swoich przejawiał estetykę wyzwoloną z wszelkich ograniczeń i schematów. Nie przejmował się jak inni jednorodnością stylistyczną i dzięki temu da się go dziś słuchać".

Najważniejsze utwory Józefa Kofflera:
II i III symfonia
Balet-oratorium "Alles durch M. O. W."
Kantata "Miłość"
Trio smyczkowe
"Musique de ballet"
"Musique quasi una sonata"
"15 variations d?apr?s une suite de 12 tons" (2 wersje: na fortepian i na orkiestrę smyczkową)
40 polskich pieśni ludowych

Najpełniejszym, imponującym starannością i dociekliwością opracowaniem biografii i twórczości lwowskiego dodekafonisty jest monografia Macieja Gołąba "Józef Koffler" (Musica Iagellonica, Kraków 1995), bez której niniejszy tekst nie mógłby powstać.



Hanna Milewska
 
   
   © Hi-Fi i Muzyka 2010 strona główna | forum hi-fi | powrót na górę strony